Czyżewski: Patrzmy na megatrendy

12 września 2016, 15:34 Energetyka
energetyka linie pylon energia elektryczna

KOMENTARZ

Adam Czyżewski

Główny Ekonomista PKN Orlen

Trudno wskazać firmę, której zarząd negowałby cel długoterminowego rozwoju. Równie trudno znaleźć firmę ogłaszającą strategię rozwoju na dłużej niż 5-10 lat. Jeśli chodzi o priorytety i plany działania, niewiele z nich sięga dalej niż dwa lub trzy lata.

W praktyce intencja zarządzania na dłuższą metę nie wytrzymuje konfrontacji z bezpośrednimi zagrożeniami i niepewną przyszłością, ustępując pola skupieniu uwagi na krótkim okresie. To napięcie między długoterminowymi intencjami i działaniami krótkoterminowymi jest jednym z największych wyzwań współczesnej gospodarki. Dotyczy nie tylko biznesu ale i polityki.

To wyzwanie jest szczególnie adekwatnie do rozwoju sektora energii, w którym oczekujemy pojawienia się radykalnych innowacji wiedząc jednocześnie, że procesy innowacyjne zajmują kilka dekad.

Gdy przyjrzymy się megatrendom – takim jak przesuwanie się centrów rozwoju gospodarczego z Zachodu do Azji i na Bliski Wschód, wzrost liczby ludności oraz nieuchronne procesy urbanizacyjne – które z dużym prawdopodobieństwem będą trwać przez kolejne kilkadziesiąt lat – wnioski są oczywiste. Musimy postawić na innowacyjne technologie wytwarzania energii, chroniące środowisko naturalne, a przede wszystkim powietrze, wodę i klimat, które potrzebne są od zaraz. A ponieważ dojrzewanie innowacji w sektorze energii przebiega w podobnym tempie do dojrzewania człowieka, zwlekaniu z uruchamianiem tych procesów towarzyszy bardzo wysoki koszt alternatywny.

Najbardziej dobitnie można to przedstawić na przykładzie Chin. Powietrzem w chińskich miastach już dzisiaj trudno jest oddychać a ekstrapolacja wspomnianych megatrendów nie wróży nic dobrego. Wedle szacunków Oxford Economics, do roku 2030 miejska populacja tego kraju wzrośnie do około 1 mld, tj. 1/8 ludności ziemi, w następstwie przesunięcia ludności ze wsi do miast oraz wzrostu liczby urodzeń w miastach. To oznacza, iż rosnący PKB Chin będzie w 90 proc. wytwarzany w miastach. Skokowo wzrośnie popyt na podstawowe surowce, ale również na energię, wodę, żywność, transport, mieszkania, służbę zdrowia, edukację, itd. Jeśli już dzisiaj nie podejmie się działań zapobiegawczych, skokowo wzrośnie też poziom zanieczyszczenia powietrza.

Na tym tle nie dziwi mnie decyzja Chin o ratyfikacji paryskiego porozumienia klimatycznego, z 3 września br. Natychmiastowa była reakcja Stanów Zjednoczonych, które kilka godzin po decyzji Chin poinformowały o amerykańskiej ratyfikacji. Parę dni później Ministerstwo Środowiska ogłosiło, że Polska chce jak najszybciej ratyfikować porozumienie klimatyczne z Paryża, co prawdopodobnie nastąpi jeszcze w tym roku.

Porozumienie, przyjęte w grudniu 2015 roku w Paryżu, to ogólnoświatowy plan działania, który ma za zadanie uchronić nas przed zmianą klimatu dzięki ograniczeniu globalnego ocieplenie do wartości znacznie poniżej 2°C. Jeśli spojrzymy więc na decyzję Chin i USA w kontekście globalnych megatrendów, dojdziemy do wniosku, że podjęcie tej decyzji było po prostu konieczne, a w przypadku Chin wymusił ją fatalny stan powietrza. Dzięki decyzji Chin pojawiła się szansa na wejście w życie paryskiego porozumienia jeszcze w tym roku. Do tego potrzeba bowiem przynajmniej 55 krajów o łącznym udziale w globalnych emisjach co najmniej 55 procent, a Chiny i USA są największymi emitentami dwutlenku węgla (odpowiadają odpowiednio za 25 i 15 procent emisji) i bez nich wszelkie klimatyczne porozumienia byłyby bez znaczenia. Przed nimi porozumienie ratyfikowały tylko 24 kraje, których udział w emisji dwutlenku węgla nie przekraczał jednego procenta.

Media odnotowały to wydarzenie jako ważną polityczną deklarację, która niczego nie przesądza. Chińskie zobowiązania, choć dość konkretne, dalekie są od oczekiwań środowisk zajmujących się kwestiami globalnego ocieplenia, a amerykański Senat zastanawia się, czy podpis prezydenta ma moc prawną.

Mnie niepokoi zupełnie coś innego, a mianowicie bardzo długi okres, jaki dzieli pojawienie się nowej technologii w sektorze energii od jej wdrożenia na komercyjną skalę. Jak już pisałem nawet w przypadku fotowoltaiki na efekty w postaci redukcji globalnych emisji przyjdzie na jeszcze długo czekać.

Do podobnych wniosków prowadzi zestawienie 12 najbardziej przełomowych technologii w horyzoncie do 2025 roku sporządzone przez firmę McKinsey.

Na ostatnim, 12 miejscu listy znalazły się technologie wytwarzania energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, tuż po zaawansowanych metodach poszukiwania oraz wydobycia gazu i ropy naftowej. Z powodu zbyt krótkiego, jak dla energetyki, horyzontu analizy na liście nie zmieściły się następujące technologie:

Pozycja 13. Reaktory nuklearne następnej generacji, które już są testowane, jednak jest mało prawdopodobne by do 2025 roku zdążyły osiągnąć odpowiedni potencjał mocy.

Także fuzja termojądrowa (pozycja 14) ma gigantyczny potencjał do zmiany struktury przyszłego miksu energetycznego i z analogicznych powodów nie zmieściła się na liście.

15 miejsce na liście zajmują technologie wychwytywania dwutlenku węgla, które mimo ciągłych badań mogą nie zdążyć dojrzeć komercyjnie przed 2025 rokiem.

Mając na uwadze awersję firm do angażowania się w kosztowne i niepewne projekty innowacyjne i preferowanie rozwiązań, przynoszących wymierne efekty w krótkich okresach czasu, o postępie innowacyjności w energetyce decydować będzie zaangażowanie się instytucji państwa oraz jakość wsparcia, w tym koordynacja międzynarodowa, do której zmierza porozumienie paryskie. Jeśli chcemy zapobiec sytuacji, w której działamy dopiero wtedy, gdy zagrożenie staje się widoczne, trzymam kciuki za to, by politycy patrzyli w przyszłość znacznie dalej, niż robią to managerowie.