Furgalski: Miliardowa skala możliwych roszczeń wobec PKP PLK. Potrzebny kompromis państwa z przewoźnikami

18 marca 2014, 11:05 Infrastruktura
Adrian Furgalski

W Sejmie rozpoczęły się prace nad ustawą, której celem jest m.in. doprecyzowanie zasad ustalania stawek za dostęp do infrastruktury kolejowej. Wejście tej ustawy w życie wynika m.in. z konieczności dostosowania polskiego prawa do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z maja 2013 r., który nakazał zmianę zasad konstruowania stawek za dostęp do infrastruktury. PKP PLK nie może już obecnie uwzględniać przy ustalaniu stawek np. kosztów administracyjnych – napisał Rynek Kolejowy. Jednocześnie PKP PLK grożą wielomiliardowe odszkodowania za dotąd przez nią stosowane zbyt wysokie stawki za dostęp do infrastruktury. Czy firma ta będzie w stanie dalej dobrze funkcjonować?

– Usunięcie zapisu o dofinansowaniu z budżetu o 500 mln zł PKP PLK to akurat dobre posunięcie. Nie widzę w tym żadnego zagrożenia. Zresztą bezsensem byłoby wydawanie tych pieniędzy, które miały iść pierwotnie na wykup akcji PKP PLK, kiedy można było to zrobić droga ustawową bez ponoszenia takich kosztów – uważa w rozmowie z naszym portalem Adrian Furgalski, członek zarządu ZDG TOR.

Furgalski przypomina, że pomysł wykupu powstał wtedy, gdy PKP nie prywatyzowały, nie sprzedawały w odpowiednim tempie swych nieruchomości. W ten sposób nie przekazywały odpowiednich wpłat na obsługę swych długów. I wymyśliły, że będą podkradać pieniądze, które miały iść na potrzeby PKP PLK. Teraz na szczęście dobre są wpływy z prywatyzacji, ze sprzedaży nieruchomości. Wobec tego dotychczasowa polityka PKP wobec PLK nie jest już konieczna.

– Nie uzyskałem dotąd odpowiedzi na pytanie, czy ta struktura, w której PKP posiada 43 proc. akcji PKP PLK, ma się utrzymać – mówi dalej ekspert ZDG TOR. – Czy np. dojdziemy do sytuacji, że 100 proc. akcji tej firmy będzie w posiadaniu ministra infrastruktury. I będzie utrzymywał podobne relacje, jak w przypadku GDDKiA. Ale żadnego zagrożenia w takim kierunku nie ma w projekcie tej ustawy. Zostało w nim ustalone, co można – a czego nie można – finansować z pieniędzy pochodzących od przewoźników – jest to oparte na wykonaniu wyroku trybunału unijnego wobec stawek za dostęp do polskiej infrastruktury kolejowej.

Najciekawsze jednak będzie to, co wydarzy się w sądach w związku z roszczeniami, które już się pojawiają. Na razie zostały one złożone przewoźników w łącznej kwocie 2 mld zł. Takie roszczenie chce też wysunąć m.in. Grupa EDF. Powstaje tu coraz więcej pytań. Bowiem istnieje wiele ekspertyz. I na razie nic nie wiadomo jak rząd szacuje łączną wielkość tych roszczeń: jest tu olbrzymi rozrzut – od 2 do 15 mld zł.

– Nie wiadomo, kto może je składać – twierdzi Furgalski. – Przewoźnicy czy klienci. Ci pierwsi, jeśli udowodnią, że nie wszystkie koszty poniesione przez nich w związku ze zbyt wysokimi stawkami za korzystanie z infrastruktury PLK, zostały wrzucone w cenę ich usług wobec klientów (a przecież większa część kosztów została wrzucona w te usługi). A, konsekwentnie, zwiększone w ten sposób ceny za przewozy, odbijali sobie klienci przewoźników, tacy jak EDF, którzy je sobie rekompensowali odpowiednio wyższymi stawki za prąd dostarczany ich klientom.

Tak więc wygląda na to, że to klienci przewoźników, tacy jak EDF, mają prawo skarżyć. Z tym, że do końca nie wiadomo kogo: PKP PLK, która działała przecież na podstawie przepisów ustawy i rozporządzenia ministra czy też Skarb Państwa. – W moim przekonaniu powinna powstać ustawa o zwrocie tych środków. A jednocześnie PLK i ministerstwo powinno dogadać się z przewoźnikami, by ewentualna wypłata roszczeń mogła być rozłożona na kilka lat, przy tym zmniejszane byłyby przewoźnikom stawki za dostęp do infrastruktury. Państwo pokrywałoby powstałą tak dziurę w budżecie PLK, bo nie ulega wątpliwości, że państwo przegra przed sądami takie sprawy roszczeniowe, choć może przeciągać to w czasie.

– Chyba więc lepiej, by państwo się dogadało z przewoźnikami i spróbowało z nimi zawrzeć kompromis – przypuszcza Furgalski. – Zwłaszcza, że im nie powinno specjalnie zależeć na „oskubaniu” państwa z dużych pieniędzy. Nie wiadomo bowiem czy znajdzie ono odpowiednie fundusze. Może przecież z drugiej strony np. zmniejszać fundusze na utrzymanie linii kolejowych. W takim razie przewoźnicy strzeliliby sobie w kolano –  na niektórych liniach nastąpiłoby pogorszenie ich stanu technicznego i wystąpiły trudności w korzystaniu z nich prze przewoźników – kończy ekspert ZDG TOR.