Gazprom mógł ostrzec partnerów w Niemczech przed kryzysem cen gazu, którym wymusza Nord Stream 2

24 listopada 2021, 06:00 Alert
Magazyn gazu. Fot. PGNiG
Magazyn gazu. Fot. PGNiG

Francuski portal opinii Opinion Internationale publikuje obszerną analizę na temat ograniczenia podaży gazu w Europie przez Gazprom w celu wymuszenia Nord Stream 2. Pada teza, która rzuca nowe światło na spór o kryzys cen gazu. Czy niemieccy partnerzy Rosjan wiedzieli o nim z wyprzedzeniem?

Dostawy grudniowe gazu na giełdzie TTF kosztują już ponad 1000 dolarów za 1000 m sześc. To prawie dwa razy mniej od rekordu z listopada 2021 roku, ale wciąż prawie pięć razy więcej od średniej z 2020 roku sięgającej około 200 dolarów.

Gazprom przekonuje, że nie może zwiększyć dostaw gazu do Europy. Jednak według Opinion Internationale, francuskiego portalu opinii związanego z ruchami politycznymi zwalczającymi Front Narodowy Marine Le Pen, nie jest to prawda. W czasie gdy dostawy gazu w 2021 roku spadły o 48 procent przez Gazociąg Jamalski oraz o 45 procent przez Gazociąg Przyjaźń, te słane do Turcji zostały podwojone. Prezydent Władimir Putin zapowiedział, że Gazprom może zwiększyć dostawy do Europy o 10 procent, ale postawił warunek w postaci zgody na certyfikację spornego gazociągu Nord Stream 2, która została zamrożona w Niemczech. Istniejące moce przesyłowe pozwalają Gazpromowi słać do Europy nawet ponad 270 mld m sześc. rocznie. Nadprzepustowość sięga więc teraz około 40 procent rocznie ze względu na zapotrzebowanie w Europie utrzymujące się w okolicach 200 mld m sześc. nie licząc roku pandemicznego, gdy spadły do 150 mld.

Opinion Internationale przypomina, że Gazprom nie zapewnił wolumenu na spocie i ograniczył dostępność gazu do 50 procent zasobów na giełdzie SPIMEX. Dostawy do Europy poza kontraktami długoterminowymi spadły między marcem a połową 2021 roku o 53 procent. Kolejny spadek nastąpił we wrześniu i sięgnął około 35 procent. Całe wydobycie gazu w Rosji jest kierowane do magazynów gazu w Rosji, dając potencjalnie Rosjanom pełną kontrolę nad podażą gazu w Europie zimą. Ponadto, Gazprom nie ogłosił aukcji na dostawy w 2022 roku i stawia na sprzedaż w kontraktach futures. Zarezerwował o 90 procent mniej przepustowości Gazociągu Jamalskiego (Białoruś i Polska) na przyszły rok i o 55 procent mniej mocy Gazociągu Braterstwo (Ukraina i Słowacja) niż w okresie do grudnia 2020 roku.

Te działania Gazpromu przyniosły 7,5-krotny wzrost cen gazu na spocie. Skala podwyżek rok do roku jest wyższa niż w czasie kryzysów paliwowych z lat 70. XX wieku, kiedy ceny wzrosły 3,7 razy w latach 1973/1974 i 2,8 razy w 1978/1979. Opinion Internationale stawia tezę, że jest to naruszenie pozycji dominującej na rynku zgodnie z prawem europejskim i artykułem 102 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej oraz Dyrektywą o konkurencji oraz ochronie konsumentów. Cytowany portal odrzuca także tezę o tym, że cena wzrosła przez spadek dostaw LNG do Europy. Dostawy gazu skroplonego w okresie styczeń-czerwiec 2021 roku były znacznie większe od średniej z minionych lat, między marcem a kwietniem 2021 roku były prawie dwa razy większe.

– Historia pokazuje, że działania Gazpromu na rynku Unii Europejskiej są częścią większej strategii. Zakłada ona tworzenie wąskich gardeł, przyparcie klientów do muru a potem przedstawienie im rozwiązania problemu w postaci uprzywilejowania regulacyjnego, ostatecznie gruntującego dominującą pozycję tego giganta gazowego – pisze Nikola Patras z Opinion Internationale. Przypomina, że ta strategia została zastosowana w latach 2009-2014 w sporach z klientami we Wspólnocie Niepodległych Państw oraz w latach 2014-2019 w relacjach z ukraińskim Naftogazem. – W obu przypadkach rynek został rozczłonkowany, a konkurencyjne oferty znikły, pozwalając Gazpromowi będącemu źródłem problemu przedstawiać się w roli gwaranta stabilności dostaw – czytamy.

Autorka przypomina, że kryzys po Rewolucji Godności na Ukrainie w dużej mierze dotyczył cen dostaw gazu do tego kraju oraz poziomu dostaw przez jej terytorium do Unii Europejskiej. – Odcięcie dostaw gazu na Ukrainę, a potem odmowa Rosji realizacji wyroku sądu arbitrażowego (w sporze z Naftogazem – przyp. red.) dopełniła dzieła, prowadząc do pierwszego konfliktu zbrojnego na ziemi europejskiej od czasu wojen w byłej Jugosławii – kwituje Patras.

Jej zdaniem niemiecki BASF będący partnerem finansowym projektu Nord Stream 2 mógł wiedzieć z wyprzedzeniem o nadciągającym kryzysie cen gazu wywołanym przez Rosjan. Mógł to wiedzieć co najmniej od czerwca 2021 roku, kiedy zdecydował się na dodatkowe zakupy i zapewnienie zapasów kompleksom w Ludwigshafen oraz Schwarzheide. – W rezultacie BASF mógł zminimalizować potencjalne straty i nie został zmuszony do zakupów gazu w obecnej cenie rynkowej, która znacznie wzrosła. W tym kontekście należy postawić tezę, że rosyjski gigant ustalił z partnerami w Niemczech, że obniży dostawy gazu. Na celownik podejrzeń trafiają zatem czempioni narodowi znad Renu jak E.on czy VNG – pisze Patras. BASF miał tym samym zapewnić bezpieczeństwo dostaw gazu do największego kompleksu chemicznego na świecie Ludwigshafen Verbund (koło Frankfurtu n. Menem) zatrudniającego prawie 40 tysięcy ludzi, a także elektrociepłowni w Schwarzheide (koło Drezna) i do tamtejszego centrum chemicznego zapewniające między innymi materiały do baterii samochodów elektrycznych. Ten kompleks zatrudnia 2000 ludzi.

Opinion Internationale przypomina, że Gazprom to jedyna spółka działająca w Europie, która nie uzupełniła zapasów gazu przed zimą w magazynach pod jego kontrolą. Są one obecnie pełne w 18 procentach i jest to poziom najniższy od ośmiu lat.

Moc magazynowa w Niemczech to 23,8 mld m sześc., z czego obiekty w Rehden i Jemgum znajdują się pod kontrolą firmy Astora, należącej do Gazprom Germania, zapewniających około 6 mld m sześc. zapasów, czyli jedną czwartą ich sumy w Niemczech.

Opinion Internationale/Wojciech Jakóbik

Układ o Nord Stream 2 zbiera ponadpartyjną krytykę w USA. Polska i Ukraina łączą siły