font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Węgiel 5 listopada, 2019 godz. 7:31   
REDAKCJA

A nie mówiliśmy? Koniec zmowy milczenia wokół JSW

koksownia-debiensko Koksownia Dębieńsko / fot. JSW

Prairie Mining przerywa milczenie w sprawie rozmów, a może raczej „rozmów” z Jastrzębską Spółką Węglową, która miała odkupić polskie aktywa Australijczyków. Firma przekonuje, że od czasu zmiany prezesa JSW nie doszło do żadnej poważnej dyskusji na temat transakcji i nie wyklucza skierowania sprawy do międzynarodowego arbitrażu – piszą Karolina Baca Pogorzelska, współpracownik BiznesAlert.pl i Piotr Stępiński, redaktor BiznesAlert.pl.

Niedawno na łamach BiznesAlert.pl pisaliśmy o obecnych losach rozmów między JSW a Prairie Mining. Rozmów, których według naszych informacji po prostu nie ma, co właśnie opisaliśmy. Jak przekonywała nas wówczas Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik jastrzębskiej spółki, mimo że 28 września minął termin obowiązywania przedłużonej w lutym umowy o zachowaniu poufności (NDA) na temat o reaktywacji kopalni Dębieńsko na Śląsku oraz budowy nowego zakładu Jan Karski na Lubelszczyźnie, to nadal trwają rozmowy na ten temat. Choć JSW nie poinformowała o tym w raporcie bieżącym, to zdaniem rzecznik informacje medialne o zakończeniu negocjacji z Prairie Mining Limited i prac nad potencjalną  transakcją nie są prawdziwe.

Jedziemy z tym koksem. Czy JSW zapłaci karę za milczenie?

Do sprawy postanowili odnieść się Australijczycy, którzy dotychczas dość powściągliwie wypowiadali się o rozmowach z JSW. Nieoficjalnie słyszeliśmy wprost – żadnych rozmów tak naprawdę od dawna nie ma. Już wtedy nasi rozmówcy zaznaczali, że jeszcze gdy prezesem Jastrzębskiej był Daniel Ozon (odwołany 11 czerwca), to cokolwiek było „na rzeczy”, choć przyznawali, że chęci Ozona i tak na niewiele się zdały, bo temat po prostu utknął w miejscu, zwłaszcza na wyższych szczeblach decyzyjnych.

Teraz Australijczycy przerwali milczenie wydając giełdowy komunikat, a ich stanowisko diametralnie różni się od tego prezentowanego przez polską stronę. W opublikowanym 31 października raporcie bieżącym Prairie Mining stwierdzia już oficjalnie to, o czym pisaliśmy wcześniej, czyli że od czasu odwołania Ozona z funkcji prezesa JSW nie doszło do żadnej istotnej dyskusji z polskim koncernem. W związku z czym spółka zamierza ponownie przeanalizować sytuację rynkową w odniesieniu do ewentualnej dalszej współpracy z JSW.

Niewykluczone jednak, że cała sprawa znajdzie finał w arbitrażu międzynarodowym, ponieważ Polska i Australia mają nadal obowiązującą bilateralną umowę o ochronie wzajemnej inwestycji (tzw. BIT). Prairie Mining analizuje z prawnikami podjęcie odpowiednich kroków. Przypomnijmy, że już w lutym australijska spółka poinformowała polski rząd o sporze inwestycyjnym wynikającym z naruszeniem dwustronnej umowy o wzajemnej ochronie inwestycji podpisanej między Polską a Australią wzywając jednocześnie do polubownego rozwiązania sporu. Od tego czasu nic się nie zadziało. Według informacji Dziennika Gazety Prawnej i współautorki tych słów kwota roszczeń mogłaby sięgnąć nawet 8-10 mld złotych. Na tyle Australijczycy na razie nieoficjalnie wyceniają utracone korzyści z dwóch górniczych projektów oraz swoje wydatki, które już ponieśli. Jak podkreśliło Prairie Mining spółka jest otwarta na propozycje ale do tej polski rząd odmówił udziału w merytorycznych dyskusjach związanych ze sporem.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że rok temu przed wyborami samorządowymi – o niespodzianko – dzisiejsza europosłanka ziemi chełmskiej Beata Mazurek w towarzystwie Ozona w swym okręgu przekonywała, że tu na razie jest ściernisko, ale będzie drugi Śląsk, gdy JSW przejmie projekty Prairie. Ba, obiecała nawet wówczas, że to właśnie w Chełmie (chodzi o względy podatkowe) miałby powstać oddział jastrzębskiej o wdzięcznej nazwie JSW Wschód. Jak na razie okazuje się, że były to słowa rzucane na wiatr.

Po publikacji naszego artykułu o sytuacji na linii JSW – Prairie skontaktował się z nami jeden z prywatnych inwestorów australijskiej spółki. Jego zdaniem brak rozstrzygnięć w rozmowach z JSW jest szkodliwy zarówno dla Polski i JSW, ale również australijskiej spółki. – To oznacza utratę dochodów z eksportu surowca. To także utrata wielu tysięcy miejsc pracy, a także narażenie rządu na potencjalne ryzyko przegranej w arbitrażu i zapłacenie wielu milionów. To może mieć konsekwencje dla wizerunku Polski jako atrakcyjnego miejsca dla inwestycji przez inwestorów zagranicznych. To wreszcie straty dla samego JSW i nie możliwość szybkiego uruchomienia nowej kopalni, która pomogłaby zwiększyć przychody i osiągnąć cele rozwojowe. Z kolei dla Prairie Mining brak zgody dla obydwóch projektów oznaczałby utracenie możliwość podniesienia wartości akcji spółki – stwierdził.

Jego zdaniem projekty Prairie nie powinny budzić wątpliwości ekologów ponieważ ich zasoby to w 85 procentach węgiel koksowy, a więc baza do produkcji stali – przynajmniej do końca tego roku znajduje się on na liście surowców krytycznych UE. – Europa zawsze będzie importerem netto węgla koksującego dlatego jakikolwiek europejski projekt będzie miał dużą i stałą przewagą konkurencyjną. Dlatego pozornie nieustępliwe stanowisko rządu czy ministerstwa środowiska dotyczące rozwoju projektu Prairie wydaje się być przegrane – stwierdził.

– To oznacza utratę dochodów z eksportu surowca. To także utrata wielu tysięcy miejsc pracy, a także narażenie rządu na potencjalne ryzyko przegranej w arbitrażu i zapłacenie wielu milionów. To może mieć konsekwencje dla wizerunku Polski jako atrakcyjnego miejsca dla inwestycji przez inwestorów zagranicznych. To wreszcie straty dla samego JSW i nie możliwość szybkiego uruchomienia nowej kopalni, która pomogłaby zwiększyć przychody i osiągnąć cele rozwojowe – dodał.

Przypomniał rozmowę Daniela Ozona z czerwca 2019 roku dla Parkietu, w której stwierdził, że ,,każdy dzień, kiedy te aktywa nie są w JSW, to dzień stracony. Eksploatację Dębieńska mogliśmy rozpocząć już w zeszłym roku. Wierzę, że podejście organów korporacyjnych będzie racjonalne”.

Czy dziś rząd wykaże się racjonalizmem? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Również dlatego, że tak naprawdę nie wiadomo nadal, kto w tym starym – nowym rozdaniu będzie się zajmował górnictwem. Czy zostanie ono w resorcie energii? A może przejdzie do reaktywowanego Ministerstwa Skarbu Państwa? A może jest jeszcze inny pomysł? Ciekawe, czy Australijczykom wystarczy cierpliwości?