Kanownik: Jak wdrożyć GOZ? Po pierwsze, edukacja (ROZMOWA)

13 lipca 2018, 07:31 Środowisko
elektrośmiecie fot. Wikimedia Commons

Gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ) to wyzwanie i cel. Polscy przedsiębiorcy mogą mieć niewiele czasu na to żeby z GOZ się “zaprzyjaźnić” dlatego tak ważna jest zdaniem Michała Kanownika – prezesa zarządu Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT – ZIPSEE „Cyfrowa Polska” rzetelna edukacja. Podejście, w którym odpad staje się surowcem, może zostać przekute w sukces rodzimych firm.

BiznesAlertpl: Polski pomysł na gospodarkę o obiegu zamkniętym na razie jest dość enigmatyczny, na pierwszy rzut oka brakuje komunikacji, edukacji konsumentów.

Michał Kanownik, Prezes zarządu Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT – ZIPSEE: Polscy przedsiębiorcy – niezależnie czy jest to branża AGD, motoryzacyjna, spożywcza, farmaceutyczna czy chemiczna – mają coraz większą świadomość GOZ to już nie tylko czekająca nas przyszłość, ale realna potrzeba już dziś. Jednak, by ideę GOZ rzeczywiście wcielić w życie na wielu poziomach potrzebny jest też tu udział konsumentów.

Czy pomoże dialog i działania edukacyjne?

Niewątpliwie edukacja jest bardzo potrzebna. Zarówno wśród przedsiębiorców, jak i – a może przede wszystkim – konsumentów. Oprócz tego GOZ to także wyzwanie dla administracji, od której oczekujemy wszelkich działań nie tylko regulacyjnych, ale też około regulacyjnych wdrażających GOZ w życie. Bo nie da się wszystkiego zapisać w ustawie. Trzeba wytworzyć pewną kulturę oraz promować dobre praktyki, które będą pomagać realizować ideę GOZ.

Mamy narzędzia, które powodują, że myślenie w kategoriach gospodarki o obiegu zamkniętym staje się naturalne. Jednym z nich jest EcoManagment and Audit Scheme (EMAS, wspólnotowy system ekozarządzania i audytu, który jest instrumentem Unii Europejskiej przeznaczonym dla przedsiębiorstw i innych organizacji które dobrowolnie zobowiązują się do oceny swojego wpływu na środowisko i doskonalenia swojej działalności przyjaznej środowisku). Niezbyt na razie popularny w administracji.

EMAS powinien wiązać się z korzyściami. Jeśli nie łączy się on na przykład ze wzrostem konkurencyjności na rynku, to przedsiębiorca nie będzie zainteresowany wdrażaniem EMAS. Podobnie mają się sprawy w administracji.

To jak wprowadzać takie systemy jak EMAS żeby od razu firmy nie szukały sposobów ich obejścia, żeby nie powieliły one schematu działania jakie stosują firmy wycinające filtry cząsteczek stałych z diesli?

Jestem zwolennikiem pozytywnych zachęt. Niech to będą około podatkowe zachęty, zwolnienia. Niech firmy mające EMAS zyskują dodatkowe punkty w przetargach. Może niech mają szybkie ścieżki w załatwieniu jakichś spraw administracyjnych.

Część z takich zachęt nic nie kosztuje.

Tak jest. Nie zawsze wprowadzanie jakiegoś nowego systemu musi generować dodatkowe koszty. Często można załatwić sprawę bez kosztowo.

Model jaki przyjęła Finlandia we wprowadzaniu GOZ jest ciekawy. Tam około osiem lat temu zaczęto mówić o konieczności zmian. Powstały zespoły robocze, w których przede wszystkim zaangażowane były organizacje pozarządowe. W trakcie prac okazało się, że istotnym elementem, który wpłynie na promocję goz są kwestie związane z naprawianiem sprzętów. Podjęto więc działania mające na celu promowanie umiejętności naprawiania. Zatem rozwinęły się zakłady rzemieślnicze. Ludzie zaczęli gromadzić się w kawiarenkach naprawczych (w Polsce wystartowały też), w których od rzemieślników uczą się jak naprawić podstawowe sprzęty.

I z takich dobrych doświadczeń Polska powinna korzystać. Proszę zauważyć, że my np. cały czas mamy problem z reusem.

Reusem, czyli ponownym wykorzystaniem surowców.

Tak. Nie mamy zielonego pojęcia czy kupujemy coś z reuse czy nie. Uczmy konsumentów świadomości, że mają możliwość wyboru, że rynek nie jest jednorodny. Uczmy, że w całym systemie o coś chodzi, że użycie powtórne elementów nie sprowadza się tylko do tego, że coś jest tańsze, ale że mniej odpadów generujemy, mniej wydajemy na transport. Niech ludzie wiedzą, że coś jest tańsze dlatego, że pochodzi z odzysku. Zacznijmy edukować konsumentów od podstaw. Pokazujmy to co udało nam się już wypracować.

Motoryzacja zmaga się z Dieselgate, a zaufanie konsumentów kupujących pralki, lodówki czy zmywarki nadszarpnęły informacje dotyczące celowego postarzania sprzętów przez producentów.

To jest temat trudny i wokół niego narosło wiele mitów. Samo określenie „postarzanie sprzętu” jest dla producentów trochę krzywdzące. Bo sugeruje celowość działania. Po pierwsze konsumenci oczekują, że sprzęt, który kupują będzie coraz lżejszy, szybszy, będzie miał więcej funkcjonalności. Siłą rzeczy pojawia się więcej elementów, które można zepsuć. Kiedyś pralka ważyła ponad 30 kg i była dość odporna na uszkodzenia. Dziś pralka waży kilka a nawet kilkanaście kg mniej i przez to jest bardziej delikatna. Druga sprawa to stopień skomplikowania obsługi. Sami czasem bezwiednie możemy sprzęt uszkadzać. Po trzecie konsumenci oczekują nowości. W związku z tym producenci chcą sprostać tym wszystkim oczekiwaniom.

Nie stawiają na trwałość…

Ale proszę mi uwierzyć, żaden znaczący producent nie zaryzykuje reputacji świadomie postarzając swoje sprzęty. Żyjemy w czasach cyfrowych i taka celowa działalność wycieknie. Nikt świadomie nie będzie ryzykował, że wizerunek firmy na tym straci. Dlatego tak ważne jest dojście do systemu o obiegu zamkniętym, w którym jeśli chcę mieć nowy telefon czy telewizor to pozbywam się poprzedniego, a on jest szybko ponownie wykorzystany. Bardzo ważne jest ponowne wykorzystanie surowców.

Rozmawiała Agata Rzędowska