Kłossowski: Urzędnicze poczucie humoru i wynikające z tego opóźnienia

16 lipca 2013, 14:14 Drogi
Eryk Kłossowski

KOMENTARZ

Eryk Kłossowski – adwokat i publicysta

Wiceminister transportu na posiedzeniu Sejmu w miniony czwartek poinformowała, że do końca roku systemem viaTOLL zostanie objętych 500 km nowych dróg. Tymczasem tydzień temu, w drugą rocznicę uruchomienia systemu, „Dziennik Gazeta Prawna” doniosła, że planowane na lipiec br. rozszerzenie liczby dróg, objętych elektronicznym mytem, o kolejne odcinki, przesuwa się na 31 października. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w oficjalnym piśmie do operatora systemu powiadomiła o decyzji przesunięcia tego rozszerzenia o kilka miesięcy.

Formalnie wszystko więc będzie zgodnie z planami, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Kapsch, precyzyjnie realizując postanowienia kontraktu, postawił niemal pięćdziesiąt bramownic. Trudno, poczekają na lepsze czasy. Co jest przyczyną opóźnienia, na którym miliony złotych straci Skarb Państwa? Spór między Ministerstwem Transportu a podległą mu Generalną Dyrekcją odnośnie nazw odcinków, które powinny się znaleźć w stosownym rozporządzeniu.

Trzeba przyznać, że to na polskim gruncie swoiste novum. Jak dotąd, media informowały nas o coraz gorętszych sporach między firmami budowlanymi a urzędnikami GDDKiA i rosnącej lawinowo liczbie sporów sądowych z Dyrekcją. Nawiasem mówiąc – bardzo charakterystyczne w polskich warunkach jest to, że urzędnicy nie tylko nie próbują rozwiązać konfliktów przy stole negocjacyjnym, ale wręcz dążą, by spory trafiały na wokandę. Po prostu mają wówczas problem z głowy – niech martwi się sąd; w Polsce lepiej bowiem przegrać sprawę niż poczynić ustępstwo w negocjacjach, które z miejsca prowokuje pytania – co (albo raczej ile) on dostał od drugiej strony, że tak łatwo się zgodził? Po przegranej sprawie najwyżej zapłaci się należność z odsetkami plus odszkodowanie. Niestety konfliktu o nazwy odcinków w ten sposób rozstrzygnąć się nie da: brak instancji, która by mogła pogodzić zwaśnione strony sporu; wielka to szkoda – być może należałoby zmienić ustawę o drogach publicznych i powołać Drogowy Trybunał Toponimiczny, na przykład przy szefie Kancelarii Premiera w celu rozstrzygania przyszłych sporów o nazwy odcinków. W kasie państwowej muszą być bowiem jakieś ukryte nadwyżki pozwalające na rezygnację z wpływów z e-myta, które miały od lipca zasilić Krajowy Fundusz Drogowy. Skoro tak, to znajdą się też środki na funkcjonowanie trybunału, którego powołanie z tego miejsca gorąco postuluję.

Odkładając żarty na bok, wszystko wskazuje na to, że – jeśli chcemy uniknąć kolejnych poślizgów – jesienią czekają nas dwie duże operacje rozszerzenia w odstępie kilku tygodni. Oczywiście, o ile do tego czasu urzędnicy z obydwu instytucji dojdą do porozumienia. Bo przecież niewykluczone, że wybuchnie spór o kolor bramownic… I jak tu nie zgadzać się z Napoleonem, który mawiał, że urzędnicy są jak książki na półkach bibliotecznych: im wyżej ustawieni, tym rzadziej do czegoś służą.