Legucka: Społeczeństwo rosyjskie popiera specoperację, ale nie wojnę (ROZMOWA)

11 maja 2022, 07:30 Bezpieczeństwo
Źródło: wikimedia
Źródło: wikimedia

– Wystąpienie Putina w mojej opinii miało na celu uspokojenie społeczeństwa rosyjskiego, że nie dojdzie do pełnej mobilizacji państwa i wypowiedzenia wojny Ukrainie. Społeczeństwo tego nie chce, a Putin jest w pewnym sensie ograniczony tą wolą – mówi Agnieszka Legucka, ekspertka PISM ds. Rosji w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Putin, według wielu obserwatorów zachodnich, podczas tegorocznej Parady Zwycięstwa miał ogłosić przełomowe decyzje. Tak się jednak nie stało…

Agnieszka Legucka: Ja, i wielu innych analityków od początku zapowiadało, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Samo wystąpienie nie było żadnym zaskoczeniem. Przewidywałam, że nie będzie żadnego ogłaszania zwycięstwa, bo to oznaczałoby konieczność wycofania wojsk z Ukrainy bez osiągnięcia jakiegoś kluczowego sukcesu. A sukcesów nie ma i na razie nie widać, aby miały się w najbliższym czasie pojawić. Putin też nie ogłosił powszechnej mobilizacji i oficjalnie nie wypowiedział wojny Ukrainie, o czym też wcześniej dużo się mówiło.

Dlaczego tego nie zrobił?

Widać wyraźnie, że Putin ma pewne ograniczenia wewnętrzne. Znajdują one źródło głównie w nastrojach społecznych, które są sprzeczne. Z jednej strony mamy bardzo wysoki stopień poparcia dla Putina. jego rating poparcia wzrósł od lutego listopada ubiegłego roku z 63 procent do ponad 80 procent obecnie, co stanowi rekord ostatnich lat. Poparcie Rosjan ma także specjalna operacja wojskowa na Ukrainie (ok. 74 procent).

Z drugiej strony, nie ma poparcia dla wojny na Ukrainie, która oznaczałaby pełną mobilizację. Nie ma poparcia dla osobistego poświęcenia społeczeństwa w ewentualnej wojnie. To pokazują badania, ale także konkretne działania samych Rosjan, którzy albo podpalają wojskowe komisje uzupełnień, ale także w Runecie (Internet w Rosji – przyp. red.) tworzą np. poradniki jak uniknąć powołania do wojska, jakie dostarczyć dokumenty, co zrobić, aby nie trafić na listę powołań. Społeczeństwo ogarnęła panika, gdy zaczęły się pojawiać informacje o ewentualnej pełnej mobilizacji. Część ludzi wyjechała za granicę, aby tego uniknąć. Przemówienie Putina to próba uspokojenia społeczeństwa. Trochę jest to sprzeczne z propagandą rosyjską, która aktywnie promuje działania wojenne na Ukrainie. Media rosyjskie nieustanie budują atmosferę zderzenia z Zachodem, szeroką wojną i emocji strachu.

Ale mobilizacja w jakiejś formie trwa…

Tak, trwa cicha mobilizacja. Wzywa się rezerwistów do punktów uzupełnień, oferuje się różne kontrakty, przymusza się ich do podpisywania tych umów. To Rosjanie też próbują obejść, aby nie zginąć na froncie.

Na co zdecydują się Rosjanie? Czy stać ich na długotrwały, wyniszczający konflikt? Czy dojdzie do pełnej mobilizacji i skierowania milionów ludzi na wojnę?

Rosja, decydując się na kontynuowanie tzw. operacji specjalnej, może prowadzić ją długo w ograniczonym zakresie. Kluczowy będzie czas związany z wytrzymałością ukraińskiej i rosyjskiej gospodarki, ukraińskiego i rosyjskiego społeczeństwa oraz siły armii po obu stronach. Widać, że władze Rosji chcą zamknąć na ten moment ofensywę na określonym terytorium. Chcą zająć konkretne regiony. Później może dojść do operacji inwazji w kierunku na Dniepr, ale nie są w stanie zająć Ukrainy w pierwszym, zakładanym wymiarze. Rosja nie ma na to sił w wymiarze wojskowym, ale także nie ma społecznej akceptacji pełnoskalowej wojny na Ukrainie.

Rozmawiał Mariusz Marszałkowski

Kloc: Nie ma większej zbrodni przeciwko klimatowi, niż wojna na Ukrainie