Perzyński: Sojusz NASA i Muska podbija kosmos

20 listopada 2020, 07:31 Infrastruktura
Rakieta Starship firmy Spacex Elona Muska. Źródło: Wikipedia
Rakieta Starship firmy Spacex Elona Muska. Źródło: Wikipedia

Na przełomie zeszłego i tego tygodnia miała miejsce misja SpaceX we współpracy z NASA, która polegała na wyniesieniu załogi na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Oba podmioty zgodnie mówią o przełomie, ponieważ był to pierwszy raz, kiedy dokonała tego prywatna firma. Przyjrzyjmy się jak do tego doszło i co to właściwie oznacza – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Lot SpaceX na Międzynarodową Stację Kosmiczną

Od kiedy loty w kosmos straciły swoją polityczną symbolikę, jaką miały w czasach zimnej wojny, rządy państw nie są tak chętne, by wydawać kolejne góry pieniędzy, by wysyłać w przestrzeń człowieka – dość przypomnieć, że ostatnia załogowa misja na Księżyc pod nazwą Apollo 17 miała miejsce w 1972 roku. Nie oznacza to, że branża kosmiczna tkwi w letargu – skupia się ona na rzeczach być może mniej spektakularnych, ale o nie mniejszym znaczeniu, czyli przede wszystkim doskonaleniu sztucznych satelitów. Wyjątkiem jest Elon Musk, który dzięki współpracy z NASA chce przywrócić lotom w kosmos dawną chwałę, i zarobić na tym niemałe pieniądze.

W niedzielny wieczór SpaceX Elona Muska wystrzelił czterech astronautów na orbitę; był to pierwszy komercyjny lot załogowy na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Po 27-godzinnej podróży SpaceX podał na Twitterze, że kapsuła o nazwie Dragon przybyła do stacji, a zatem była to pierwsza pełnoprawna misja operacyjna firmy z ludźmi na pokładzie i pierwszy z regularnych lotów komercyjnych na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Mając pełną załogę, misja wzmocniła pozycję SpaceX jako pierwszej firmy zatwierdzonej przez National Aeronautics and Space Administration (NASA) do rutynowego przewożenia ludzi w kosmos. Stanowiło to również zwieńczenie strategii agencji polegającej na wykorzystaniu partnerstw publiczno-prywatnych do przyspieszenia podbijania kosmosu przez człowieka.

Oficjalne poparcie NASA dla bezpieczeństwa misji było długoterminowym celem SpaceX. W tym czasie zespół naukowców i inżynierów musiał przezwyciężyć wiele istotnych awarii, między innymi problemy ze spadochronami kapsuły i możliwość wybuchu silników ewakuacyjnych, jak miało to miejsce w 2019 roku. Wprawdzie nikt nie został w tych wypadkach ranny, ale przez to program czasowo stanął w miejscu, a przeciwnicy prywatnych lotów w kosmos mieli w zanadrzu dodatkowe argumenty. Jednak pomimo tych głośnych problemów i wyzwań technicznych Elon Musk i jego zespół wytrwale podążali sprawniejszą, mniej biurokratyczną ścieżką weryfikacji projektów od tej, którą NASA obrała wcześniej.

Perzyński: Glony vs. elektrownia na orbicie. Rywalizacja mocarstw wraca do kosmosu

Współpraca NASA i Spacex

Podczas konferencji prasowej prezeska SpaceX i dyrektor operacyjna Gwynne Shotwell powiedziała, że w ciągu następnych 15 miesięcy SpaceX chce wystrzelić siedem kapsuł Dragon w imieniu NASA, w tym trzy w wersji cargo. Według niej niedzielny lot na Międzynarodową Stację Kosmiczną to „początek nowej ery lotów kosmicznych”. Podobnego zdania jest szef NASA Jim Bridenstine, który podkreślił w rozmowie z astronautami, że każdy lot to test, ale „musimy być w stanie rutynowo latać na Międzynarodową Stację Kosmiczną”. W zeszłym tygodniu Musk nazwał certyfikację NASA „wielkim zaszczytem, ​​który budzi zaufanie do naszych starań o powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoc ludzkości w osiągnięciu wieloplanetarności”.

NASA kończy prace nad samolotem, który pokona barierę dźwięku bezszelestnie

W istocie SpaceX to dla NASA partner wymarzony. Agencja w 2011 roku wycofała z użytku swoje promy kosmiczne i już wtedy przewidywała, że do następnych lotów załogowych konieczna będzie współpraca z sektorem prywatnym, a przypomnijmy, że w oczekiwaniu na pojawienie się i rozwój amerykańskiego gracza NASA polegała na rosyjskiej technologii. Niewątpliwie współpraca z firmą Elona Muska będzie się Amerykanom opłacać – start rakiety SpaceX będzie kosztował NASA około 40 procent mniej w przeliczeniu na astronautę od tego, co kazali sobie płacić Rosjanie. Szerszym celem Stanów Zjednoczonych jest uwolnienie funduszy Agencji na głębsze badanie Układu Słonecznego.

Perzyński: X-planes, czyli o tajemnicach amerykańskiej armii lepszych od kosmitów

Co dalej?

W tym miejscu do gry wchodzi polityka, a konkretnie pokłosie listopadowych wyborów prezydenckich w USA. Nie jest jasne, jakie zmiany prezydent elekt Joe Biden może wprowadzić w priorytetach NASA, ale wielu członków zespołu przejściowego, którego wyznaczył do przebadania NASA, w przeszłości wspierało partnerstwa publiczno-prywatne. Dotychczasowy szef Agencji Jim Bridenstine, który już zapowiedział odejście z pracy w związku ze zmianami w Białym Domu, powtórzył, że przyszłością Agencji jest działalność komercyjna we współpracy z firmami prywatnymi. Powiedział on, że zeszłotygodniowy lot należy uznać za pierwszy z wielu przełomów w komercjalizacji lotów w kosmos, a w przyszłości być może pojawią się prywatne stacje kosmiczne.

Czy znaleźliby się zainteresowani lotem w kosmos? Odpowiedź jest oczywista i twierdząca. Pomimo pandemii, organizacje turystyczne spodziewają się, że wielu bogaczy chciałoby skorzystać z takiej okazji, a setki tysięcy ludzi ustawią się wzdłuż okolicznych dróg i miejsc widokowych, aby obejrzeć start rakiety.

Perzyński: Załogowe loty na Marsa. Elonie, czy to dobra droga?