Kucharska: Niemcy prowadzą spory polityczne, ale potrafią zachować spójność (ROZMOWA)

29 stycznia 2021, 07:30 Energetyka
Anna Kucharska. Grafika: Gabriela Cydejko
Anna Kucharska. Grafika: Gabriela Cydejko

Anna Kucharska z Instytutu Polityki Energetycznej imienia Ignacego Łukasiewicza opowiada o niemieckiej polityce energetycznej. – Nawet jeśli na co dzień obserwujemy na niemieckiej scenie spory polityczne w zakresie szczegółowych rozwiązań, to plany są realizowane z zachowaniem spójności ogólnych założeń – mówi.

BiznesAlert.pl: Jaki wpływ na debatę publiczną w Niemczech wywiera założenie Fundacji Schtiftung Klimaschutz? Czy to będzie miało wpływ na politykę?

Anna Kucharska: Jest to zderzenie dwóch spraw. Z jednej strony mówimy o projekcie Nord Stream 2, który w gruncie rzeczy nie jest krytykowany w Niemczech. To znaczy jest to projekt, który budzi swoje kontrowersje, których zresztą głównym bodźcem jesteśmy my, czyli Polska, która aktywnie przeciwdziała temu projektowi. Jednak zarówno wśród ekspertów niemieckich, jak i w niemieckim społeczeństwie nie jest tak, że ten projekt spotyka się z jednoznacznym sprzeciwem. W nastrojach często widać niezrozumienie dla tego, o co chodzi Polsce. Z drugiej strony, pojawia się temat ochrony środowiska i klimatu, które są w Niemczech bardzo poważnie traktowane. I tutaj dochodzimy do fundacji Stiftung Klimaschutz, która wspiera projekt, mający w gruncie rzeczy poparcie w Niemczech, ale wsparcie to odbywa się na granicy prawa i z nadużyciem haseł o ochronie klimatu. Obecna debata w Niemczech toczy się wokół tego, czy doszło do nadużycia słowa „fundacja” oraz hasła „ochrona środowiska i klimatu” do celów, które wprost są niezgodne z uczciwym działaniem. Nadużycie to wywołało duże oburzenie wśród ekspertów oraz osób prywatnych z tego powodu, że w Niemczech tego rodzaju organizacje są bardzo poważnie traktowane, a tymczasem ta fundacja została wykorzystana do tego, aby wziąć na siebie ciężar sankcji amerykańskich i wspierać budowę Nord Stream 2. Natomiast, tak jak podkreślam wobec samego Nord Stream 2 nie ma tutaj jednoznacznie negatywnych opinii. Zresztą, obok artykułów, które opisują tę aferę, pojawiają się odnośniki do innych tekstów dotyczących Nord Stream 2, gdzie wspomina o tym, że dla Niemców jest niezrozumiałe, dlaczego Polska tak bardzo sprzeciwia się temu projektowi oraz dlaczego buduje Baltic Pipe jako – ich zdaniem – projekt konkurencyjny, co zdaniem niektórych niemieckich dziennikarzy jest pozbawione sensu.

W Niemczech odbywają się wybory na szefa partii CDU, której jednym z głównych kandydatów Norbert Roettgen jest zadeklarowany przeciwnik Nord Stream 2, popierający argumentację Europy Środkowo-Wschodniej w tej sprawie.

Rzeczywiście przedstawiał takie hasła i to oczywiście jest miłe dla naszych uszu, natomiast należy zwrócić uwagę, że w Niemczech mamy silne lobby gazowe, wspierane aktywnością Gazpromu. Przykładem tej siły jest m.in. powstanie Stiftung Klimaschutz. Może się okazać, że Roettgen przejdzie do postawy, która będzie się charakteryzowała bardziej zaniechaniem działań niż aktywnym sprzeciwem. Oczywiście, trudno jednoznacznie przesądzać w tej chwili, jednak warto podjąć dwa argumenty. Po pierwsze, można domniemywać, że sytuacja może być podobna do tej, która miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w czasie roku wyborczego, w odniesieniu do Joe Bidena. Sprzeciw Bidena wobec gazu łupkowego dynamicznie ewoluował stosownie do zaawansowania kampanii wyborczej. Po drugie, należy pamiętać, że charakterystyczna w niemieckiej polityce konsekwencja i ponadpartyjne porozumienia w określonych tematach. Nawet jeśli na co dzień obserwujemy na niemieckiej scenie spory polityczne w zakresie szczegółowych rozwiązań, to plany są realizowane z zachowaniem spójności ogólnych założeń.

Jak Niemcy wyobrażają sobie stabilność ich systemu energetycznego po wyłączeniu atomu, a następnie węgla?

Przyszłość niemieckiej polityki energetycznej może być ciekawa, bo w przestrzeni publicznej pojawia się bardzo dużo nośnych haseł, które niekoniecznie są spójne z wiedzą na temat systemu energetycznego. Wśród tych, którzy takie hasła powtarzają, są także naukowcy, profesorowie i eksperci, którzy publikują teksty popularnonaukowe głoszące, że Niemcy są już gotowe na 100 procent energii ze źródeł odnawialnych, a tym, co powstrzymuje tę rewolucję, są względy polityczne. Tymczasem w Polsce można spotkać się z przeświadczeniem, że transformacja energetyczna jest forsowana przede wszystkim politycznie.

Wracając do Niemiec – na czym opierają się stwierdzenia o gotowości tego kraju na 100 procent OZE? Oczywiście, podstawowymi źródłami są fotowoltaika i energia z wiatru. Pierwsze rozwiązanie jest promowane pod hasłem „panel fotowoltaiczny na każdym dachu”. Następnie, maksymalne wykorzystanie linii brzegowej, aby jak najwięcej inwestować w offshore. Swego czasu z zaskoczeniem odkryłam, że Niemcy mocno stawiają na drewno, które uważają dobry materiał do celów energetycznych naturalnego pochodzenia. Jedynym problemem jest tylko zadbanie o to, aby zachować parytet pomiędzy tym, jak szybko lasy się odnawiają a intensywnością ich wycinki. Chodzi o to, aby nie wykorzystywać tego drewna ponad poziom rocznego przyrostu powierzchni leśnej. Niemcy uważają, że mają dostatecznie duży procent powierzchni kraju pokryty lasami, więc jest to surowiec, który mogą wykorzystywać także do celów energetycznych. Innym pomysłem jest geotermia. Tutaj przede wszystkim mocno się stawia na to, aby inwestować prywatnie w pompy ciepła. Wreszcie, inwestowanie w biogaz w oparciu o wszelkie odpady rolnicze czy komunalne. Biogaz to kolejne czyste źródło, które uzupełnia miks energetyczny, a dodatkowo jest elementem łatwo magazynowalnym. Ostatnim elementem, który miałby uzupełniać system energetyczny, jest ewentualny import z zagranicy. Chociaż to jest rzecz, na którą gospodarczo Niemcy się wcale nie szykują, jako że otwarcie dążą do pełnienia roli głównego eksportera energii w Europie. Niemniej, w kwestii importu, spoglądają w stronę Afryki jako potencjalnego producenta dużych ilości energii słonecznej, oraz opierają się na technologiach transgranicznych sieciach wysokiego napięcia, które sami mieliby budować.

Kiedy spojrzymy na dane dotyczącej samej energii elektrycznej, perspektywa przejścia na 100 procent OZE nie wydaje się już tak odległa w Niemczech, chociaż wciąż najbardziej wstrzymywany przez brak dostatecznie rozwiniętych i wydajnych technologii magazynowanych. Jednak największym problemem jest zapewnienie energii sektorom transportu i ciepłownictwa, a także tym najbardziej energochłonnym gałęziom gospodarki, np. branży chemicznej. Te wszystkie obszary wymagają sześciokrotnie więcej energii niż sam sektor energii elektrycznej. Tak więc realnie rzecz ujmując, dywagacje na temat całkowitego przejścia na OZE przy technologiach obecnie dostępnych ekonomicznie, na ten moment wydają się nieco przesadzone. Natomiast tego rodzaju hasła to z pewnością ważny element polityki promocyjnej, która towarzyszy niemieckiej transformacji energetycznej w kraju i za granicą.

Dzięki EEG Umlage, czyli dopłatom do OZE, do budżetu wpłynęło 31 miliardów euro. Co to oznacza dla Energiewende?

EEG Umlage to podatek, który pod tą czy inną nazwą funkcjonuje od 1991 roku. Główna idea opiera się na dofinansowaniu odnawialnych źródeł energii w celu wsparcia ich rozwoju i przebicia się na rynku. Zrodziło to kontrowersje związane z udzielaniem niedozwolonej pomocy publicznej. Kontrowersje wokół tej opłaty zasadzają się też na tym, że chociaż formalnie każdy jest obarczony EEG, to jednak istnieją pewne wyjątki częściowo zwolnione z niej są największe przedsiębiorstwa, nawet o 50-60 procent. Tutaj najbardziej poszkodowani są tak naprawdę odbiorcy końcowi oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, na których zbiorczo rozkładają kwoty zwolnień największych przedsiębiorstw. I jakkolwiek Niemcy aktywnie wspierają transformację, a nawet jej wysokie dofinansowanie i w ankietach wyrażają poparcie różnego rodzaju dopłat, to akurat zwolnienia części spółek i przerzucanie kosztów na odbiorców końcowych uznano za przesadę.

Zasadniczą funkcją tej opłaty jest uzupełnianie różnic pomiędzy taryfami gwarantowanymi dla producentów energii z OZE, a cenami, po których faktycznie odbywa się sprzedaż wyprodukowanej przez nich energii na giełdzie. Ceny na giełdzie są niższe nic taryfy gwarantowane, więc EEG ma wyrównywać tę różnicę (stratę) dla producentów. Taryfy gwarantowane pokazują, że mamy pewne rozbieżności pomiędzy opłacalnością ekonomiczną produkcji energii z odnawialnych źródeł, a tym, po ile energia wyprodukowana ze wszystkich źródeł jest sprzedawana na rynku. W pewien sposób EEG odzwierciedla koszty transformacji energetycznej, chociaż nie jest to jedyne świadczenie. Niemniej, rzeczywiście przez 30 lat można doliczyć się sporych kwot, jakimi został dofinansowany ten sektor poprzez samą tylko opłatę EEG. Na pewnym etapie Angela Merkel chciała już odebrać państwowe dofinansowanie dla producentów energii ze źródeł odnawialnych, argumentując, że technologie są dostatecznie dojrzałe i powinny zacząć funkcjonować w systemie rynkowym. Byłby to ruch także w celu zniesienia opłaty EEG. Koncepcja została jednak na tyle skutecznie oprotestowana, że temat ucichł, czy też przybrał formę reformy systemu wsparcia.

Istnienie EEG wiąże się z paradoksem, bo taryfy gwarantowane stanowią zachętę dla producentów, których powstaje więcej, z kolei większe ilości energii trafiające na giełdę powodują spadek cen. To zaś sprawia, że podatek EGG rośnie. Natomiast w okresie od 2017 roku do dziś kwota tego podatku spadła. Jest to traktowane jako taki pozytywny wskaźnik rozwoju odnawialnych źródeł energii, których cena produkcji (w dużym uproszczeniu odzwierciedlana przez taryfy gwarantowane) spadła. To, że EEG maleje można interpretować na dwa sposoby. Z jednej strony, energii jest mniej na giełdzie przez co jej cena jest wyższa, więc również różnica względem taryf gwarantowanych jest mniejsza. Z drugiej strony, koszt produkcji energii z OZE maleje, co powoduje również spadek taryf gwarantowanych i przybliżanie się do cen rynkowych. Wahania wysokości EEG są w pewien sposób papierkiem lakmusowym oceny kondycji niemieckiej transformacji.

Faktycznie cena produkcji energii ze źródeł odnawialnych maleje. Od 2010 roku koszty produkcji z użyciem fotowoltaiki spadły o ponad 80 procent, energetyki wiatrowej na lądzie – o prawie 40 procent i morskiej energetyki wiatrowej – o prawie 30 procent. Poważne dofinansowanie odnawialnych źródeł energii przynosi skutki. Obok tego należy pamiętać o tych wszystkich technologiach, które są rozwijane, a o których jeszcze niewiele słyszymy. W energetyce sytuacja zmienia się dynamicznie, a przepływy finansowe dobrze te zmiany stymulują. Jeśli w niedługim czasie na rynek wejdą nowe technologie jak power to gas, staną się ekonomicznie opłacalne i wydajne, to znacząco zmienią kształt rynku i rozwój odnawialnych źródeł energii.

Rozmawiał Michał Perzyński

Marszałkowski: 2021 rok pod znakiem problemów Nord Stream 2 i hipokryzji Niemiec