Opara: Przepłacone inwestycje Platformy

28 lipca 2015, 11:00 Drogi

KOMENTARZ

Jakub Opara

samorządowiec, ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych

Tęgim głowom, które trudzą się nad kampanią Platformy Obywatelskiej, logiczna argumentacja wychodzi mniej więcej tak, jak słynne „hejtowanie” na Twitterze. Chcą dobrze, a wychodzi… jak zwykle. Oto bowiem słyszymy, że Polacy cieszą się dobrobytem niewidzianym nad Wisłą od czasów ostatnich Jagiellonów – ale propozycje obniżki podatków (po co łupić obywateli, skoro i tak jest byczo?) to już niebezpieczny populizm. Opozycja, która wskazuje na rekordowy chyba w naszych dziejach poziom zadłużenia, do jakiego doprowadziła Polskę rządząca jeszcze koalicja, jest oskarżana o manipulację. Nowy rząd nie może jednak, zdaniem PO, niczego obiecywać, bo trzeba zaciskać pasa. To zaciskanie pasa nie dotyczy oczywiście projektów forsowanych przez polityków Platformy, jak pokazują dwa przypadki z warszawskiego podwórka.

„Puls Biznesu” doniósł o kontrowersjach wokół przetargu na budowę kolejnych stacji II linii metra. Najpierw w SIWZ zaznaczono, że oferenci muszą wykazać, iż w ciągu 5 ostatnich lat zrealizowali przynajmniej 3 km tunelu wykonanego tarczami TBM, w tym co najmniej 1 km tunelu w mieście i co najmniej 2 stacje podziemne, z przejściem tarcz przez konstrukcje tych stacji. Wiele firm podniosło alarm, że faworyzuje to wykonawcę poprzedniego odcinka II linii metra. W trakcie przetargu niepokojący zapis zniknął… ale tylko na chwilę. Po to, by kilka tygodni później, w maju br., znowu powrócić. Metro Warszawskie nie potrafiło tego wyjaśnić dziennikarzowi „Pulsu”. Chciałoby się powiedzieć: to jest miś na miarę naszych możliwości! Decydenci PO byli wielkimi zwolennikami niemal nieograniczonego dopuszczania firm do postępowań ws. skomplikowanych inwestycji drogowych. W połączeniu ze stosowaniem kryterium wyboru oferentów, opartym niemal wyłącznie o cenę, zaowocowało to m.in. słynną sprawą COVEC. Teraz okazuje się nagle, że im mniej oferentów, tym lepiej. Po co konkurencja? Nie daj Boże okazałoby się, że można zbudować taniej…

Osławiona GDDKiA okręciła sobie wokół palca wielką przeciwniczkę szybkiego zniesienia bramek na zakorkowanych polskich autostradach, minister Marię Wasiak. Przekonała, że warto zafundować kierowcom jeszcze kilka lat korków i zbudować kolejny elektroniczny system, przy którym pożywi się trochę firm. Jako, że Polska rośnie w siłę – póki rządzi Platforma – można spokojnie wydawać lekką ręką setki milionów złotych na zbędne projekty. Hojna Generalna Dyrekcja z uporem godnym lepszej sprawy forsuje bardzo kosztowny projekt budowy tunelu pod Ursynowem w ramach odcinka Południowej Obwodnicy Warszawy. Koszt budowy tego odcinka POW to, bagatela, co najmniej 1,22 mld zł – na tyle bowiem opiewa oferta zwycięskiego konsorcjum. Niewykluczone, że będzie większy, bowiem inni wykonawcy wskazywali, że koszty wykonawca znacząco zaniżył. Przekonamy się.

Co ciekawe, specjaliści wskazują, że tańszy i rozsądniejszy byłby wariant bez drogiego tunelu. I to niekoniecznie z autostradą wijącą się wśród bloków i zatruwającą życie mieszkańcom. Można było chociażby przykryć naziemną trasę. Zleceniodawca unikał jednak publicznej dyskusji na ten temat. Co łączy oba opisywane przypadki? Tak, zgadli Państwo – tunele, tarcze, wiercenia… I coś więcej: zwycięzcą przetargu na ursynowski odcinek POW oraz wykonawcą II linii metra jest to samo konsorcjum. Zapewne prosty zbieg okoliczności…