„Polska powinna dostać zerowe cła, ponieważ ma deficyt w handlu z USA. Jesteśmy jednak we wspólnym obszarze celnym, co oznacza, że obowiązuje nas 20-procentowa stawka Unii Europejskiej” – powiedział w rozmowie z Biznes Alertem Marek Wróbel, ekonomista i prezes Fundacji Republikańskiej. „Tak naprawdę tę nadwyżkę handlową z USA wyrabiają Niemcy” – dodał ekspert komentując nałożone przez Donalda Trumpa cła.
Bezpośredni eksport Polski do Stanów Zjednoczonych nie jest duży – według danych GUS w 2024 roku wartość polskiego eksportu do USA wyniosła około 12,6 miliarda dolarów, co stanowiło jedynie 3,3 procent całkowitego eksportu Polski.
Według badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego 20 proc. polskich firm eksportowało w 2024 roku swoje produkty do USA, z czego 3 proc. traktowało amerykański rynek jako główny kierunek eksportu. Największy odsetek eksporterów reprezentował branżę artykułów spożywczych (15 proc.) oraz sektor produkcji wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (11proc.).
Nas też obowiązuje 20 procentowa stawka
„USA wylicza cła na podstawie nadwyżki handlowej. Z tego powodu Wietnam czy Chiny dostały najwyższy procent, Unia dostała średnio, a Wielka Brytania dostała tylko 10 procent. Polska powinna dostać zerowe cła, ponieważ ma deficyt. Jesteśmy jednak we wspólnym obszarze celnym, co oznacza, że obowiązuje nas 20-procentowa stawka Unii Europejskiej” – wskazał Marek Wróbel.
„Tak naprawdę nadwyżkę handlową z USA wyrabiają Niemcy. My jesteśmy w tym przypadku ofiarą systemu, który działa na poziomie całej Unii Europejskiej” – skomentował ekspert.
Mogłoby się wydawać, że decyzje celne administracji Trumpa nie miałyby większego wpływu na polską gospodarkę, jednak istotny jest tutaj reeksport – towary produkowane w Polsce, które poprzez m.in. Niemcy trafiają na rynek amerykański.
„Trzeba pamiętać, że półprodukty i produkty wytworzone w Polsce często są reeksportowane do USA przez inne kraje unijne” – mówi prezes Fundacji Republikańskiej.
Jakie polskie branże są szczególnie narażone?
Jak dowiadujemy się z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, aż 57 proc. polskiej wartości dodanej (około 13,1 mld dol.) trafia do USA przez inne kraje. Najważniejszymi pośrednikami są Niemcy (2,9 mld dol.), Meksyk (1,7 mld dol.) i Kanada (0,8 mld dol.).
Osłabienie niemieckiego eksportu wskutek amerykańskich ceł oznacza mniejsze zamówienia dla polskich producentów, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do ograniczenia inwestycji i spadku zatrudnienia w konkretnych branżach.
W zależności od kierunku, w jakim podąży amerykańska polityka celna, jej skutki dla poszczególnych sektorów będą zróżnicowane. Jeśli nie dojdzie do eskalacji ostrego konfliktu handlowego między USA a Unią Europejską, to największe spadki eksportu mogą dotknąć branże, takie jak: górnictwo i wydobywanie (spadek o 3-4 proc.), usługi sektora transportowego (spadek o 1,5 proc.), sektor motoryzacyjny (spadek o 1,5 proc.) oraz produkcja metali podstawowych (spadek o 1 proc.).
Polska bez wpływu na politykę celną
Decyzje dotyczące ceł w Unii Europejskiej podejmowane są na poziomie wspólnotowym. Marek Wróbel podkreśla, że Polska nie ma wpływu na decyzje Unii Europejskiej w zakresie polityki handlowej: „Polityka celna jest w rękach Brukseli. My tu nie mamy nic do gadania.”
UE może odpowiedzieć środkami odwetowymi, ale bardziej prawdopodobne jest dążenie do negocjacji i kompromisu.
Jednak decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych może nie być ostateczna.
„Donald Trump już pokazał, że niektóre jego decyzje są odwoływalne. Na przykład w przypadku wojny handlowej z Kanadą potrafił dość szybko zrobić krok wstecz.” – zauważył Wróbel.
Efektem ceł może być deglobalizacja
Jak wskazał ekspert jednym z długoterminowych skutków wojny celnej może być przyspieszenie deglobalizacji, czyli ograniczenie zależności od globalnych łańcuchów dostaw i zwiększenie lokalnej produkcji.
„Lekka deglobalizacja nie zaszkodzi. To, że prezydent Trump uruchamia takie procesy, to tak naprawdę wpisuje się w trend, który trwa co najmniej od pandemii” – mówi Wróbel stwierdzając, że w tym kontekście Polska może skorzystać na zmianach w globalnym handlu. Stanie się tak, jeśli będzie w stanie przyciągnąć inwestycje reshoringowe – przedsiębiorstwa przenoszące produkcję do kraju bliżej położonego.