Marszałkowski: Podatek ekologiczny Baćki, czyli ciąg dalszy sporu o ropę z Rosją

14 stycznia 2020, 07:31 Energetyka
Łukaszenka Białoruś
Aleksandr Łukaszenka. Fot.: president.gov.by

10 stycznia 2020 roku prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka podpisał dekret wprowadzający podatek ekologiczny od tranzytu ropy i produktów naftowych przez terytorium Białorusi. Jest to dalszy ciąg historii związanej z negocjacjami naftowymi pomiędzy Białorusią a Rosją. Kolejna ich runda na temat taryf przesyłowych, odbyła się 13 stycznia 2020 roku w Moskwie i zakończyła się fiaskiem – pisze Mariusz Marszałkowski, redaktor BiznesAlert.pl.

Podatek ekologiczny Łukaszenki

Podatek środowiskowy od transportu ropy i produktów ropopochodnych został nałożony 13 stycznia na operatorów systemów przesyłowych działających na Białorusi dekretem prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Podatek ma wynosić 50 procent od przychodów firm transportowych tj. Homeltransnafta Drużba, czyli operatora białoruskiej części ropociągu Przyjaźń oraz Transneft i Vitol Latraspres, które eksploatują dwa rurociągi procesowe z rafinerii w Nowopołocku (Połock-Windawa oraz Połock-Możejki). Od kilku lat ich znaczenie jest jednak stopniowo ograniczane, ze względu na naciski Rosji na Białoruś w sprawie wykorzystywania portów rosyjskich, zamiast portów państw nadbałtyckich, do wysyłki produktów petrochemicznych wytwarzanych w białoruskich zakładach. Wykorzystanie portów państw nadbałtyckich przez białorusinów jest zatem stale redukowane. Ostatnie dane z 2017 roku pokazują, że łączny wolumen transportu produktów naftowych, przy wykorzystaniu tych dwóch magistrali, wyniósł 3,3 mln ton.

W przypadku operatora systemu Drużba, którego przychód w 2018 roku wyniósł 233 mln białoruskich rubli (ok 120 mln dolarów) oznacza to, że podatek środowiskowy, wyniósłby ok 55 mln dolarów. Pomysł wprowadzenia podatku ekologicznego pojawił się w marcu 2019 roku przy okazji negocjacji w sprawie dostaw ropy na Białoruś oraz kosztów tranzytu ropy rosyjskiej i produktów ropopochodnych na Zachód. W liście do prezesa Transneftu Nikolaja Tokariewa, wicepremier Białorusi Igor Liaszenko napisał, że opłata za przesył produktów powinna wynosić 0,21 dolara za tonę na 100 km, natomiast opłata tranzytowa na ropę naftową powinna wynosić 0,84 dolara za tonę na 100 km. Oznaczałoby to wzrost o 23 procent. W skład podwyżki wchodziłby również podatek środowiskowy, który miałby rekompensować ryzyko związane z ewentualną katastrofą ekologiczną.

Łukaszenka gra dywersyfikacją w rozmowach o dostawach ropy z Rosji

Zgodnie z oczekiwaniem Mińska, koszt tej dodatkowej opłaty winien zostać zrekompensowany przez wzrost taryfy tranzytowej, a więc pokryty przez stronę rosyjską.

Rosja kategorycznie odrzuciła wtedy taki pomysł. W kwietniu 2019 roku, negocjacje tranzytowe wyhamowały ze względu na kryzysową sytuację z zanieczyszczeniem chlorkami organicznymi ropociągu Przyjaźń i okresowego, całkowitego wstrzymania transportu ropy zarówno do białoruskich rafinerii, jak i dalej w kierunku Polski. Temat ten powrócił ze zdwojoną siłą po wznowieniu pracy ropociągu Przyjaźń i rozpoczęciu negocjacji, tym razem dotyczących rekompensat dla Białorusi za wstrzymanie dostaw ropy do tamtejszych rafinerii, strat wynikających z przymusowego wstrzymania pracy tych zakładów, odszkodowania za fizyczne uszkodzenia infrastruktury rafinerii oraz rekompensaty za brak przesyłu zakontraktowanych wolumenów ropy przez białoruski system przesyłowy, a więc utratę części dochodu zakładanego przez Białoruś.

Ostatnią kwestię udało się rozwiązać w sierpniu 2019 roku, strony doszły do porozumienia jeśli chodzi o podniesienie opłat za tranzyt ropy – od dnia 1 września 2019 roku o 3,6 procent. Ta kwota nie była zadowalająca dla strony białoruskiej, która obliczyła, że w celu pełnego zrównoważenia stanu faktycznego z zapisami wynikającymi z wcześniejszych zobowiązań Transneftu, podwyżka ta winna wynosić co najmniej 21 procent. Kolejny wniosek o podwyżkę opłaty tranzytowej wynoszącej 16,6 procent, strona białoruska złożyła do Federalnego Urzędu Antymonopolowego (FAS) w grudniu 2019 roku. Doradca prezesa Transneftu Nikolaja Tokariewa, Igor Demin cytowany w grudniu przez Interfax stwierdził, że ta podwyżka nie odpowiada rzeczywistym wzrostom poniesionym przez stronę białoruską i nie jest do zaakceptowania przez rosyjską spółkę. Według komunikatu FAS, regulatorzy taryf obu państw powinni zindeksować taryfy do dnia 15 stycznia bieżącego roku, w przedziale 3,8–6,8 procent. Negocjacje w tej sprawie odbyły się 13 stycznia 2020 roku, jednak nie przyniosły żadnego rozwiązania. Obie strony wciąż stoją na swoich stanowiskach. Białoruś, oczekuję zawarcia w taryfie na rok 2020, rekompensaty za niewykorzystany na uzgodnionym poziomie przepływ ropy w 2019 roku. Rosja z kolei, uważa białoruskie oczekiwania za wygórowane i, nie godzi się na wyliczenia przedstawiane przez stronę białoruską.  Obie strony zapewniły, że rozmowy będą kontynuowane. Według słów wiceminister energii Rosji, Pawel Sorokin,  tranzyt ropy przez Białoruś nie jest zagrożony i odbywa się w niezakłócony sposób.

Obrona Łukaszenki

Eksperci rosyjscy i białoruscy są zdania, że nagłe wprowadzenie podatku ekologicznego, który nie był wcześniej konsultowany ze stroną rosyjską, ma na celu wywarcie presji w negocjacjach związanych z nowym kontaktem naftowym na dostarczanie ropy do białoruskich rafinerii. Obecnie jedynie dwa podmioty realizują dostawę ropy na Białoruś – Russneft i Nepthys będące częścią niezależnej grupy naftowej Safmar, należącej do oligarchy Michaiła Gutseriewa. Według informacji Wedomosti, firmy te sprzedają ropę bez marży białoruskiemu Biełneftechimowi, a łączny wolumen dostaw do końca stycznia ma wynieść 750 tysięcy ton. 650 tysięcy ton ma zostać dostarczone rurociągami, 100 tysięcy ton za pomocą kolei.

Tylko ta grupa zgodziła się na dostawy ropy bez marży, na co naciskał Mińsk. Jego opór wynika z dalszej implementacji przez Rosję regulacji związanych z tzw. Manewrem Podatkowym. Według strony białoruskiej, koszt ropy dla białoruskich zakładów, tylko z powodu podniesienia podatku od kopalin, w tym roku wzrośnie o 20 dolarów na tonie, tj. 5 procent więcej niż w ubiegłym roku.

Interesujące jest jednak, że według Interfax, rafineria w Mozyrzu dotychczas nie otrzymała żadnej dostawy ropy z Rosji. Partie ropy płyną jedynie do rafinerii Naftan w Nowopołocku. W wyniku niepewności związanej z przyszłością dostaw ropy do białoruskich rafinerii, podjęto decyzję o wstrzymaniu eksportu produktów naftowych zabezpieczając w pierwszej kolejności wewnętrzne zapotrzebowanie na paliwo.

Coraz więcej jest też sugestii, w jaki sposób Białoruś może rozwiązać ten gordyjski węzeł.

Rzecznik prasowy koncernu Rosneft, Michaił Leontijewa który udzielił komentarz gazecie Komsomolskaja Prawda,  stwierdził, że „skończyło się dotowanie Białorusi”. Według niego, Rosja zajęła tym razem bardzo ostre stanowisko wobec Łukaszenki, nie zgadzając się na żadne dodatkowe ustępstwa dopóki Białoruś nie podejmie decyzji o poszerzeniu integracji z Rosją. – Mówimy: jeśli chcesz preferencji, które wykraczają poza współpracę dwóch niezależnych państw, jeśli chcesz, abyśmy cię wspierali, wybierz integrację – cytuje słowa Leontijewa Komsomolskaja Prawda

Kryzys uderza w białoruskie finanse

Taka sytuacja będzie wyjątkowo trudna dla Białorusi w dłuższej perspektywie, gdyż odcina ona ją od źródła dochodu oraz „twardej” waluty.

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez białoruski urząd statystyczna Bielstat, od stycznia do listopada białoruskie rafinerie wyeksportowały 1,372 mln ton paliw o wartości 602 mln dolarów. Należy pamiętać, że kwota ta byłaby wyższa, gdyby nie ponad miesięczny przestój w dostawach surowca przez zanieczyszczenie ropociągu Drużba. W wyniku tej kryzysowej sytuacji, Białoruś również wtedy wprowadziła zakaz eksportu paliw ze swoich rafinerii na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa paliwowego wewnątrz, przez co utraciła możliwość zarobku.

Intencję Rosji w tym sporze są jasne, coraz więcej oficjalnych przedstawicieli zarówno władzy, jak i koncernów petrochemicznych mówią jednym głosem: „Chcecie taniej ropy? Wejdźcie w skład Rosji”. Tak kończą podmioty, które nie zabezpieczają się przed szantażami i wierzą w „ekonomiczne projekty Rosji”. Rosja wielokrotnie udowodniła, że jest gotowa poświęcić wiele miliardów dolarów, aby osiągnąć swój cel. Teraz, na celowniku jest białoruska państwowość o której lata temu zapomniał sam Łukaszenka. I samemu Łukaszence również nie chodzi o obronę tej państwowości, a jedynie własnej podmiotowości.