Stachura: Głód półprzewodników karmi Tajwan w grze z USA i Chinami

3 grudnia 2021, 07:35 Bezpieczeństwo
Chiny Tajwan

W momencie, gdy świat potrzebuje dostępu do ogromnych zasobów półprzewodników, rosnące napięcia między USA a Chinami grożą utrudnieniem swobodnego przepływu towarów. Walka o dominację technologiczną na linii USA-Chiny oraz mocna pozycja Tajwanu odciskają swoje piętno na branży i stosunkach międzynarodowych – pisze Jędrzej Stachura, redaktor BiznesAlert.pl.

Globalny niedobór półprzewodników i wojna narodów

Obecnie na świecie obserwujemy sytuację, w której popyt na półprzewodniki rośnie, a rynek musi mierzyć się z kryzysem. Kłopoty z dostawami półprzewodników, wywołane przestojami w okresie koronawirusa, utrudniają produkcję nowych pojazdów i urządzeń elektronicznych od ponad roku. Stawką są kwestie ekonomiczne i bezpieczeństwa narodowego, ponieważ wiele firm amerykańskich jest zależnych od chipów produkowanych za granicą, zwłaszcza na Tajwanie, który Chiny od dawna uważają za swoje terytorium.

Stany Zjednoczone muszą dobrze to wszystko przekalkulować. Niedobór chipów okazuje się być przeszkodą zarówno biznesową, jak i poważnym problemem bezpieczeństwa narodowego USA. Można się spodziewać, że niedobory chipów niedługo ustąpią, ponieważ wielu producentów rozszerza swoją działalność produkcyjną, ale głównym problemem będzie jednak popyt długoterminowy. Amerykanie chcą stworzyć łańcuch dostaw, który będzie bardziej zdywersyfikowany geograficznie i widać to w ich planach dotyczących produkcji półprzewodników.

Dziś Samsung planuje zbudować nową fabrykę półprzewodników o wartości 17 miliardów dolarów w Stanach Zjednoczonych. Będzie to największa bezpośrednia inwestycja zagraniczna w historii Teksasu. Firma zapowiedziała, że rozpocznie budowę w przyszłym roku, a zakład ma zacząć działać w drugiej połowie 2024 roku. Gigant elektroniczny wybrał to miejsce w oparciu o szereg czynników, w tym stabilność lokalnej infrastruktury. Od późnych lat 90. Samsung posiada fabrykę chipów w Austin w Teksasie, ale większość jego zakładów znajduje się w Azji.

Według grupy handlowej Semiconductor Industry Association, udział USA w światowym rynku produkcji chipów spadł z 37 procent w 1990 roku do 12 procent obecnie. Administracja prezydenta Bidena naciska, aby Kongres uchwalił ustawę o chipach, która ma zwiększyć produkcję i badania chipów komputerowych. Nowe zapisy stworzyłyby ulgę podatkową na inwestycje w zakłady produkujące półprzewodniki. Może to również skutkować stworzeniem nowych miejsc pracy, zmniejszyć obawy o przyszłe dostawy i zbudować większą przewagę nad rywalami gospodarczymi, takimi jak Chiny.

Wzrost produkcji półprzewodników ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego USA. Pokazuje to obecna sytuacja na rynku, gdzie wielu producentów zasygnalizowało zainteresowanie rozszerzeniem działalności, jeśli rząd USA będzie w stanie ułatwić budowę zakładów.

Micron Technology z siedzibą w stanie Idaho w ciągu następnej dekady chce zainwestować 150 miliardów dolarów w rozwój produkcji na świecie, planuje również ekspansję produkcji w USA, jeśli ulgi podatkowe będą zrekompensować tamtejsze wyższe koszty produkcji. Kalifornijski gigant Intel apeluje do władz o koncentrację subsydiów na półprzewodniki w firmach amerykańskich. Firma planuje zainwestować 20 miliardów dolarów w dwie nowe fabryki w Arizonie. Ten kierunek obiera również Taiwan Semiconductor Manufacturing (TSMC), który buduje tam własny zakład.

Ucieczka z Azji

Kraje europejskie także myślą o produkcji półprzewodników, aby te powstawały bliżej miejsca, w którym są używane. Niepewna sytuacja w Cieśninie Tajwańskiej sprawia, że Europejczycy zaczynają myśleć o działaniu na własną rękę.

Komisja Europejska (KE) na początku listopada zapowiedziała, że może zatwierdzić finansowanie produkcji półprzewodników w Unii Europejskiej. KE ma zaprezentować nową ustawę o chipach, której celem będzie stworzenie wspólnego, nowoczesnego ekosystemu chipów, w tym ich produkcji. Dzięki temu Europejczycy mają spać spokojnie i nie martwić się o bezpieczeństwo dostaw. Taka operacja może być pomostem dla technologii europejskiej i otwarcia na nowe rynki.

Akcelerator złych stosunków i Tajwan na radarze

W ostatnich latach relacje USA i Chin stawały się coraz bardziej napięte, a pandemia koronawirusa jest swego rodzaju akceleratorem złych stosunków poprzez wpływ na branżę półprzewodników i elektroniki. Chiny potrzebują tej technologii, aby spełnić swój cel, którym niewątpliwie jest zrzucenie Amerykanów z fotela lidera produkcji. Z kolei Stany Zjednoczone potrzebują kontroli nad półprzewodnikami, aby utrzymać tę pozycję. Kończy się pewna era, ponieważ Chiny, które niegdyś importowały dużo chipów, teraz inwestują, aby stać się samowystarczalne. To sprawia, że USA i Unia Europejska chcą niejako odciąć się od Azji i również zapewnić sobie niezależność.

W środku konfliktu znajduje się Tajwan, którego „wadą” jest położenie geograficzne i mocna pozycja w produkcji półprzewodników. Amerykanie obawiają się chińskich wpływów w TSMC, tajwańskim koncernie produkującym układy scalone. Gdyby Chińczycy, którzy uważają Tajwan za swoje terytorium, przejęli to przedsiębiorstwo, mogliby decydować o tym, do kogo trafiają półprzewodniki. Dlatego w styczniu TSMC rozpoczęło budowę fabryki półprzewodników w Phoenix, której uruchomienie potrwa jednak do 2023 roku.

Rola Tajwanu w światowej gospodarce przez wiele lat pozostawała poza radarem. Stała się ostatnio widoczna, ponieważ przemysł motoryzacyjny cierpiał z powodu niedoboru chipów używanych do produkcji elektroniki. Producenci samochodów, w tym Volkswagen, Ford i Toyota, zostali zmuszeni do wstrzymania produkcji i zatrzymania fabryk. Apele przemysłu motoryzacyjnego pokazują, że TSMC zapewniło Tajwanowi wpływ polityczny i gospodarczy w świecie, w którym technologia odgrywa ogromną rolę. Znaczenie wyspy w rywalizacji USA i Chin nagle stało się zbyt duże, aby je ignorować.

Można więc powiedzieć, że Tajwan trzyma w garści branżę półprzewodników. Pomimo groźby inwazji ze strony Pekinu, stanowi punkt w globalnym łańcuchu dostaw, który nadaje rytm planom największych potęg. Nastał moment, w którym świat musi zagrać pod dyktando Tajwańczyków.

Delegacja USA w Tajwanie: Chcemy podkreślać niezależność tej wyspy od Chin