Steinhoff: Harmonogram zamykania kopalń do 2049 roku jest nierealistyczny (ROZMOWA)

29 kwietnia 2021, 07:30 Energetyka
Janusz Steinhoff. Źródło: PTWP. Grafika: Gabriela Cydejko
Janusz Steinhoff. Źródło: PTWP. Grafika: Gabriela Cydejko

Nie można podejmować w gospodarce, w tym także w energetyce, niczego, co nie wynika z rachunku ekonomicznego. Tymczasem projekt umowy społecznej z górnikami mówi o zgazowaniu węgla. Nie można jednak budować zakładu, który może okazać się trwale nierentowny.  Haromonogram likwidacji kopalń zapisany w porozumieniu jest także nierealistyczny. Kopalnia musi uwzględniać geologię i ekonomię. To, że kopalnia przynosi straty, nie oznacza, że trzeba ją likwidować. Czasem trzeba w nią inwestować. Potrzebujemy elastyczności, a nie sztywnych dat zamykania kopalń – powiedział dr inż. Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: W porozumieniu, które strona rządowa ma podpisać ze związkami zawodowymi zapisano daty zamknięcia poszczególnych kopalń węgla kamiennego do 2049 roku. Jak Pan ocenia ten harmonogram?

Dr inż. Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka: Zapisywanie stałych dat zamykania kopalń oceniam negatywnie. Dla każdego, kto zna specyfikę sektora górniczego w Polsce, nie jest to racjonalny pomysł. Warunki geologiczno – górnicze w poszczególnych kopalniach ulegają zmianie. Zmienia się także ekonomia samego wydobycia. Nie znamy także zapotrzebowania na węgiel kamienny ze strony elektroenergetyki i ciepłownictwa w perspektywie okresu transformacji. Jak wiemy, ceny uprawień do emisji CO2 przekroczyły już poziom 47 euro za tonę. Produkcja energii elektrycznej  i ciepła z węgla kamiennego i brunatnego jest więc już aktualnie nierentowna. Dlatego też Polska będzie musiała szybciej wycofywać się z produkcji energii elektrycznej i ciepła w oparciu o węgiel kamienny i brunatny. To paliwo zostanie zastąpione innymi nośnikami energii oraz OZE.

Najwięcej czasu obie strony miały poświęcić gwarancjom zatrudnienia. Budziło to najwięcej kontrowersji…

Uważam, że gwarancje dla obecnie zatrudnionych w sektorze górnictwa węgla kamiennego są racjonalne i wychodzą naprzeciw doświadczeniom, które posiadamy z lat 1997-2001. Wówczas zmniejszenie zatrudnienia i likwidacja kopalń były precyzyjnie zaplanowane. W ciągu czterech lat redukcja zatrudnienia przekroczyła 100 tys. ludzi i oparta była na warunkach pewnej dobrowolności. W efekcie możliwa była likwidacja trwale nierentownych 23 kopalń (częściowo i całkowicie). Moim zdaniem aktualnie należałoby zaproponować górnikom pakiet osłonowy, na wzór tego sprzed ponad 20 lat. Należałoby także przyjąć założenie, że kopalnie można likwidować tylko wówczas, kiedy pracownicy albo przejdą na emeryturę, skorzystają z górniczego pakietu osłonowego albo zostaną ulokowani w innych kopalniach, które będą jeszcze działać. Do pakietu socjalnego nie mam więc istotnych uwag. Jest on powieleniem tego z czasów rządu premiera Jerzego Buzka. Jest tam zawarty 4-letni urlop górniczy z 80-procentowym poziomem wynagrodzenia i jednorazowa odprawa. Niewystarczająco opisano jednak w porozumieniu procesy przekwalifikowania górników. Wątpliwości będzie budził też 5-letni okres dopłat do wynagrodzeń w innych miejscach pracy dla odchodzących z pracy górników. To rozwiązanie będzie budziło kontrowersje.

Ile to będzie kosztować?

Tu pojawia się kolejny problem. Nikt nie policzył skutków budżetowych a przecież jest to powinność rządu. Trzeba też uwzględnić fakt, że górnicy korzystają z systemu emerytalnego, który zakłada przejście na emeryturę szybciej niż w innych zawodach. Niejednoznacznie opisano w porozumieniu, czy decyzja o możliwości skorzystania z systemu osłonowego będzie w rękach zarządu spółek węglowych, czy jednak w rękach pracownika. Niektóre punkty porozumienia są ze sobą niespójne. Z jednej strony kopalnie będziemy mogli likwidować zgodnie z harmonogramem, który, jak wspominałem, jest nierealistyczny, a z drugiej strony plan nie precyzuje kto i jak będzie decydować o odejściu z pracy.

Niepokojące są także zapisy o funkcjonowaniu kopalń bez względu na koszty wydobycia. Kopalnia będzie finansowana do czasu jej likwidacji zapisanej w porozumieniu. Założono dotację z budżetu państwa. Mowa też o cenach węgla, z benchmarkiem w oparciu o ceny ARA. Jest także założona ścieżka odchyleń. To wpłynie na cenę energii elektrycznej i spadek konkurencyjności polskiej gospodarki. Ceny węgla powinny być rynkowe i nie można zakładać, że obok dotacji źródłem dodatkowych dochodów będzie zawyżanie cen. Pamiętajmy także, że nieracjonalna pomoc publiczna spotka się z krytycznym podejściem Komisji Europejskiej, a notyfikacja porozumienia będzie testem wobec zapisów tego porozumienia. Jestem sceptyczny co do szans na akceptację przez Komisję Europejską części zapisów.

Sam harmonogram wielu odbiera jako sukces z finalną datą w 2049 roku…

Co do samego harmonogramu zamykania kopalń, to uważam że jest on nie realistyczny, a wpisanie tam na sztywno daty zamykania kolejnych zakładów górniczych nie ma nic wspólnego z wiedzą geologiczną i ekonomią. Dla przykładu likwidowanie kopalni Bogdanka w 2049 roku wydaje się nieuzasadnione. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, aby jeśli kopalnia będzie rentowna i dysponowała będzie złożem dalej działała na rynku. Nie ma bowiem żadnych przepisów, które eliminowałby możliwość wydobycia kopalin ze złóż. Mowa tu także o polityce klimatycznej UE. My nie likwidujemy kopalń głównie dlatego że są szkodliwe dla środowiska, ale ze względu na fakt, iż koszty wytwarzania energii elektrycznej i ciepłą z węgla w efekcie wysokich opłat za emisję CO2 są bardzo wysokie. Niekonkurencyjne w stosunku do innych źródeł czy też OZE. Należy jednak pamiętać, że sam zakład górniczy emituje podczas produkcji duże ilości metanu. Nikt nigdy w Polsce nie zamykał kopalń ze względów doktrynalnych, powodem była ekonomia i geologia. W porozumieniu program zamykania kopalń został rozciągnięty na 30 lat – moim zdaniem bez żadnych kryteriów ekonomicznych z wątpliwymi kryteriami geologicznymi, gdzie sztywno zapisano terminy zamykania kopalń. Nie brano pod uwagę, że może wystąpić problem pracowniczy. Rąk do pracy może zabraknąć. Oczywiście przy założeniu, że nowych pracowników nie będziemy już przyjmować.

Czego więc potrzebujemy, jeśli nie sztywnych zapisów o likwidacji kopalń?

Jak wspomniałem, haromonogram likwidacji kopalń zapisany w porozumieniu jest nierealistyczny. Przyszłość kopalni musi być efektem analiz ekonomicznych i geologicznych. To że kopalnia przynosi straty, nie oznacza, że trzeba ją likwidować. Czasem trzeba w nią inwestować. Potrzebujemy więc elastyczności, a nie sztywnych dat zamykania kopalń. Porozumienie z górnikami mogłoby opierać się na bardzo krótkim tekście dotyczącym gwarancji zatrudnienia do czasu przejścia na emeryturę i na systemie odpraw, który byłby systemem dobrowolnym. Kiedy taki program wprowadzaliśmy ponad 20 lat temu, to wówczas było więcej chętnych do odejścia górników niż możliwości finansowania tych odejść. To otwierało drogę do likwidacji kopalń. Wątpliwości  są także wobec waloryzacji płac. Zapisy porozumienia nie uwzględniają sytuacji ekonomicznej kopalń. Zakładają one usztywnienia płac razem ze ścieżką waloryzacji: inflacja plus 2 punkty procentowe. Porozumienie, jak wspomniałem, można byłoby więc ograniczyć do gwarancji zatrudnienia i pakietu socjalnego, który pozwoliłby na redukcję zatrudnienia na zasadzie całkowitej dobrowolności. Nie jest  prawdą stwierdzenie, że ludzie na Śląsku chcą pracować tylko w kopalniach. Wsparcie procesów inwestycyjnych w innych branżach, które miało miejsce w minionych 30 latach, w których z branży odeszło 300 tys. osób, okazało się skuteczne. Bezrobocie na Śląsku przez cały okres transformacji po 1990 roku było średnio o 2 punkty procentowe niższe niż średnia krajowa.

Strona związkowa zaproponowała, aby spółki skarbu państwa inwestowały w zakłady zgazowania węgla i produkcji metanolu. To realne?

Są to niepokojące zapisy. Jestem zdania, że można finansować w ramach realizacji programów badawczych o charakterze podstawowym bądź utylitarnym różne projekty, ale trudno aby rząd zobowiązywał się, aby za pieniądze polskiego podatnika budował zakłady, które już w momencie ich uruchomienia, mogą okazać się  nierentowne. Przypomina mi to gospodarkę, która funkcjonowała w oderwaniu od ekonomii i nawiązuje do fatalnych doświadczeń PRL-u.

Rozmawiał Bartłomiej Sawicki