font_preload
PL / EN
Energetyka 14 marca, 2017 godz. 6:55   

Strupczewski: Katastrofa czyli transformacja energetyczna po niemiecku

gniazdko

Jak podaje niemiecka Bundesnetzagentur, w ciągu roku groźby odcięcia prądu wysłano do 6,2 milionów odbiorców w Niemczech. Niemiecka agencja prasowa DPA podała 9 marca informacje o szybko rozszerzającym się ubóstwie energetycznym w tym kraju. Główną przyczyną są rosnące ceny energii elektrycznej, spowodowane prawnie obowiązującymi dopłatami do energii wiatrowej i słonecznej. Obecnie odbiorcy indywidualni płacą prawie 30 eurocentów za kilowatogodzinę – to jest trzykrotnie więcej niż w USA – pisze prof. Andrzej Strupczewski z Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Powrót do XIX wieku

Wiele gospodarstw indywidualnych nie jest w stanie płacić rosnących rachunków. Według niemieckich mediów w 2016 roku odcięto prąd z powodu niezapłaconych rachunków 330 000 gospodarstwom indywidualnym. Najbardziej boleśnie wzrost cen odczuwają gospodarstwa utrzymujące się z pomocy społecznej, to jest najbiedniejsi i najbardziej bezradni.

Niemiecka agencja prasowa DPA opublikowała zdjęcie, na którym widać, jak matka z dzieckiem siedzą w pokoju w Hanowerze prawie po ciemku, wykorzystując tylko jedną żarówkę. Dla biednych, nie mogących płacić rachunków za prąd, obecna sytuacja oznacza powrót do XIX wieku.

Ale nie tylko biedni – również energochłonne gałęzie przemysłu cierpią z powodu cen prądu. W efekcie przeciętni robotnicy boją się utraty pracy. W ubiegłych latach szereg zakładów przemysłowych w Niemczech zostało zamkniętych i przeniesionych do innych krajów, gdzie energia elektryczna jest tańsza. Dzieje się tak szczególnie w przemyśle chemicznym. Również tradycyjne firmy energetyczne ponoszą straty, sięgające miliardów euro, co powoduje tysiące zwolnień wśród ich pracowników.

Ponad 6 milionów gróźb odcięcia prądu

Jak podaje niemiecka Bundesnetzagentur, w ciągu roku groźby odcięcia prądu wysłano do 6,2 milionów odbiorców w Niemczech. Średnie zaległości w rachunkach powodujące te groźby wynosiły 119 euro.

Jak oświadczyła posłanka do Bundestagu, Eva Bulling Schoter, „Ubóstwo energetyczne w Niemczech to cicha katastrofa dla milionów ludzi, szczególnie w czasie zimnych i ciemnych miesięcy zimowych”. Pozbawianie prądu „setek tysięcy dzieci, osób starych i chorych” by budować kolejne wiatraki to świadectwo, że „rząd niemiecki nie chce widzieć ubóstwa energetycznego” jakie szerzy się w Niemczech.

„Wielu ludzi wstydzi się swej niezdolności do płacenia za prąd, czuje się napiętnowanych, wycofuje się ze spotkań z przyjaciółmi i unika kontaktów społecznych, co jest szczególnie szkodliwe dla dzieci. Setki tysięcy ludzi w Niemczech pozbawionych jest prawa do zaopatrzenia w energię, co stanowi podstawowy warunek dobrego samopoczucia.” pisze posłanka Schroter.

Katastrofalne skutki gospodarcze

Zdaniem tygodnika Die Welt, „niemiecka transformacja energetyczna grozi katastrofą gospodarczą” . W miarę wzrostu kosztów przejścia na „zieloną” energię liczba miejsc pracy związanych z tą energią maleje, stwierdza nowe studium firmy McKinsey. Co więcej, zasadniczy cel postawiony przez rząd przed tą transformacja nie jest osiągany.

Koszty łączne energii elektrycznej w Niemczech uzyskiwanej w toku transformacji energetycznej wyniosły w 2015 roku 63 miliardy euro rocznie. Studium McKinsey’a wykazało, że koszty te będą rosły nadal i w 2025 roku dojdą do 77 miliardów euro rocznie.

Natomiast rząd niemiecki prezentuje zupełnie inne stanowisko. Nowa minister gospodarki z ramienia SPD, pani Brigitte Zypries wydała ostatnio broszurę „Transformacje energetyczna – historia naszego sukcesu”. Twierdzi ona, że OZE dostarczają obecnie 32 proc. energii elektrycznej w Niemczech, że zasilanie elektryczne jest wciąż najbardziej niezawodne na świecie, a ceny energii elektrycznej dla gospodarstw indywidualnych ustabilizowały się na akceptowalnym poziomie .

Obraz nakreślony przez firmę McKinsey jest zupełnie inny. Co 6 miesięcy zespół ekspertów pod wodzą dr Thomasa Vahlenkampa (20 lat praktyki jako wiodący ekspert w dziedzinie energetyki i chemii w Europie, Azji i Afryce) na podstawie 15 mierzalnych ilościowo kryteriów dokonuje oceny, czy cele postawione przez rząd Niemiec są jeszcze osiągalne. Ostatni ich raport jest zatytułowany „Koszty nadal rosną”.

Prawie wszystkie wskaźniki pogarszają się

Wg raportu McKinsey’a, 11 z 15 wskaźników zmieniło się w porównaniu z ostatnim studium z jesieni 2016 roku – a wszystkie zmieniły się na gorsze.

Chociaż 7 celów ustalonych przez rząd federalny jest jeszcze osiągalnych, eksperci formułują trzeźwiące zastrzeżenia. Cele te da się osiągnąć tylko poprzez bezpośrednie subsydia. Faktem jest, że transformacja energetyczna (Energiewende) jest wciąż niezdolna do samodzielnego życia, chociaż minęło już 17 lat od wejścia w życie rozporządzeń o energetyce odnawialnej.

„Obecne dane wskazują, że dotychczasowe sukcesy transformacji energetycznej są głównie wynikiem kosztownych subsydiów – piszą we wnioskach eksperci McKinsey’a. – Te cele, które nie zależą od bezpośrednich dopłat finansowych, stają się coraz bardziej nierealne – przede wszystkim redukcja emisji CO2.”

Ten ostatni wniosek jest szczególnie bolesny dla rządu federalnego Niemiec. Przecież wysokie emisje CO2 z energetyki obok awarii w Fukushimie były ich głównym powodem dla przyspieszenia „zielonej” transformacji energetycznej. Tymczasem eksperci McKinsey’a piszą: „Emisje CO2 są dużo wyższe od zamierzonych celów”.

W 2016 roku łączne emisje CO2 w Niemczech wyniosły około 916 milionów ton. Była to liczba nieco wyższa niż w 2015 roku. Natomiast oficjalny cel na rok 2016 ustalono na 812 milionów ton.

Rzeczywistość daleko od oficjalnych celów

Według McKinsey’a, zasadniczy cel – redukcja emisji CO2 – jest obecnie równie odległy od realizacji, jak cele dotyczące zużycia energii pierwotnej i energii elektrycznej. A to dlatego, że w 2016 roku zużycie energii w Niemczech wcale nie zmalało, mimo wszystkich programów zwiększania efektywności zużycia energii. Wyniosło ono 593 TWh – prawie tyle samo co i w poprzednim roku. Określony przez rząd cel – redukcja zużycia do 553 TWh w 2020 roku „odsuwa się w coraz dalszą przyszłość”.

Co więcej, okazuje się nieprawdziwe twierdzenie jakoby „zielona” transformacja energetyczna była nie tylko korzystna ekologicznie ale i gospodarczo, jako maszyna napędowa dla niemieckiej gospodarki.

Liczby opublikowane przez zespół McKinsey’a mówią co innego. Już czwarty kolejny rok liczba osób zatrudnionych w energetyce odnawialnej maleje z 355 400 do 330 000. Największy spadek zanotowano w budowie wiatraków ( minus 8000 miejsc pracy) i w fotowoltaice (minus 7000). Rząd federalny wyznaczył jako cel stałe zwiększanie liczby miejsc pracy w sektorze energetyki odnawialnej. Liczba tych miejsc pracy powinna nie spaść poniżej poziomu z 2008 roku, gdy pracowało tam 322 000 ludzi. Obecnie jednak McKinsey pisze o możliwości, że i ten cel pozostanie niezrealizowany.

Straty miejsc pracy w przemyśle energochłonnym

Również i inna obietnica rządu, mianowicie że transformacja energetyczna nie spowoduje zwolnień w przemyśle – staje pod znakiem zapytania. W 2016 roku wystąpił po raz pierwszy spadek miejsc pracy w przemyśle energochłonnym. W marcu 2016 roku było o 15 000 robotników mniej niż o pół roku wcześniej. W stosunku do całej siły roboczej liczącej w Niemczech 1.65 miliona ludzi, utrzymanie zatrudnienia łącznego na poziomie roku 2008 jest jeszcze osiągalne, ale sytuacja się pogarsza.

Na koniec – koszty. Również w tej dziedzinie McKinsey nie podziela optymistycznych ocen pani minister gospodarki. Na początku 2017 roku znów zwiększono podatek, poprzez który Niemcy płacą subsydia dla energetyki wiatrowej i słonecznej. Tym razem o 8,3 proc. – do wartości 6,88 centów za kWh. Aby uniknąć nieporozumień, wyjaśniamy: podatek płaci się od całego zużycia prądu, zarówno produkowanego przez wiatraki jak i przez elektrownie węglowe, gazowe czy jądrowe, a zebrane sumy rozdziela się potem między producentów energetyki odnawialnej. Jest to klasyczny przykład przelewania pieniędzy od wszystkich – głównie ubogich, bo oni stanowią większość społeczeństwa – do kieszeni bogatych, których stać na inwestowanie w budowę wiatraków i paneli słonecznych.

Obecnie ceny energii elektrycznej płacone przez mieszkańców Niemiec nadal rosną, z 29,35 eurocentów/kWh do 30,38 eurocentów/kWh. W tym samym okresie ceny energii elektrycznej w Unii Europejskiej nieco zmalały. Poziom cen w Niemczech jest o 47,3 proc. wyższy od średniej europejskiej.

Partia Zielonych – kiedyś potężna siła polityczna – obecnie obawia się, że może nie wejść do parlamentu.Według aktualnego sondażu opinii publicznej w Niemczech, poparcie dla partii Zielonych wynosi zaledwie 6.5 proc. Niedawno Zieloni liczyli na wejście do Bundestagu z wynikiem dwucyfrowym, teraz wobec niezadowolenia społecznego z wysokich cen energii elektrycznej mogą nie przekroczyć progu 5 proc., niezbędnego do wejścia do parlamentu.

Koszty katastrofy gospodarczej są wysokie – mimo przedwyborczych, dumnych deklaracji rządu.