font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 3 marca, 2015 godz. 12:44   
KOMENTUJE: Konrad Szymański

Szymański: Gazoport to gra o pozycję negocjacyjną Polski

lng (2) Budowa polskiego gazoportu

KOMENTARZ

Konrad Szymański

Polityk Prawa i Sprawiedliwości oraz ekspert ds. energetyki

Raport NIK pokazuje całą paletę chorób, jakie trawią polskie państwo – słaba koordynacja, brak myślenia strategicznego, słaby nadzór, kulawe prawo zamówień publicznych, najprawdopodobniej w końcu brak wsparcia służb specjalnych dla inwestycji w obszarze bezpieczeństwa. 

Gdyby nie determinacja rządów PiS projekt budowy gazoportu nigdy by nie ruszył. Skończyłoby się na pogadankach i konferencjach o problemach bezpieczeństwa dostaw gazu po czym podpisywalibyśmy kolejne kontrakty z Gazpromem na 20-30 lat.
Kiedy ten kluczowy dla bezpieczeństwa projekt ruszył, nastąpiły kolejne kryzysy w dostawach z Rosji do Europy w roku 2008 i 2009. Dlatego dziś już nikt nie podważa postulatu dywersyfikacji, a pojęcie bezpieczeństwa energetycznego zaczęło być kluczowe w polskiej polityce. Gdyby nie te wydarzenia – z dzisiejszą wojną na Ukrainie na czele – projekt dawno ugrzązłby w „administracyjnej niemożności”.
Rezonans społeczny odważnego raportu NIK pokazuje jaką rangę polityczną udało się nadać gazoportowi. I to dziś jedyna gwarancja, że projekt nie zostanie utopiony.
Mimo tej strategicznej wagi gazoportu rząd nie zapanował nad inwestycją. Złożyło się na to kilka przyczyn.
Słaba koordynacja władz publicznych, w tym pracy Ministerstwa Skarbu Państwa to pierwsza z nich. Była polityczna para, by wydzierać sobie gazoport i jego części między resortami. Zabrakło jej, gdy w grę wchodziła sama realizacja projektu.
Problemy gazoportu są pochodną wad polskiego prawa o zamówieniach publicznych, które nie gwarantuje państwu rzetelności i kontroli nad inwestycjami. Polska jest jedynym krajem, który przy okazji napływu inwestycji budowlanych, nie buduje własnej budowlanej branży. Za to notuje upadłości na tym rynku. Tak było ze spółkami z Grupy PBG, jednego z członków konsorcjum budującego gazoport.
Nie można wykluczyć utrudnień wywoływanych, czy też prowokowanych przez uczestników konsorcjum. Włoski Saipem, który stoi na czele konsorcjum realizującego gazoport jest zaangażowany w realizacje wszystkich kluczowych projektów dla rosyjskiego sektora gazowego – Sachalin, Nord Stream, jeszcze niedawno South Stream. Wszędzie tam mamy kontrakty Saipemu. Czy to jest bezpieczne, by ta sama firma realizowała inwestycję, która jest kluczowym konkurentem Gazpromu na naszym i regionalnym rynku?
W końcu element najmniej poddający się wyliczeniom, ale nie mniej ważny – polityczna wola i determinacja. Potencjalnie Gazoport w Świnoujściu może okazać się bramą dla dostaw coraz bardziej konkurencyjnego gazu LNG dla całego regionu od Bałtyku po Adriatyk. To oznacza kolosalne zmiany na rynku. Tylko polityczna determinacja może skruszyć opór, jaki takie zmiany wywołują u tych, którzy korzystają ze status quo.
Raport nie kończy problemów. Dziś mamy trudne spory prawne między wykonawcami, którzy doskonale wiedzą, że projekt jest przedmiotem politycznej gry w Polsce w roku wyborczym. To wzmacnia ich pozycję przetargową. Dla Saipemu zejście z budowy to drobiazg. Dla nas, to poważne kłopoty.
Gazoport miał być oddany w czerwcu 2014. Następnie obiecywano nam grudzień 2014. Dziś obiecuje się nam koniec 2015 roku. Coraz słabszym głosem.
Strategicznym celem Gazpromu jest wejście w negocjacje z Polską kolejnego kontraktu długoterminowego bez działającego w pełni gazoportu w Świnoujściu i z zachwianą wiarą Polaków w bezpieczeństwo tej drogi przesyłu gazu.
To sprawa roku 2019. Taka skala poślizgu brzmi dziś absurdalnie. To chyba niemożliwe. – pocieszają się moi rozmówcy z branży gazowej. Chyba…