Pawłowski: Czy kryzys cen ropy może zagrozić demokracji? Casus Tunezji (ANALIZA)

2 czerwca 2021, 07:25 Bezpieczeństwo
ropa
Fot. Pixabay

– Światowy kryzys ekonomiczny wywołany pandemią Covid-19 pogłębił problemy tunezyjskiej gospodarki, która od 2015 roku znajdowała się w recesji będącej m.in. skutkiem spadku dochodów z eksportu ropy naftowej. Zła sytuacja gospodarcza destabilizuje politykę kraju będącego jedyną demokracją w regionie Afryki Północnej. Trwający od roku kryzys rządowy stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego UE – pisze Maciej Pawłowski, współpracownik BiznesAlert.pl.

Dziedzictwo arabskiej wiosny

W grudniu 2010 roku samopodpalenie się ulicznego handlarza Mohameda Bouaziziego wywołało anty-rządowe protesty, które nie tylko doprowadziły do obalenia dyktatury prezydenta Ben Aliego, ale również stanowiły inspirację dla podobnych ruchów w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Tzw. Arabska wiosna nie przyniosła jednak oczekiwanych zmian w regionie. Jej konsekwencją były 2 wojny domowe i kilka zamachów stanu ustanawiających nowe dyktatury. Wyjątek w tym zakresie stanowi Tunezja, która przez 10 lat od tamtej rewolucji pozostała krajem demokratycznym z osiągnięciami w zakresie ochrony praw człowieka takimi jak m.in. penalizacja dyskryminacji rasowej, zniesienie kary śmierci oraz konstytucyjne gwarancje równych praw kobiet i mężczyzn.

Problemy gospodarcze

Zmiana ustroju nie rozwiązała jednak problemów ekonomicznych kraju. Przyczynił się do tego spadek cen ropy naftowej i gazu na światowych rynkach. W latach 2013-2020 cena baryłki ropy zmniejszyła się z poziomu 106 USD do 41,5 USD. Tunezja nie należy do grona światowych potentatów surowcowych, jest jednak krajem przez którego terytorium odbywa się tranzyt algierskiego gazu do Włoch, a także eksportuje 40% swojej produkcji ropy. W konsekwencji w latach 2015-2019 średni roczny wzrost PKB wynosił mniej niż 2%.

Demokratycznej Tunezji nie udało się również zatrzymać odpływu kapitału zagranicznego trwającego od czasów rewolucji. Inwestorów zniechęciły: wysoki poziom korupcji, relatywnie wysoki podatek CIT (25 procent), sfragmentaryzowany sektor bankowy, potężny udział sektora nieformalnego w gospodarce (40-60 procent) oraz nieprzejrzystość przepisów inwestycyjnych. Dodatkowo sytuację pogorszyły zamachy terrorystyczne w 2015 i 2019 roku., w których zginęło łącznie 68 osób, głównie turyści. W 2018 roku austriacki koncern OMV pozbył się większości swoich inwestycji w Tunezji. Od 2016 r. podobne próby, dotychczas nieskutecznie, podejmują Royal Dutch Shell i ENI.

Pandemia wirusa Sars-Cov-2 ograniczając możliwości sektora turystycznego, odpowiedzialnego za 16 procent PKB, doprowadziła do przejścia gospodarki ze stagnacji do kryzysu. W 2020 r. PKB Tunezji zmniejszyło się o 6,1 procent, a deficyt budżetowy wyniósł 5,1 procent PKB. Jednocześnie od prawie 10 lat w kraj zmaga się z bezrobociem w wysokości 15-16 procent (36 procent wśród młodzieży i 25 procent wśród kobiet) oraz inflacją balansującą między 4 a 7 procent.

Kryzys polityczny

Od czasów arabskiej wiosny problemem Tunezji jest niestabilność władzy stanowiąca konsekwencję rozdrobnienia sceny politycznej. W latach 2011-2019 kraj miał 5 rządów. Kadencja 4 z nich była krótsza niż rok. W obecnym parlamencie zasiadają przedstawiciele ponad 20 partii politycznych, zrzeszeni w 8 grupach parlamentarnych. Główny podział sceny politycznej, jak i społeczeństwa, wyznacza stosunek ugrupowań do kwestii świeckości państwa. Po jednej ze stron znajdują się partie islamistyczne: umiarkowana Ennahda i radykalna Al Karama. Pod drugiej stronie szereg sekularystycznych ugrupowań o różnych profilu ideologicznym, nawiązujących do dziedzictwa laickiej, socjalistycznej dyktatury prezydenta Bourghiby z lat 1963-1987. Jedna z nich Wolna Partia Deturiańska (PDL) złożona jest z byłych prominentnych polityków z czasów reżimu Ben Aliego.

Kryzys polityczny rozpoczął się wraz z objęciem prezydentury przez Kaisa Saied w październiku 2019 r. Bezpartyjny prezydent stanął przed wyzwaniem powołania rządu, który uzyska poparcie rozdrobnionego parlamentu. W konsekwencji najpierw powstał rząd Elyesa Fakhfakha, który przetrwał zaledwie pół roku, a potem we wrześniu 2020 roku rząd Hichema Mechichiego. Obydwa gabinety miały charakter techniczny i uzyskały poparcie koalicji parlamentarnej złożonej częściowo z partii islamistycznych, częściowo z laickich. Po uchwaleniu wotum zaufania dla premiera Mechichiego prezydent usiłować wpłynąć na nominacje ministerialne. Premier nie zgodził się na to rozwiązanie. Wobec powyższego prezydent do dziś nie zaprzysiężył ministrów, a premier zdecydował że pomimo tego będą oni kierować pracami resortów. Obydwaj politycy spierają się też o to, kto powinien być zwierzchnikiem służb bezpieczeństwa. Premiera wspiera Ennahda, a prezydenta PDL. Bieżący kryzys uwidacznia dysfunkcyjność systemi pół-prezydenckiego w warunkach tunezyjskich. Wyjściem z sytuacji może być zmiana ustroju na prezydencki lub na parlamentarno-gabinetowy. Pierwsze rozwiązanie stwarza ryzyko powrotu do dyktatury, drugie utrzymywania się niestabilności politycznej.

Znaczenie kryzysu w Tunezji dla UE

W interesie Unii Europejskiej jest znalezienie rozwiązania kryzysu politycznego w Tunezji w sposób godzący potrzeby stabilizacji politycznej i utrzymania demokracji. Tunezja pełni ważną rolę w procesie pokojowym Libii, jak również jest wzorem reform politycznych dla innych państw regionu. Przez kraj ten biegnie również gazociąg trans-śródziemnomorski dostarczający gaz z Algierii do Włoch, którego udziałowcami są m.in. włoski koncern ENI i francuski Sonatrach. Dlatego potencjalna eskalacja konfliktu może stanowić zagrożenie dla przesyłu gazu do UE i pogłębienie współpracy energetycznej jej państw członkowskich z Rosją. Jednocześnie stabilizacja systemu politycznego w Tunezji przyspieszyłaby rozwój gospodarczy tego kraju. W ten sposób Tunezja mogłaby stać się krajem docelowym dla migrantów z innych państw afrykańskich, zmniejszając skalę migracji do UE.