Spychalski: Ustawa krajobrazowa oznacza wielomilionowe roszczenia odszkodowawcze

24 października 2013, 08:49 Energetyka
Michał Spychalski

KOMENTARZ

Michał Spychalski

Członek Zarządu Instytutu Jagiellońskiego

Dzisiaj specjalnie w tym celu powołana podkomisja sejmowa rozpoczyna prace nad prezydenckim projektem ustawy krajobrazowej. Nie próbując dyskutować o gustach i nie wnikając w prawdziwe intencje autorów projektu warto zwrócić uwagę na finansowe konsekwencje przedłożonej przez kancelarię prezydenta propozycji.

Jedną z kluczowych elementów rozpatrywanego projektu jest wprowadzenie uchwalanych przez sejmiki wojewódzkie, mających rangę prawa miejscowego tzw. Urbanistycznych zasad ochrony krajobrazu. Wśród kwestii przez nie regulowanych projekt wymienia między innymi kwestię zasad lokalizacji tzw. dominant krajobrazowych, za które w zamyśle autorów projektu uznane zostaną elektrownie wiatrowe. Odkładając na bok kwestię słuszności wprowadzania dalszych utrudnień dla rozwoju znajdującej się już w i tak wystarczająco trudnej sytuacji branży OZE warto zwrócić uwagę na fakt, iż rzeczone zasady miałby być wiążące nie tylko dla terenów, na których nie rozwijano dotychczas projektów wiatrowych, ale również dla tych, na których obowiązujące plany miejscowe lub warunki zabudowy przewidują już lokalizacje farm wiatrowych. Co więcej, zakaz lokalizacji elektrowni wprowadzony na podstawie prezydenckiej ustawy miałby w założeniu uniemożliwić inwestorowi uzyskanie pozwolenia na budowę zaprojektowanej już instalacji.

W świetle powyższego zadziwia optymizm autorów projektu, co do finansowych konsekwencji jego wprowadzenia w życie – marne 6,4 mln złotych, czyli nie więcej niż koszt sporządzenia stanowiących podstawę do przyjęcia zasad ochrony audytów krajobrazowych. Urzędnicy kancelarii prezydenta najwyraźniej zapomnieli o stanowiącej jedną z podstaw demokratycznego państwa prawa zasadzie ochrony praw nabytych. Wprowadzenie ograniczeń lub zakazów, co do nabytych wcześniej praw dotyczących sposobów zagospodarowania terenów otworzy drogę do sądowej egzekucji roszczeń nie tylko inwestorom legitymującym się ważnymi umowami dzierżaw, warunkami zabudowy lub decyzjami środowiskowymi, ale i samych właścicieli terenów już przeznaczonych pod budowę wiatrowych instalacji. Warto pamiętać też o gminach – to przecież one zgodnie z zapisami ustawy o planowaniu przestrzennym ponoszą niemałe koszty sporządzenia przewidujących lokalizacje elektrowni planów miejscowych. Mogą również z powodzeniem pokusić się o sięgnięcie po rekompensatę utraconych korzyści –  dzisiaj średnia wysokość podatku od jednej elektrowni to 65 tys. złotych rocznie. Po wejściu w życie przygotowywanych przez ministerstwo administracji zmian w ustawie o opłatach lokalnych będzie to czterokrotnie więcej.

Prezydent Komorowski już wielokrotnie wypowiadał się w sprawie rozwoju energetyki wiatrowej raz narzekając na „zachwaszczanie krajobrazu przez farmy wiatrowe” innym razem postulując wprowadzenie moratorium na ich budowę.Nie pytając o źródła tak silnej niechęci Pana Prezydenta do rozwoju tego podstawowego w polskich warunkach sektora OZE warto zaapelować do posłów, aby walcząc z wiatrakami nie puścili wojewódzkich budżetów z torbami.