Wczoraj cena ropy WTI wzrosła o 2,8 proc.

26 sierpnia 2015, 09:30 Alert
Giełda w Sao Paulo
Giełda w Sao Paulo. Fot. Wikimedia Commons

(Bloomberg/Oil & Gas/AP/Teresa Wójcik

Dość niespodziewanie cena ropy WTI do zamknięcia wtorkowej sesji na giełdzie handlowej w Nowym Jorku wzrosła o 2,8 proc. W kontraktach terminowych na połowę października wyniosła 39,31 dol. za baryłkę.

Według szefa działu badań rynków towarowych firmy ClipperData, analityka Matta Smitha, niespodziewane ożywienie rynku nastąpiło po tym, gdy  Ludowy Bank Chin (bank centralny Chińskiej Republiki Ludowej, który sprawuje kontrolę nad polityką pieniężną państwa – PBOC) ogłosił obniżkę stopy dyskontowej o 0,25 proc. Inni analitycy po nim również stwierdzali, że ten krok PBOC podziałał zachęcająco na uczestników rynku ropy, w szczególności w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Wg opinii innego analityka rynku ropy, Jamesa Dirtty z firmy Amrita Sen każdy racjonalny krok zastosowany przez rząd chiński przyczyni się do uspokojenia rynków. Jednak jest jeszcze jeden problem. Na rynku ropy podaż znacznie przewyższa popyt, a więc ceny pozostaną na niskim poziomie przez dłuższy czas, zanim sytuacja na rynku samodzielnie dojdzie do równowagi.

Kilku ekspertów z nowojorskiej giełdy uważa, że ​​cena ropy może spaść do poziomu z 2008 r., kiedy ropa WTI kosztowała 33,87 dol. za baryłkę a  ropa Brent Brent – 36,61 dol. Zdaniem Paula Horsnela, szefa działu rynków surowcowych Standard Chartered, sytuacja obecna jest jednak gorsza niż w 2008 r. Horsnel zauważa, że zachowania na rynkach są bardziej histeryczne.  Ekspert dodał, że w czasie kryzysu finansowego 2008 r., OPEC potrzebowało trochę czasu, aby się dostosować do sytuacji na rynku ropy. To znaczyło wtedy po prostu znaczne zmniejszenie dziennego wydobycia, co okazało się bardzo skuteczne i korzystne właśnie dla producentów ropy w państw OPEC. Obecnie takie działania nie są podejmowane i jest mało prawdopodobne, aby zwłaszcza Arabia Saudyjska zastosowała je w najbliższej przyszłości. „To właśnie nazywam histerią” – skwitował Horsnel.