Wójcik: Sułtański projekt prezydenta Turcji (ANALIZA)

2 grudnia 2019, 15:00 Energetyka
Prezydent Turcji Recep Erdogan. Źródło: Flick Prezydent Turcji Recep Erdogan. Źródło: Flickr

Turcja jest uzależniona od importu gazu. Dotychczas sprowadza go głównie z Rosji. Nie eksportuje nawet minimalnych wolumenów zakupionego błekitnego surowca. Jednak w ostatnich latach dokonuje kolosalnych inwestycji w infrastrukturę. To początek wielkiej inwestycji i narastania konfliktów – pisze Teresa Wójcik, redaktor BiznesAlert.pl.

W marcu 2017 roku prezydent RecepTayyip Erdogan powiedział, że celem współczesnej Turcji jest stworzenie największego w Europie hubu gazowego łączącego Rosję, Bliski Wschód, region Kaspijski oraz bogate złoża gazu znajdujące się pod dnem wschodniej części Morza Śródziemnego.

Kraj Półksiężyca i decyzje Kongresu USA

Przez najbliższe dziesięciolecia gaz będzie nieodzownym źródłem energii pierwotnej w Europie. Handel tym paliwem staje się więc świetnym interesem gospodarczym. Zaś Kraj Półksiężyca pilnie potrzebuje stymulacji dla słabnącej gospodarki, co oczywiście przekłada się na politykę energetyczną. – „Ropociągi i gazociągi, których konstrukcja została niedawno zakończona lub wciąż trwa, przypieczętują rolę Turcji jako energetycznego korytarza i hubu” – stwierdził prezydent Erdogan na Światowym Kongresie Naftowym w 2017 roku. Podobnie myślał ówczesny sekretarz stanu USA Rex Tillerson twierdząc, że Turcja będzie istotnym partnerem w amerykańskiej polityce energetycznej. „Turcja leży na szlaku łączącym producentów i konsumentów źródeł energii” – podkreślił Tillerson. Obecnie jest inny sekretarz stanu, a Stany Zjednoczone zasadniczo zmieniły zdanie co do Turcji i udzielają aktywnego wsparcia formatowi 1 + 3 (USA+Izrael, Grecja, Turcja). W Kongresie do końca zmierzają parlamentarne procedury projektu ustawy „Eastern mediterranean security and energy partnership act 2019-2020.” (Partnerstwo w zakresie bezpieczeństwa i energii we wschodnim regionie Morza Śródziemnego 2019-2020). Projekt został wniesiony zgodnie przez Republikanów i Demokratów, więc uchwalenie ustawy jest pewne. W ten sposób zasadniczo zmieni się struktura układu politycznego w Europie Południowo-Wschodniej i na Bliskim Wschodzie, zmianie ulegnie również rola USA w tym układzie.

Morze Śródziemne bogate w gaz

Politycy w Ankarze bardzo poważnie podchodzą do kwestii stworzenia hubu gazowego w Turcji. Kluczową rolę odegrało kilka czynników.

Turcja jest dużym rynkiem, ale nie tylko dla gazu z Rosji i Azerbejdżanu. Może być też dogodnym tranzytem do Europy Południowej i Środkowej. W lipcu br. zakończona została budowa gazociągu Transanatolijskiego (TANAP), który w tych dniach został uruchomiony i będzie dostarczać z regionu kaspijskiego 15 mld m sześc. gazu rocznie. Niebawem, bo 8 stycznia 2020 roku zostaną oddane do użytku obie nitki Turkish Stream o przepustowości 15,75 mld m sześc.gazu rocznie.

Dziewięć lat temu (w 2010 roku), 130 km na zachód od izraelskiej Haify na wodach terytorialnych Izraela odkryto złoża Lewiatan i Tamar. Było to największe odkrycie w ciągu ostatniej dekady. Rok później odnalezione zostały również źródła u wybrzeży Cypru – nowe złoża nazwano Afrodyta. W 2015 roku odkryte zostało największe złoże pod dnem Morza Śródziemnego na wodach Egiptu (ok. 850 mld m sześc.gazu). Gdyby wybudowane gazociągi poprowadziły do wybrzeża Turcji, powstałoby liczące się centrum handlu gazem. Dla tureckich planów istotny jest fakt, że Kreml chce koniecznie ominąć tranzyt gazu przez Ukrainę. Na to miejsce wejdą Nord Stream i Nord Stream 2, jednak ich przepustowość nie wystarcza i konieczne jest stworzenie dużego tranzytu od południa. Po nieudanej próbie budowy gazociągu South Stream, Gazprom wybrał kierunek turecki, a Ankara przyjęła ofertę.

Kolejne etapy powstawania tureckiego hubu

Turecka strategia rozwoju sektora gazowego składa się z kilku etapów. Pierwszy z nich – intensywna gazyfikacja kraju – został zrealizowany. Piętnaście lat temu w Turcji było zgazyfikowane tylko pięć prowincji, obecnie gaz ziemny jest dostarczany do wszystkich części kraju. Drugi etap przewiduje dywersyfikację źródeł dostaw gazu, by wreszcie osiągnąć trzeci etap – utworzyć hub gazowy z Turcji.

Obecnie głównym dostawcą gazu do Turcji jest Rosja, skąd pochodzi ponad połowa importu. Na kolejnych miejscach są Iran (16 procent) oraz Azerbejdżan (12 procent). Jednak hub gazowy musi mieć mocno zdywersyfikowane dostawy. Dlatego Turcja podjęła decyzję o intensywnej budowie terminali regazyfikacyjnych LNG, których w ostatnich latach powstało cztery, w tym dwa FSRU. Dostawy LNG przychodzą z Kataru. Dzięki temu Turcja systematycznie zmniejsza swoją zależność od gazu dostarczanego rurociągami – z 88 procent w 2017 roku do 77,5 procent rok później. W 2017 roku import gazu przez terminale wyniósł 11,3 mld m sześc. To niewiele, bo ich łączny potencjał regazyfikacyjny wynosi aż 42,7 mld m sześc. co stanowi ok. 90 procent całkowitego zapotrzebowania na gaz w kraju. Inwestycje w infrastrukturę – gazociągi oraz terminale – wymusiły na Turcji kolejne zmiany i rozbudowę sieci przesyłowej. Intensywne prace w tej dziedzinie trwają już od kilku lat. Wciąż występuje brak zdolności magazynowych – Turcja ma jedynie trzy magazyny błękitnego paliwa, co nie tylko nie wystarczy by tworzyć hub, ale nie wystarcza nawet na potrzeby wewnętrzne. Tu sprawa jest nieco skomplikowana – konsumpcja gazu w Turcji wynosi około 50 mld m sześc. rocznie, ale ma charakter sezonowy. Zwiększone zapotrzebowanie w sezonach o większej konsumpcji zaspokajane jest dzięki kontraktom firm prywatnych oraz transakcjom spotowym realizowanym przez terminale LNG. Aby zwiększyć elastyczność zaopatrzenia w gaz, Ankara szacuje, że w 2023 roku zdolności magazynowe wyniosą do 11 mld m sześc. Powyższe inwestycje są konieczne nie tylko dla funkcjonowania rynku wewnętrznego, ale stanowią warunek dla budowy upragnionego hubu.

Gaz z Cypru musi być własnym gazem tureckim

Wszystkie te źródła gazu to import, byłoby najlepiej, żeby hub był także zaopatrywany we własny gaz. To gaz z Cypru, gdzie część północna wyspy jest okupowana przez Turcję. Co prawda złoża gazu znajdują się na szelfie i na wodach wyłącznej strefy ekonomicznej Republiki Cypru, jednak Erdogan nie uważa tego za przeszkodę. Pomimo ostrych protestów Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, 30 listopada br. na uroczystym otwarciu gazociągu TANAP w Edrinie oświadczył, że Turcja nie przerwie poszukiwań i odwiertów na wyłącznych wodach ekonomicznych Cypru. Na ewentualne próby przerwania tych czynności, dwie jednostki wojennej floty tureckiej, chroniące statków wiertniczych, mają rozkaz odpowiedzieć ogniem – podkreślił Erdogan.

Scenariusze dla hubu

Turecki projekt hubu jest przedmiotem analiz międzynarodowych ośrodków akademickich. Istemi Berk i Simon Schulte z Instytutu Gospodarki Energetycznej Uniwersytetu Kolońskiego przewidują dwa scenariusze rozwoju tureckiego hubu. Podstawowy scenariusz zakłada, że do 2030 r. turecki tranzyt wyniesie ok. 23 mld m sześc. gazu. To niewiele w porównaniu z wartością tranzytu ukraińskiego, jednak warto pamiętać, że Turcja jeszcze niedawno miała problemy z zaspokojeniem własnych potrzeb. Scenariusz optymalny przewiduje, że tranzyt gazu przez Turcję może wynieść nawet 37,5 mld m sześc. gazu rocznie.

Polityczna motywacja inwestycji gazowej

Turecki program stworzenia hubu gazowego jest naturalnie motywowany gospodarczo. Jednak z obecnej sytuacji w regionie wschodniego obszaru Morza Śródziemnego wynika, że Erdogana mobilizuje inny czynnik. Jest to powód polityczny. Wielkie inwestycje w infrastrukturę gazową znacznie zwiększą znaczenie Ankary w regionie. Rosji w tak dużym stopniu zależało na utrzymaniu dobrych relacji energetycznych z Turcją, że Gazprom nie wstrzymał dostaw nawet po incydencie z zestrzeleniem rosyjskiego Su-24 przez tureckie lotnictwo. Obecnie Turcja jest coraz ważniejszym partnerem Rosji, ponieważ rozsadza od wewnątrz NATO. Ma duże szanse szantażowania EU możliwością wypchnięcia 3,5 mln syryjskich uchodźców z Turcji do Europy. Szantażem – wobec USA – jest zagrożenie amerykańskiej bazy w Incirlik, przejęcie głowic jądrowych oraz internowanie amerykańskich pilotów.

Turcja i destrukcja w NATO

O możliwościach destrukcyjnych Turcji, jako członka NATO, świadczy fakt odmowy poparcia planu pomocy Sojuszu dla Polski i krajów Bałtyckich w razie ataku Rosji. Co jest niezgodne z art. 5 Traktatu NATO. Reuters podał, powołując się na czterech wysokich rangą przedstawicieli NATO, że Turcja zgodzi się na taką pomoc, jeśli otrzyma wsparcie w walce przeciw kurdyjskim milicjom YPG w Syrii, które UE musi uznać za terrorystów.

Stanowisko władz Turcji wobec najbliższych sąsiadów – Cypru, Grecji i Izraela – jest coraz bardziej agresywne. Natomiast Moskwa stała się jeszcze ważniejszym graczem w regionie Morza Śródziemnego. Prezydent Rosji Władimir Putin nie tylko odegrał kluczową rolę w „uratowaniu” syryjskiego prezydenta Baszira Al Assada, ale także znacznie zwiększył liczebność sił rosyjskich w Syrii. Udało mu się sprzedać system rakietowy S-400 państwu członkowskiemu NATO – Turcji. Obciążyło to poważnie stosunki Turcji z Zachodem i podważyło jej wiarygodność jako partnera na Bliskim Wschodzie. 13 listopada, podczas spotkania z Erdoganem w Białym Domu, Trump wyraził przekonanie, że problem S-400 uda się rozwiązać bez szkody dla NATO i Zachodu. Mianowicie, Turcja zrezygnuje z tego systemu lub nie będzie z niego korzystać. Erdogan nie zaprzeczył, ale po powrocie do Ankary oświadczył, że „Turcja nie po to zapłaciła 2,5 mld dol. za S-400, żeby z niego nie korzystać”. I rzeczywiście: 25 – 26 listopada wojsko tureckie na terenie bazy lotniczej w prowincji Ankara testowało rakietowe systemy S-400 na myśliwcach czwartej generacji F-16 V. Maszyny wykonywały loty na małej wysokości przy działających radarach S-400, a system symulował reakcję bojową. Testy podobno wypadły doskonale, a tureckie MON zapowiedziało, że testy i ćwiczenia wojskowej obsługi S-400 będą powtarzane.

USA, wobec agresywnej Turcji i coraz silniejszej Rosji, nie ma chyba innego wyjścia niż organizowanie struktur przeciwwagi we wschodnim regionie Morza Śródziemnego.

Turcja gra w niebezpieczne gry wojenne na Morzu Egejskim

Czasami oświadczenia prezydenta Erdogana brzmią jak zapowiedź wojny. Czasem wojna zdaje się być niedaleko. Skwarne wrześniowe popołudnie w Tessalii w Neu Anchialos w Grecji i nagłe bicie dzwonu w niedalekiej bazie lotniczej 111 Combat Wing. Na bajecznej plaży popłoch, zza muru bazy podrywają się z rykiem dwa F-16 Viper. Ruszają z misją przechwycenia tureckich samolotów gdzieś nad Morzem Egejskim, które naruszyły przestrzeń powietrzną Grecji. To od kilku lat codzienność, choć oba państwa są w NATO. W próbnych walkach nad wschodnimi granicami Grecji, ich myśliwce manewrują osiągając „techniczne zabójstwa”. Napięcia militarne między Grecją a Turcją nie są nowe, ale odkrycie bogatych złóż ropy naftowej i gazu we wschodniej części Morza Śródziemnego radykalnie zmienia układ sił w regionie, bo po stronie Izraela, Grecji i Cypru opowiedziało się USA, a skorzystał też na tym Egipt. Zmieniło się stanowisko Turcji wobec całego NATO, choć Turcja wciąż jest członkiem traktatu. Dotychczas budziło to pewien niepokój. Ostatnio wywołuje alarm w Waszyngtonie i w Brukseli. W ciągu ostatnich dwóch lat Grecja, Cypr i Izrael prowadzą kolejne serie wielkoskalowych ćwiczeń sił powietrznych i morskich, obserwowanych i wspieranych militarnie przez USA. Celem jest zacieśnienie stosunków między sojusznikami. Rosną napięcia między Rosją a Grecją, jak nigdy w historii. Układ polityczny w regionie się zmienił, Moskwa razem z Ankarą przeciwko NATO, choć wciąż jest nadzieja, że Turcja zawróci z tej drogi.

Napięcia w Turcji i Grecji

Najnowszym źródłem napięć jest wysłanie przez Turcję statków wiertniczych, eskortowanych przez okręty wojenne, na wody cypryjskie. Grecja jest zobowiązana do obrony integralności terytorialnej Cypru, więc perspektywa wkroczenia Turcji na terytorium republiki wyspiarskiej jest źródłem niepokoju dla Aten. Turcja twierdzi, że ma prawo wiercić gaz na terytorialnych wodach Cypru, co spotkało się z potępieniem ze strony UE i USA. Amerykańscy dyplomaci w regionie, których zadaniem jest stłumienie narastających napięć w sojuszu NATO i zarządzanie niedawnym zbliżeniem Turcji z Rosją, nadzorują delikatny balans.

Jednocześnie realizując ambitny plan budowy podmorskiego, wielkiego rurociągu, który będzie transportował gaz z nowo odkrytych ogromnych złóż na rynki w Unii Europejskiej. Celem jest zacieśnienie stosunków między sojusznikami. To jest w regionie parasol dla programu zmniejszenia zależności Europy od rosyjskich zasobów energetycznych, ale nie można oddzielić tych ruchów od szerszego strategicznego obrazu potęg regionalnych, które nie zostały zakwestionowane, przez wojowniczą retorykę i rosnący wizerunek prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, jako źródła regionalnej niestabilności.

„Chcemy pokoju w regionie. Nie chcemy żadnego rodzaju konfliktu. Jednocześnie jednak, aby utrzymać obecny stan rzeczy, zajmujemy bardzo pewne i stanowcze stanowisko wobec zachowań tureckich” – powiedział Panos Panagiotopoulos dla VICE News. „Obawiam się, że nie ma innej drogi” – przyznał grecki polityk. Amerykańscy dyplomaci w regionie, których zadaniem jest stłumienie narastających napięć w sojuszu NATO i zarządzanie niedawnym zbliżeniem Turcji z Rosją, nadzorują delikatny balans.

Działania Erdogana

Erdogan nie ułatwia zadania. Niedawny zakup zaawansowanych rosyjskich pocisków ziemia-powietrze S-400 spowodował, że Turcja została wydalona z programu myśliwców F-35. Erdogan pozostał jednak niewzruszony działaniami dyscyplinarnymi NATO i wyraził zainteresowanie zakupem alternatywnego rosyjskiego odrzutowca SU-57. W dalszym ciągu groził najechaniem na Syrię Północno-Wschodnią, na terenie której stacjonują wojska amerykańskie wraz z bojownikami z Syryjskich Sił Demokratycznych. W tym kontekście, rosnące stosunki obronne między Stanami Zjednoczonymi a Grecją, przejawiające się w przekazywaniu sprzętu, ulepszonym szkoleniu i rosnącym wykorzystaniu strategicznie atrakcyjnych obiektów, takich jak połączona baza lotnicza i morska w zatoce Souda na Krecie, można interpretować jako potencjalną opcję awaryjną, na wypadek gdyby stosunki Ameryki z Turcją popsuły się bez możliwości naprawy.

„Wschodnia część Morza Śródziemnego przez wiele lat była uważana za pewnik”

Strategiczna sytuacja Grecji na styku Europy, Azji i Afryki Północnej, w połączeniu z rosnącym zainteresowaniem Rosji Morzem Śródziemnym i wykorzystaniem przez Putina energii jako narzędzia dyplomatycznego, sprawia, że ​​region ten po dziesięcioleciach marginalizacji znów staje się przedmiotem zainteresowania Ameryki. Geoffrey Pyatt, amerykański ambasador w Grecji, jest gorącym zwolennikiem ulepszonych więzów wojskowych między USA i Grecją oraz nowych greckich sojuszy energetycznych i obronnych.

„Wschodnia część Morza Śródziemnego przez wiele lat była uważana za pewnik” – powiedział Geoffrey Pyatt. – Dziś jest to region, który pozostaje w grze. Widzimy, że Rosja odgrywa znaczącą rolę w Syrii, Chiny się utrzymują, Iran jest obecny. To wszyscy rywale kwestionujący porządek, który Stany Zjednoczone próbowały wesprzeć w Europie i na całym świecie – dodał.

Napięcia w Grecji i Turcji

Pomimo rosnących napięć Pyatt podkreślił, że nowy duch wzmocnionej współpracy nie powinien być postrzegany jako bezpośrednie wyzwanie dla Erdogana. – Myślę, że błędem jest postrzeganie powstających ram współpracy we wschodniej części Morza Śródziemnego jako anty-Turcji – dodał Pyatt. „Myślę, że naprawdę ważnym aspektem, tego grecko-amerykańskiego fragmentu, jest przede wszystkim to, że Grecja i Stany Zjednoczone są mocno zainteresowane zrobieniem wszystkiego, co możliwe, aby Turcja pozostała zakotwiczona na Zachodzie, zakotwiczona w instytucjach zachodnich”.

„Musimy być rozwojowi”

Chwaląc grecki rząd za zaangażowanie w zminimalizowanie ryzyka wypadku, Pyatt stawia na powrót regionu do spokojniejszych dni. – Stany Zjednoczone mają wielką nadzieję, że Turcja wróci do bycia czynnikiem stabilizującym – powiedział.

Greccy urzędnicy są mniej optymistyczni. Zapytany, czy nowy system sojuszu mógłby zostać wyraźnie zorientowany wobec tureckiego zagrożenia, Panagiotopoulos powiedział, że „teoretycznie może przekształcić się w sojusz obronny”. Podkreślił jednak, że Grecja wolałaby, aby Turcja wróciła do integralnej części bezpieczeństwa NATO w regionie.

– Musimy być przygotowani na każdy rodzaj rozwoju. Oznacza to utrzymanie gotowości i pełnej zdolności naszych sił zbrojnych oraz pracę i rozszerzenie naszych strategicznych sojuszy z innymi kluczowymi graczami w regionie, takimi jak Cypr, Izrael i Egipt. Dotyczy to również naszych wspaniałych paktów, takich jak nasz strategiczny sojusz z partnerami z UE, a zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. USA pod koniec dnia zapewnia nam wszystkim najwyższy parasol bezpieczeństwa – dodał.

Turcja mogłaby być gazową potęgą w regionie, gdyby nie jej polityka