Wójcik: Wojna w Syrii z ropą w tle

2 października 2015, 07:02 Bezpieczeństwo
MIG

KOMENTARZ

Teresa Wójcik

Redaktor BiznesAlert.pl

Prezydent USA Barack Obama i rosyjski przywódca Władimir Putin nie kryli swoich przeciwstawnych stanowisk – ukrywszy jednak interesy – występując przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ 28 września. W jednym byli zgodni – krwawa wojna w Syrii trwająca już cztery lata powinna zostać przerwana drogą dyplomatyczną, nie akcją militarną i przemocą. Jednak obaj przywódcy przekazywali w ONZ sygnały, że są silni i gotowi. Putin będzie bronić Baszira al-Assada, Obama – będzie chciał nadal obalić syryjskiego dyktatora.

Opowiadając się za rozwiązaniem dyplomatycznym, Rosja przygotowuje się do działań militarnych. Od wczoraj wiadomo, że wspólnie z Iranem. Już dwukrotnie rosyjskie samoloty Suchoj-24 i Suchoj 25 atakowały cele w Syrii prawdopodobnie należące do rebeliantów walczących z syryjskim dyktatorem Baszarem al-Assadem, a nie Państwa Islamskiego.

Pewnej odpowiedzi nie ma. Nie ma także ostatecznie pewności, czy rosyjska interwencja w Syrii ma na celu obronę Assada bardziej niż likwidację Państwa Islamskiego. Współpracownicy Obamy wczoraj twierdzili, że „rosyjski prezydent robi kosztowną pomyłkę narażając się islamskim ekstremistom, którzy potrafią zemścić się na Rosji”. Samoloty rosyjskie  Suhoj-24 i 25 wykonały osiem ataków powietrznych i zniszczyły „jedno centrum dowodzenia ISIS oraz magazyn amunicji w ogręgu Idliba w północnozachodniej Syrii oraz wytwórnię samochodów-pułapek na północ od Homs. Kolejnym zniszczonym celem ma być centrum dowodzenia w pobliżu Hame. Wszystkie ataki były wykonane z bazy lotniczej w Latakii, po zwiadzie wykonanym przez rosyjskie drony. Jedno ze źródeł syryjskich potwierdziło te informacje, ale dodając, że celem ataku były zgrupowania sił rebelianckich, ich bazy oraz magazyny broni w prowincji Hama. Problem w tym, że ci rebelianci byli wyszkoleni i wyposażeni przez Amerykanów. Wczoraj amerykańskie media otrzymały potwierdzenie, że rosyjskie ataki powietrzne były skierowane przeciwko oddziałom rebeliantów syryjskich przygotowanych i uzbrojonych przez Amerykanów. Skomentował to senator John McCain – Rosjanie zaatakowali grupy bojowników szkolonych przez specjalistów CIA. Mamy z tymi ludźmi kontakty, wiemy, co się tam dzieje. To, co zrobili Rosjanie, jest kolejnym dowodem, że jedynym celem Putina jest poparcie dla Assada, a nie zniszczenie Państwa Islamskiego – powiedział.

Do walk na lądzie w Syrii mają włączyć się setki żołnierzy z Iranu. To sugerowałoby, że Moskwa i Teheran skoordynowały ofensywę w obronie Baszara al-Assada. Eksperci z Carnegie University twierdzą, że aktywny udział Rosji oraz Iranu wraz z Hezbollahem zasadniczo zmienia scenariusz wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

Iran i Rosja mają bliskie cele. Iran wspiera wszędzie na Bliskim Wschodzie szyicką ludność i jest naturalnym przeciwnikiem radykalnych ugrupowań sunnickich od rebelianckiej islamskiej Jabhat al-Nusra do Państwa Islamskiego. Assad jest bliski Teheranowi, jako alawita należy do nurtu islamu wywodzącego się z szyityzmu. Państwo Islamskie to skrajni sunnici, więc ostatecznie może być traktowane jako wrogie. Ale to część sił rebelianckich  jest szkolona i wyposażana przez Amerykanów, więc prozachodnia i groźniejsza dla Assada.

Dla Moskwy Assad jest wieloletnim sojusznikiem, jedynym pozostałym na Bliskim Wschodzie i w basenie Morza Sródziemnego. Klęska syryjskiego dyktatora oznaczałaby ostateczne zagrożenie dla wpływów Rosji w tym regionie. Decydując się na otwartą ingerencję w Syrii, Kreml broni własnego żywotnego interesu. Tyle że musi się zdecydować, kto jest doraźnie większym zagrożeniem – PI, czy walczące z Assadem ugrupowania rebelianckie. Nie ważne – mniej czy bardziej radykalne.

Na razie efekt jest taki, że samoloty USA i sojuszników atakują siły i bazy Państwa Islamskiego, a samoloty rosyjskie rebeliantów i być może dla pozoru terrorystów. Kogo pierwsze zaatakują siły Iranu i Hezbollahu? Czy pojawienie się w Syrii wojsk irańskich może mieć wpływ na sytuację rebelii szyickiej w Jemenie? Bo jeśli tak – to Arabia Saudyjska jest już bezpośrednio włączona w wojenny scenariusz Bliskiego Wschodu. Ostatnio coraz częściej jednostki marynarki państw arabskich przechwytują w Zatoce Perskiej kutry irańskie wyładowane bronią dla szyickich Huti w Jemenie. Ostatni taki kuter zatrzymany został 30 września, był wyładowany pociskami rakietowymi, pociskami przeciwpancernymi i systemami naprowadzania ognia. Rebelia w Jemenie trwa, a coraz częściej naruszana jest granica z Arabią Saudyjską. W ub. tygodniu w Rijadzie pojawiła się informacja o udaremnieniu dwóch zamachów na polach naftowych w Al-Hasa oraz na  rafinerie w Ras Tannura i Al-Dżubajl nad Zatoką Perską. Wszystkie cztery zamachy były przygotowywane przez szyickich Huti. Zamachy mają to do siebie, że po jakimś czasie zaczynają się udawać. Zwłaszcza, gdy chodzi o obiekty związane z ropą i konkurencją na rynku ropy.