font_preload
Energetyka Gaz 28 czerwca, 2016 godz. 15:16   

Jakóbik: Dyktatorzy listy piszą, ale o zwrocie Turcji ku Rosji nie ma mowy (ANALIZA)

Erdogan Putin

ANALIZA

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl 

Chociaż gest Turcji skierowany w kierunku Rosji został natychmiast wykorzystany do propagandy sukcesu Kremla, jest sygnałem, który nie zmienia polityki Ankary, ani krajów regionu, nakierowanej na długofalowe zmniejszenie zależności od gazu sprzedawanego przez rosyjski Gazprom.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan wysłał do swojego odpowiednika z Rosji Władimira Putina list, w którym przeprasza za zestrzelenie rosyjskiego myśliwca z 24 listopada 2015 roku. W wyniku ostrzału maszyny nad terytorium tureckim zginął pilot Oleg Peszkow. Po incydencie relacje między Ankarą a Moskwą oziębiły się, co doprowadziło do pogrzebania projektu gazociągu Turkish Stream promowanego przez Gazprom i zatrzymania projektu elektrowni jądrowej Akkuyu, w który był zaangażowany Rosatom.

W liście Erdogan zadeklarował wolę jak najszybszego powrotu do tradycyjnie przyjacielskich relacji z Rosją. Zgłosił także gotowość do poniesienia ciężarów wynikających z zabicia Peszkowa. Rosyjskie media interpretują to jako wolę wypłacenia rekompensaty dla rodziny zmarłego żołnierza.

W Soczi ma dojść do spotkania ministrów spraw zagranicznych Mevluta Cavusoglu i Siergieja Ławrowa, którzy omówią warunki powrotu do bliskiej kooperacji. Rosjanie oczekują współpracy Turków przy zwalczaniu terroryzmu na terenie Syrii. Oskarżają Ankarę o przymykanie oczu na fakt, że terroryści islamscy przegrupowują się i doposażają na terytorium tureckim. Turcja współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi i mniejszością kurdyjską w kampanii przeciwko Państwu Islamskiemu. Rosjanie pozornie zwalczając to stronnictwo zwalczają opozycję wobec prezydenta Baszara al-Asada.

Turcy wykonują gest w kierunku Rosji, ponieważ ich relacje z Unią Europejską i Niemcami pogorszyły się ze względu na łamanie praw człowieka w ich kraju. Na ten ruch mogła mieć wpływ także presja środowisk biznesowych, które straciły dochody w związku z rosyjskim embargo na tureckie usługi i zahamowaniem rozwoju sektora turystycznego wynikającego z ubytku turystów z Rosji. Dla Turków Rosjanie byli ważnymi kupcami produktów spożywczych, w tym warzyw.

Aby pokazać Unii Europejskiej, że nie jest w izolacji, Turcja sięga jednak także po innego partnera. Jest nim Izrael, z którymi Turcy 27 czerwca rozpoczęli normalizację stosunków dyplomatycznych. Zostały one zerwane po incydencie morskim z 2010 roku, kiedy armia izraelska zatopiła statek turecki. Na mocy porozumienia Izrael ma zapłacić 20 mln dolarów rekompensaty, a Turcja słać pomoc humanitarną do strefy gazy za pośrednictwem Tel Awiwu, a nie unilateralnie, co rodziło oskarżenia o wspieranie palestyńskich organizacji paramilitarnych. Izrael liczy na współpracę z Turcją w walce z destabilizacją regionu płynącą z Syrii.

Jednym z czynników zachęcających do nowego otwarcia są bogate złoża gazu Izraela, które mogą w przyszłości posłużyć jako źródło dostaw do Turcji i krajów Unii. Chodzi o złoża Lewiatan (niepotwierdzone 450 mld m3) i Tamar (potwierdzone 237-254 mld m3), w których udziały posiada izraelska Delek Group i amerykańskie Noble Energy. Normalizacji stosunków Izrael-Turcja oraz rozwojowi eksportu gazu ziemnego z izraelskich złóż przez Turcję patronują Komisja Europejska oraz Waszyngton, które liczą na to, że będzie to kolejne źródło dostaw dla gazociągów Korytarza Południowego. Zasili go w pierwszej kolejności gaz z Azerbejdżanu. Surowcem są zainteresowane kraje w regionie, łącznie z prorosyjskim Budapesztem, który zaapelował 27 czerwca o podpisanie umowy o strategicznej współpracy gazowej z Azerami. Ocenił, że mogą oni zapewnić jedyne, realne źródło dostaw surowca. Innym źródłem może być Izrael, co zwiększyłoby atrakcyjność Korytarza Południowego i zagroziło pozycji Gazpromu w regionie, a także podważyło sens nowego gazociągu przez Morze Czarne.

List Erdogana nie oznacza jeszcze, że rosyjskie projekty energetyczne w Turcji wrócą na ścieżkę realizacji. Budowa Turkish Stream jest w pierwszej kolejności powiązana z negocjacjami ceny dostaw gazu do Turcji, która ze względu na brak porozumienia między BOTAS-em a Gazpromem trafiła do arbitrażu. Dostawy gazu izraelskiego przez Turcję do Europy rywalizowałyby z gazem rosyjskim słanym ewentualnie przez Turkish Stream.

Gazprom nie wykluczył możliwości powrotu do rozmów na jego temat. Przedstawiciel firmy Siergiej Kuprianow zadeklarował, że „drzwi do rozmów pozostają otwarte”, jeżeli wolę ich wznowienia wyrazi Turcja. Projekt nie jest realizowany także ze względu na wątpliwości natury ekonomicznej. Priorytetem rosyjskiej spółki jest projekt Nord Stream 2, czyli drugi gazociąg przez Morze Bałtyckie. On również mógłby posłużyć do dostaw gazu na Bałkany i do Turcji, jeżeli udałoby się przekonać partnerów w Europie Środkowej do stworzenia sieci połączeń Nord Stream 2-EUGAL-BACI-Baumgarten-Eastring-Posejdon. Nie wiadomo, czy gazociąg Turkish Stream jest jeszcze Rosji potrzebny. Na potrzeby propagandowe i dla siania niepokoju w Europie może znów wejść na nagłówki rosyjskich mediów. Należy przypomnieć, że pomimo braku umów o realizacji projektu Turkish Stream był wykorzystany przez Moskwę jako blef do rozbijania jedności w krajach Unii Europejskiej.

Jądrowy Projekt Akkuyu wart 20 mld dolarów został formalnie anulowany. W tegorocznym budżecie Rosatomu nie przeznaczono na niego środków. Nie ma sygnałów o gotowości do jego wznowienia po stronie rosyjskiej ani tureckiej.

Turcy nadal wspierają mniejszość tatarską na okupowanym przez Rosję Krymie. Jest ona prześladowana przez władze rosyjskie poprzez ograniczenia praw, w tym usunięcie Medżlisu, czyli parlamentu Tatarów. Pojawia się agresja ze względu na narodowość ze strony ludności rosyjskojęzycznej na półwyspie. Pomimo napięć w NATO, trwa współpraca USA i Turcji w walce z Państwem Islamskim. Pomimo trudnych relacji z Brukselą i Berlinem, Recep Tayyip Erdogan jest tam traktowany z daleko mniejszą rezerwą niż Władimir Putin, wobec którego kraju zostały wprowadzone sankcje zachodnie.

List Erdogana ma posłużyć poprawie relacji z Rosją, ale nie oznacza natychmiastowego ich powrotu do poziomu strategicznego. W relacjach rosyjskich z Turcją jest zbyt wiele sporów i rozbieżności interesów, aby było to możliwe. Rosjanie mogą zaoferować Turkom swoich turystów i rynek zbytu na towary spożywcze. Projekty energetyczne są dla Ankary mniej atrakcyjne ze względu na rosnącą konkurencję wspieraną przez Brukselę i Waszyngton. Pomimo pogorszenia relacji z Unią Europejską i NATO, do którego Turcja należy, pozostają one strategicznymi partnerami stosunków międzynarodowych tego kraju.

Mimo to spotkanie ministrów spraw zagranicznych Rosji i Turcji zaplanowane na 1 lipca może być okazją do kolejnych gestów mających przekonać świat o dobrych stosunkach między tymi państwami. Zmianą jakościową byłyby konkretne porozumienia o realizacji projektów energetycznych lub nowe umowy gospodarcze.