Jakóbik: Rosja boi się, że Polska dostarczy norweski gaz klientom Gazpromu

29 stycznia 2016, 09:15 Energetyka
Nord Stream (Nord Stream AG)

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Największą słabością zapowiadanego przez PGNiG projektu Gazociągu Polska-Norwegia jest w przekonaniu jego krytyków brak potencjalnego zapotrzebowania w regionie Europie Środkowo-Wschodniej.

Czy Polacy mogliby podzielić się surowcem norweskim z sąsiadami, zwiększający tym samym zapotrzebowanie na dostawy, a tym samym rentowność inwestycji norweskiej? Prokurent PGNiG Janusz Kowalski zapowiedział, że firma chciałby sprowadzać ze złóż norweskich w jej dyspozycji do kilku mld m3 rocznie przed 2022 rokiem. Kończy się wtedy umowa gazowa z rosyjskim Gazpromem. Dostawy z Norwegii byłyby, oprócz importu LNG, ważnym argumentem w negocjacjach nowych warunkach, a zdaniem optymistów, powinny być przesłanką do porzucenia dostaw z Rosji w ogóle.

Propagandowa Izwiestia zdradza jednak jak projekt może zagrozić interesom Rosji. Gazeta przypomina, że Kijów zadeklarował gotowość do odbioru z Polski do 8 mld m3 gazu ziemnego rocznie, przy wykorzystaniu kolejnego planowanego połączenia – Gazociągu Polska-Ukraina. Polacy z Gaz-Systemu i tak zbudują swoją część połączenia, bo zaplanowali modernizację gazociągów w okolicy. Ukraina musi jeszcze zrealizować swoją część projektu.

Minister energetyki i przemysłu węglowego Ukrainy Wołodymyr Demczyszyn zapowiada, że jego kraj chce w tym roku zmniejszyć import gazu ziemnego o 20-30 procent w porównaniu z 2015 rokiem. Chce importować surowiec tylko poprzez rewersy na granicy z Polską, Słowacją i Węgrami.

Ukraina zamierza obniżyć import z 16,4 mld do 11-13 mld m3 w rok. – Sprowadzimy 11-13 mld m3. Są różne scenariusze. Dostawy rewersowe wystarczą, by pokryć to zapotrzebowanie – zapowiedział Demczyszyn w rozmowie z dziennikarzami z 27 stycznia. W 2022 roku proces przestawiania ukraińskiego importu na Zachód może być bardziej zaawansowany.

Wybory ukraińskich importerów są kluczowe dla Gazpromu. Spadek zakupów na Ukrainie był kluczowym czynnikiem pogarszającym wyniki tej firmy w 2015 roku. O ile przed rezygnacją z dostaw z Rosji, Ukraińcy byli drugim po Niemczech klientem Gazpromu, to obecnie wypadli z rankingu i nie korzystają z usług Gazpromu w ogóle.

Import z norweskich złóż PGNiG, biorąc pod uwagę potencjalnie niską cenę dostaw, ze względu na wykorzystanie gazociągu i posiadanie udziałów w złożach przez dostawcę, mógłby być atrakcyjny dla Ukraińców. Nie wiadomo jednak, czy podjęte przez Kijów zabiegi o zmniejszenie zużycia gazu i jednoczesne starania o zwiększenie krajowego wydobycia nie wpłyną na zmniejszenie importu nad Dniepr.

Jeżeli Polacy sprowadziliby na swoje potrzeby na przykład 4 mld m3 gazu z Norwegii rocznie, a podobną ilość z tego źródła zarezerwowaliby od nich Ukraińcy, przepustowość gazociągu wzrosłaby do 8 mld m3. Jeśli Ukraina chciałaby sprowadzić 8 mld m3 z Norwegii, co jest mniej prawdopodobne z punktu widzenia dywersyfikacji źródeł, ilość dostaw z tego kierunku mogłaby osiągnąć moc 12 mld m3 na rok. Być może po ukończeniu Gazociągu Polska-Litwa o planowanej przepustowości na kierunku wschodnim w wysokości 2,3 mld m3, pula zapotrzebowania na gaz z Norwegii wzrosłaby o tę ilość do 14,3 mld m3 rocznie. W 2014 roku Litwini wydzierżawili na 10 lat pływający obiekt do regazyfikacji (FSRU) zwany litewskim gazoportem. Chociaż jest on istotny dla ich bezpieczeństwa energetycznego, to koszty importu LNG zmusiłyby Litwę do poszukiwania mechanizmów wsparcia zwiększających rentowność obiektu. Sprzedaż FSRU i import gazu z Norwegii przez Polskę mogłaby być tańszą alternatywą.

Pomocny dla agregacji zapotrzebowania na gaz z norweskich złóż PGNiG mógłby być mechanizm wspólnych zakupów gazu promowany przez rząd w Warszawie, popierany w Wilnie i Kijowie. Potencjał wykorzystania projektu do zapewnienia gazu regionowi i wzmocnienia Korytarza Północ-Południe mogłaby skłonić Komisję Europejską do wpisania go na listę Projektów Wspólnego Interesu (PCI).

W grze o gaz dla Europy Środkowo-Wschodniej PGNiG wystawia figurę, z którą Rosjanie wyraźnie się liczą. Rozwój importu z Norwegii na odpowiednią skalę, mógłby częściowo zneutralizować negatywne działanie gazociągu Nord Stream na rozwój rynku w naszej części Europy. Bałtycka magistrala ma przepustowość 55 mld m3, ale wykorzystuje połowę tej mocy, czyli około 22,5 mld m3, ze względu na ograniczenia narzucone na Gazprom przez prawo unijne. Rosjanie mogą użyć tylko 50 procent przepustowości odnóg Nord Stream w Niemczech – OPAL i NEL. Alternatywa na 14,3 mld m3 byłaby liczącą się konkurencją.