font_preload
PL / EN
Alert 18 maja, 2016 godz. 7:00   
REDAKCJA

Pierwsze czytanie nowelizacji ustawy o OZE w tym tygodniu w Sejmie

wiatrak

(Polska Agencja Prasowa)

Preferencje dla stabilnych źródeł energii odnawialnej, nowe zasady aukcji OZE, założenie, że prosument wytwarza energię głównie na własne potrzeby – to niektóre elementy projektu nowelizacji ustawy o OZE, którego pierwsze czytanie odbędzie się w tym tygodniu w Sejmie.

Wnioskodawcy zmian – grupa posłów PiS i resort energii – wskazują, że nowe przepisy uporządkują wsparcie dla odnawialnych źródeł. Część środowisk związanych z odnawialnymi źródłami energii uważa, że proponowane przepisy zapewnią wsparcie przede wszystkim dużym koncernom energetycznym kosztem energetyki obywatelskiej.

Projekt ma wprowadzić – podkreślają jego autorzy – „przejrzyste zasady w zakresie wytwarzania i wykorzystywania na własne potrzeby energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii w mikroinstalacjach”. Chodzi o to, by prosumenci, czyli jednocześni producenci i konsumenci energii wytworzonej w najmniejszych OZE, produkowali ją jedynie dla siebie, a nie dla zysku.

„System OZE opiera się o system dotacji, co oznacza, że komuś trzeba zabrać, by komuś dać. Mamy świadomość, że ruszamy materię nową, niesprawdzoną, więc wszystkie projekcje wymagają weryfikacji przez rynek i zainteresowanych” – mówił w ubiegłym tygodniu wiceminister energii Andrzej Piotrowski.

W swym wystąpieniu podczas wtorkowego sprawozdania z działalności rządu szef resortu energii Krzysztof Tchórzewski charakteryzując stanowisko rządu w zakresie OZE opisał je jako „otwartość na indywidualną produkcję energii”, dodał jednak, że dopłacanie do OZE „hamuje nasz rozwój gospodarczy”.

Obecny projekt nowelizacji, od wielu tygodni przygotowywany był przez resort energii, ostatecznie zdecydowano jednak, że będzie to inicjatywa poselska posłów PiS.

Poprzednia nowelizacja została uchwalona w lutym zeszłego roku. Miała pozwolić uzyskać do 2020 r. 15-proc. udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii, co wpisuje się w politykę energetyczną Unii Europejskiej. Jednak nowy Sejm przegłosował tzw. małą nowelizację ustawy o OZE w ostatnich dniach 2015 roku. Na jej mocy wejście w życie przepisów odłożono o pół roku.

Gdyby tego nie zrobiono od początku tego roku obowiązywałyby przepisy poprzedniej nowelizacji dotyczące systemu wsparcia OZE, który ma zastąpić stosowane dotychczas „zielone certyfikaty”. System aukcyjny polega na tym, że rząd zamawia określoną ilość energii odnawialnej. Jej wytwórcy przystępują do aukcji, którą wygrywa ten, kto zaoferuje najkorzystniejsze warunki.

Chodziło głównie o przewidziany system wsparcia państwa dla producentów i jednocześnie konsumentów energii ze źródeł odnawialnych (tzw. zapis prosumencki). Prawo miało dzielić prosumentów na dwie grupy – najmniejsze instalacje do 3 kW i te od 3 kW do 10 kW. W przypadku tych pierwszych wsparcie miałoby wynieść ok. 75 gr na kWh w ciągu piętnastu lat, w przypadku drugiej 40-70 gr/ kWh. Odłożona nowelizacja przewidywała też między innymi nowy, tzw. aukcyjny system świadectw pochodzenia energii.

Jednak zdaniem resortu energii taryfa gwarantowana, wiązałaby się z „niewspółmiernymi obciążeniami finansowymi”, które ponosiliby pozostali odbiorcy końcowi. „Cena 1 MWh wytworzonej w tej instalacji sięgałaby 750 zł, przy cenie rynkowej ok. 170 zł” – przekonuje ME. Z jego wyliczeń wynika, że gdyby rozdział czwarty w obecnym brzmieniu wszedł w życie, na wsparcie w postaci taryfy gwarantowanej państwo musiałoby przeznaczyć 400 mln zł. rocznie.

Nowa propozycja przewiduje więc, że prosument będzie mógł rozliczyć różnicę między ilością energii, którą wyprodukował (np. w panelu fotowoltaicznym), a tą, którą pobrał (w momencie gdy nie świeci słońce i panel nie wytwarza prądu) w stosunku 1 do 0,7 w przypadku mikroinstalacji do 7 kW; 1 do 0,5 – w przypadku w mikroinstalacji mocy większej niż 7 kW i 1 do 0,35 – w przypadku energii elektrycznej wytworzonej w mikroinstalacji, na którą prosument otrzymał wsparcie ze środków publicznych. Jak wyjaśniał Piotrowski, ze względu na konieczność utrzymania systemu prosumenci nie będą mogli odbierać energii w stosunku 1 do 1.

Według zapisów projektu, prosumentem może być każdy odbiorca końcowy energii, który albo nie prowadzi działalności gospodarczej, a jeśli ją prowadzi, to nie będzie ona związana z wytwarzaniem energii elektrycznej. Prosumentami będą mogły być nie tylko osoby fizyczne, ale i np. samorządy, kościoły czy firmy. Jak zapowiada resort nowe rozwiązania odbiurokratyzują prosumentów i przewidują abolicje dla tych, którzy nie dopełnili obowiązków informacyjnych.
Jak mówił Piotrowski, dotąd podejście do prosumenta z jednej strony zakładało wsparcie, z drugiej jednak było „zakatowaniem go biurokracją”. Na 4 tys. prosumentów – jak wynika z informacji URE – co najmniej 1000, głównie biogazowni rolniczych, nie dopełniło dotychczas obowiązków informacyjnych i w myśl obowiązujących przepisów – muszą zostać ukarani, bo prezes URE nie ma nawet możliwości odstąpienia od kary.

Według proponowanych zapisów na największe wsparcie w systemie aukcji energii z OZE mogą liczyć przede wszystkim te technologie, które – jak napisano – „wytwarzają energię w sposób stabilny i przewidywalny”. Oznacza to, że mniejsze wsparcie przeznaczone będzie na produkcję energii z wiatru i słońca. Projektodawcy proponują wprowadzenie 6 koszyków/grup technologicznych. O tym kiedy będą się odbywały aukcje ogłosi w rozporządzeniu minister energii.

Aukcje mają być przeprowadzane oddzielnie dla instalacji OZE: o stopniu wykorzystania mocy zainstalowanej elektrycznej, łącznej bez względu na źródło pochodzenia, większej niż 4000 MWh/MW/ rocznie, dla OZE wykorzystujących odpady przemysłowe i komunalne, pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego, w tym odpady z uzdatniania wody i oczyszczania ścieków, dla takich, w których emisja C02 jest nie większa niż 100 kg/MWh.

Projekt zawiera też definicję mikro- i makroklastra energii, które miałyby z jednej strony zapewnić lokalnie samowystarczalność energetyczną, z drugiej – przyczynić się do rozwoju nowoczesnych technologii informacyjno-komunikacyjnych na danym terenie. Mikro- i makroklaster energii to – według założeń – cywilnoprawne porozumienie, do którego mogą przystąpić zarówno osoby fizyczne, prawne, jak i jednostki nieposiadające osobowości prawnej, jednostki naukowe, jednostki badawczo-rozwojowe lub jednostki samorządu terytorialnego.

Celem porozumienia byłoby wytwarzanie i równoważenie zapotrzebowania lub obrót energią z OZE, ale i z innych źródeł lub paliw, w ramach jednej sieci dystrybucyjnej w ramach gminy lub powiatu. Jak wynika z definicji, mikroklaster obsługiwałby mniej niż dziesięć tysięcy odbiorców przyłączonych do takiego systemu dystrybucyjnego, makroklaster – mniej niż pięćdziesiąt tysięcy odbiorców.

Wiele miejsca w projekcie poświęcono biomasie. Jak piszą autorzy, istotą rozwoju OZE jest przede wszystkim efektywne wykorzystanie lokalnie dostępnych surowców. Dlatego wprowadzają definicję biomasy lokalnej, czyli takiej, która pierwotnie jest pozyskana w promieniu nie dłuższym niż 300 km od instalacji OZE.

Projekt wprowadza też możliwość budowy nowych, dedykowanych instalacji tzw. spalania wielopaliwowego, zmienia definicję instalacji OZE oraz wprowadza nową definicję hybrydowej instalacji OZE, czyli zespołu co najmniej dwóch OZE, różniących się stopniem dyspozycyjności (składający się np. z wiatraka wytwarzającego prąd tylko w czasie wietrznej pogody, uzupełnionego o biogazownię, która może działać niezależnie od pogody) dzięki czemu odbiorca ma zagwarantowany stały dostęp do energii.

Według nowych propozycji, powołany nowelizacją ustawy z grudnia 2015 r. Operator Rozliczeń Energii Odnawialnej (OREO) zostanie zastąpiony przez Zarządcę Rozliczeń S.A.

Przedstawiciele ruchu energetyki obywatelskiej „Więcej niż energia” zarzucają brak konsultacji społecznych nad proponowanymi rozwiązaniami. Ich zdaniem, wsparcie będzie kierowane przede wszystkim do dużych koncernów energetycznych kosztem obywateli. Brak konsultacji społecznych również i procedowanie projektu jako inicjatywy poselskiej wytknął też szef PSL Władysław Kosiniak – Kamysz.

„Projekt de facto napisany w Ministerstwie Energii został skierowany ścieżką poselską bez żadnych konsultacji, bez skierowania do Rady Dialogu Społecznego, bez oszacowania skutków regulacji, co jest wymogiem procedowania propozycji ustaw w przypadku projektów przygotowywanych przez rząd” – mówił lider PSL i zaapelował o wysłuchanie publiczne projektu.