font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna 4 lipca, 2019 godz. 7:30   
KOMENTUJE: Grzegorz Pizoń

Pizoń: Kolejna nowela ustawy o cenach energii to kolejne paradoksy (ROZMOWA)

energetyka zarówka fot. Pixabay

Obowiązująca od 1 lipca nowelizacja ustawy o cenach energii doprecyzowuje okres za jaki odbiorcy biznesowi będą mogli ubiegać się o wyrównanie cen energii za pierwsze półrocze. Z perspektywy całego przedsięwzięcia zwanego „ustawą prądową” oraz jego rzeczywistych i potencjalnych skutków zmiany te są raczej kosmetyczne. Jak przekonuje Grzegorz Pizoń z Kancelarii Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy Sp. k. (SSW Pragmatic Solutions) w rozmowie z BiznesAlert.pl, zapisy ustawy o cenach energii, nawet w znowelizowanym brzmieniu, pełne są regulacyjnych paradoksów, a na rzeczywiste uporządkowanie sytuacji na rynku energii przyjdzie nam jeszcze poczekać.

BiznesAlert.pl: Czy obowiązująca od 1 lipca znowelizowana ustawa o cenach energii w porównaniu z poprzednią wersją ustawy wprowadza rewolucyjne czy jednak kosmetyczne zmiany?

Grzegorz Pizoń: Z perspektywy odbiorców biznesowych – poza zmianą dotyczącą ograniczenia do pierwszego półrocza 2019 r. okresu, za jaki można domagać się rozliczenia energii po cenach z końca czerwca 2018 r. i wprowadzenia dofinansowania w postaci pomocy de minimis, zmiany te są raczej kosmetyczne. Już nowelizacja ustawy „prądowej” z lutego tego roku dostarczała instrumentarium prawnego umożliwiającego skuteczne domaganie się przez odbiorców rozliczania zakupów energii po cenach z połowy zeszłego roku. Co więcej, niektórzy sprzedawcy energii zaraz po wejściu w życie ustawy „prądowej” w pierwotnym brzmieniu zaczęli w ten sposób rozliczać swoich klientów. Inni z kolei powoływali się (i zapewne nadal będą się powoływać) na brak stosownego rozporządzenia wykonawczego. Wydaje się, że praktyka w zakresie rozliczeń z odbiorcami końcowymi przez pewien czas pozostanie niejednolita, zróżnicowana w odniesieniu do poszczególnych przypadków.

Największą zmianą, jakiej oczekiwać należałoby w związku z wejściem w życie ostatniej nowelizacji powinno być jednak zakończenie bardzo trudnego dla polskiego rynku energetycznego okresu, drastycznie naznaczonego niepewnością regulacyjną. Wydaje się jednak, że nadzieje w tym zakresie są złudne. Po pierwsze bowiem, wprowadzony mechanizm zamrożenia cen – zarówno w perspektywie całorocznej – dla gospodarstw domowych, mikroprzedsiębiorców czy samorządów jak i w odniesieniu do pierwszej połowy 2019 r. ma charakter maskujący, tymczasowy i nie rozwiązuje, na dłuższą metę, żadnego problemu z jakim boryka się krajowy sektor energetyczny. Raczej trudno oczekiwać, że podobne rozwiązanie zostanie zastosowane także w kolejnym roku. Po drugie, pomimo braku wprowadzenia do treści ustawy klauzuli zawieszającej, brak jakichkolwiek informacji, czy chociażby deklaracji politycznych odnośnie podejścia Komisji Europejskiej do mechanizmów zawartych w ustawie „prądowej”. Obecnie nie ma stuprocentowej pewności, czy za jakiś czas przedsięwzięcie legislacyjne zwane ustawą „prądową” nie będzie przedmiotem oceny ze strony tego organu. Jej niepewny wynik powoduje powstanie dodatkowego ryzyka po stronie wszystkich zainteresowanych przedsiębiorstw. Po trzecie, efektem samej ustawy, jak i czasu oczekiwania na ostateczne rozstrzygnięcie kwestii cen energii jest wycofanie się z rynku hurtowego części niezależnych spółek obrotu, a w rezultacie – zwiększenie stopnia koncentracji tego rynku i pogorszenie warunków konkurencji. Wydaje się zatem, że z kosztami i negatywnymi skutkami regulacyjnego paradoksu będziemy borykać się jeszcze przez dłuższy czas.

Nieco z przymrużeniem oka, ale jednak – warto wspomnieć, że do Parlamentu skierowana została kolejna ustawa nowelizująca ustawę „prądową”. Mowa tu o projekcie ustawy o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych, która zmienia ustawę „prądową” w bardzo ograniczonym zakresie, jednak we właściwy dla nowelizacji tej regulacji, paradoksalny sposób.

Wspomniał Pan o pomocy de minimis. Czy w obecnym kształcie ustawy z rekompensat będzie mógł skorzystać także przemysł energochłonny? Czy w takim układzie środków przeznaczonych na rekompensaty wystarczy dla wszystkich?

Na wstępie warto rozróżnić pomiędzy kilkoma systemami wsparcia odbiorców. Z jednej strony, na gruncie ustawy „prądowej” przewidziano mechanizm rozliczenia energii za pierwsze półrocze 2019 r. po cenach z 30 czerwca 2018 r. oraz wsparcie w postaci pomocy de minimis. Uregulowane w tej ustawie „rekompensaty” przeznaczone będą dla sprzedawców energii w związku z poniesionymi przez nich kosztami zastosowania pierwszego ze wspomnianych rozwiązań. Z drugiej strony, na podstawie odrębnej regulacji, która w zeszły poniedziałek trafiła do Sejmu, ma zostać wprowadzony system rekompensat na pokrycie pośrednich kosztów uprawnień do emisji (zwany przez projektodawcę systemem rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych).

Z pomocy de minimis nie będą mogli skorzystać przedsiębiorcy zaliczani do sektorów i podsektorów energochłonnych w rozumieniu wspomnianego projektu ustawy. Jest to kolejny paradoks, bowiem sama kwalifikacja sektorowa nie przesądza o nabyciu uprawnienia do rekompensat – konieczne będzie spełnienie szeregu innych warunków oraz udział w specjalnej procedurze przed Prezesem URE. Wielkość pomocy de minimis, która z założenia będzie przeznaczona na częściowe zrekompensowanie podwyżek cen energii w drugim półroczu 2019 r. jest jednak bardzo ograniczona – nie dość, że jej łączna kwota w ciągu trzech lat podatkowych nie może przekroczyć 200.000 euro, to przy ubieganiu się o takie wsparcie należy mieć na względzie kumulację tej pomocy z różnych tytułów. Co więcej, obowiązuje tu zasada jednego podmiotu gospodarczego. Oznacza to, że jeżeli kilku potencjalnych beneficjentów wsparcia znajduje się w jednej grupie kapitałowej, to wspomniane ograniczenie kwotowe dotyczy całej grupy, a nie poszczególnych spółek.

Aby paradoksów nie było za mało na jedną rozmowę, wspomnę jeszcze o jednym, związanym ze wspomnianym już projektem ustawy o rekompensatach dla energochłonnych. W obecnym brzmieniu projekt ustawy przewiduje, że w terminie 14 dni od jej wejścia w życie uprawnieni odbiorcy będą musieli zdecydować czy chcą skorzystać z przewidzianego z niej wsparcia, czy z wynikającego z ustawy „prądowej” rozliczenia pierwszego półrocza 2019 r. po cenach z końca czerwca 2018 r. Naturalnie, w przypadku w którym rozliczenie takie miałoby już miejsce, wybór rekompensat implikował będzie obowiązek zwrotu kwoty odpowiadającej różnicy uwzględnionej w rozliczeniu. Paradoksem jest w tym kontekście nie tylko ilość czynności, jakich potencjalnie można byłoby uniknąć, ale również sam 14-dniowy termin. Przy założeniu istnienia woli politycznej ustawa o rekompensatach może wejść w życie w sierpniu lub wrześniu br. W tym czasie najprawdopodobniej nie będą jeszcze znane niektóre zmienne, od których zależeć będzie wysokość wsparcia (np. terminowa cena uprawnień do emisji, którą Prezes URE zobowiązany będzie ogłosić w terminie do 31 stycznia 2020 r.). Całkiem niewykluczone również, że w niektórych przypadkach nie będzie można w prosty sposób określić dokładnego poziomu korzyści z „zamrożenia cen” za pierwsze półrocze 2019 r., w szczególności jeśli w międzyczasie nie ukaże się odpowiednie rozporządzenie.

Celem podjęcia świadomej decyzji o potencjalnie bardzo poważnych skutkach finansowych, odbiorcy energochłonni będą musieli opracować serię założeń uprawdopodabniających określone scenariusze. Na ogólną ocenę tej sytuacji wpływać może także fakt, że na wprowadzenie rekompensat krajowi energochłonni czekają już kilka lat (podobne systemy zostały już wprowadzone w większości wysoko uprzemysłowionych państw UE), a w związku z impasem regulacyjnym powiązanym z rodzącą się w bólach kolejną nowelizacją ustawy „prądowej” ustawodawca zrezygnował z pierwotnego zamiaru przyznania rekompensat także w odniesieniu do 2018 r.

Czy wsparcia wystarczy dla wszystkich? Wydaje się, że tak. Ustawa „prądowa” przewiduje, na okoliczność deficytu środków w Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny, możliwość dokonywania przesunięć środków zgromadzonych na rachunku opłaty przejściowej i opłaty OZE. Nieco mniej hojny ustawodawca okazał się w przypadku drugiej z opisywanych tu regulacji – jeśli kwota 890 mln. zł. nie wystarczy na pokrycie zapotrzebowania na rekompensaty dla energochłonnych, wynikającego z pozytywnie zweryfikowanych wniosków, kwota rekompensat zostanie w każdym przypadku proporcjonalnie pomniejszona.

Jak w takim razie będzie przebiegał proces dostosowania brzmienia umów oraz dokonywania rozliczeń pomiędzy sprzedawcami energii i jej odbiorcami biznesowymi?

Z uwagi na fakt, że umowy te stały się w istocie niezgodne z prawem, ustawa musiała przewidzieć pewien tryb postępowania mający na celu wyeliminowanie tej niezgodności. W przeciwnym razie moglibyśmy, z teoretycznego punktu widzenia, mieć wątpliwości czy umowy te w ogóle obowiązują.

Wydaje się jednak, że samo dostosowanie treści umów będzie miało raczej charakter techniczny, wtórny w odniesieniu do obowiązku rozliczenia zakupu energii po cenach z 30 czerwca zeszłego roku. Warto zauważyć, że literalne rozumienie przepisów ustawy „prądowej” pozwala wyprowadzić wniosek o odrębnym charakterze obowiązków w zakresie dostosowania brzmienia umów oraz stosowania określonych cen w rozliczeniu z odbiorcami. O odrębności tej świadczyć może również fakt zawarcia tych obowiązków w odrębnych jednostkach redakcyjnych oraz przewidzenie odrębnych sankcji za brak ich realizacji.

Bardzo prawdopodobne, że znacząca część sprzedawców energii zgodzi się na rozliczenie zakupu energii po starych cenach dopiero po wejściu w życie właściwego rozporządzenia wykonawczego. Podejście takie można uznać za uzasadnione z perspektywy zabezpieczenia interesów tych przedsiębiorstw (gdyż dopiero po wejściu w życie rozporządzenia podmioty te będą znały dokładne zasady kalkulacji rekompensat, o jakie będą mogły się domagać z Funduszy Wypłaty Różnicy Ceny), jednak niekoniecznie już z perspektywy samych odbiorców. Warto zauważyć, że w odniesieniu do tych drugich delegacja ustawowa dotyczy w szczególności przypadków których ocena może być utrudniona, np. z uwagi na zmianę sprzedawcy energii, grupy taryfowej czy sposobu opomiarowania, a już niekoniecznie – tych w których określenie właściwej, z perspektywy ustawy „prądowej”, ceny stosowanej w czerwcu 2018 r. nie budzi wątpliwości.

O ile w przypadku spółek z udziałem Skarbu Państwa zmiany umów nie stanowią większego problemu o tyle dla tych prywatnych będą stanowiły wyzwanie

Ustawa prądowa doprowadziła do sytuacji, w której z rynku zniknęło wiele mniejszych spółek obrotu. Te, które przetrwały mogą mówić, że są silnymi podmiotami. Doszło do podwyższenia barier wejścia i utrzymania się na tym rynku. Sytuacja na rynku energii pozostaje ryzykowna dla wszystkich jego uczestników.

Rozmawiał Piotr Stępiński