Wspólnego stanowiska wobec Nord Stream 2 nie będzie – przez Węgry

11 października 2015, 12:00 Energetyka
Wiktor Orban Wiktor Orban

KOMENTARZ

Dominik Héjj,

politolog, redaktor naczelny portalu www.kropka.hu poświęconego węgierskiej polityce

Zakończony 9 października w Balatonfüred szczyt prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w formule V4+ (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry oraz Chorwacja), nie przyniósł rozwiązania jednego z najważniejszych wyzwań stojących teraz przed Grupą – tj. planów budowy gazociągu Nord Stream 2, który po raz kolejny – „nad głowami” – krajów Europy Śrokdowo-Wschodniej łączy Zachód Europy z Rosją.

Co ciekawe, o ile polska delegacja zwracała uwagę na to, że tematem rozmów był kryzys migracyjny, polityka klimatycznej w kontekście grudniowego szczytu w Paryżu, a także gazociąg Nord Stream 2, o tyle strona węgierska w ogóle o gazociągu nie wspomina, a dal węgierskich mediów o wiele bardziej interesującym elementem szczytu były spotkania prezydent Chorwacji, kraju, z którym Węgry mają obecnie co najmniej mało przyjazne stosunki.

Ekspertów zelektryzowała wiadomość o tym, że przez brak zgody Węgier – wspólnego stanowiska wobec drugiej nitki gazociągu północnego nie będzie. Z węgierskiego punktu widzenia nie jest to zaskoczenie. Już niebawem trzeba będzie negocjować umowę długoterminową na dostawy gazu z Rosji na Węgry. Nietrudno sobie wyobrazić o ile rozmowy utrudniłoby jednoznaczne potępienie kolejnej sztandarowej inwestycji Rosjan. Tym bardziej, że rozbudowa elektrowni atomowej w Paks nie przebiega tak szybko i „bezboleśnie”, jak to się wydawało. Wisienką na torcie w tej kwestii jest także to, że oficjalnego stanowiska rządu Węgier wobec NSII się nie uświadczy. Słowa o tym w żadnych mediach nie ma.

Przypomnę, że w czasie wizyty Władimira Putina w Budapeszcie w lutym br. nie podpisano umowy gazowej, a między innymi zapis o tym, że Węgry nie będą musiały płacić za niewykorzystany zakontraktowany gaz. To oszczędność rzędu 1500 mld ft. To z kolei przekuwa się w obniżenie opłat prowadzenia gospodarstwa domowego – tzw. haśle-kluczu >>rezsicsökkentés<< jednego z najważniejszych filarów i istoty funkcjonowania rządu Viktora Orbána.

Formuła spotkań prezydentów w ramach Grupy Wyszehradzkiej ze względu na pozycję ustrojową głów państw ma charakter bardziej reprezentacyjny, życzeniowy. Analizując wypowiedzi węgierskiego szefa MSZ – Pétera Szijjártó wysnuć można tezę, że V4 jest potrzebne Węgrom głównie i obecnie chyba jedynie do wspólnego głosu w sprawie kwot migrantów (prezydent Andrzej Duda prezentuje tutaj odmienne stanowisko od rządu premier Ewy Kopacz), a także do ochrony południowych granic Unii Europejskiej. Wydaje się, że przynajmniej na razie w kolejnej niezwykle ważnej, poza migrantami kwestii – wspólnego głosu Grupy Wyszehradzkiej nie usłyszymy.