font_preload
Środowisko 26 lipca, 2016 godz. 7:30   
REDAKCJA

Ziaja: Bez zmiany prawa Polska nie zdoła wypełnić norm recyklingu UE

śmieci, odpady, środowisko

KOMENTARZ

Jerzy Ziaja

Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu

Selektywna zbiórka odpadów w Polsce ma wkrótce zostać uregulowana prawnie – do konsultacji trafił projekt rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów komunalnych. Zdaniem resortu środowiska, dotychczasowy system selektywnej zbiórki nie zapewnia odpowiedniej jakości surowców przeznaczonych do recyklingu, i w konsekwencji nie pozwoli osiągnąć wyznaczonych przez UE poziomów recyklingu odpadów.

Zgodnie z projektem rozporządzenia, od połowy 2017 roku gminy będą zobowiązane zorganizować nowy, ściśle określony system selektywnej zbiórki odpadów. Mieszkańcy będą musieli segregować frakcje odpadów: szkło, papier, metale, tworzywa sztuczne, a także odpady biodegradowalne do różnokolorowych pojemników. Rozporządzenie określa kolory pojemników i worków na zbiórkę tych odpadów – od 2022 roku mają one być spójne na terenie całego kraju.

Przyczyną wprowadzenia tak rygorystycznych zmian w systemie są rosnące wymogi UE w zakresie recyklingu odpadów. W projekcie nowego pakietu dyrektyw dotyczących gospodarki odpadami, Unia Europejska oczekuje od państw członkowskich recyklingu 65 proc. odpadów komunalnych do 2030 r. Poziom ten stanowi olbrzymie wyzwanie dla całej Europy. Obecnie nawet w państwach, które wdrożyły najskuteczniejsze metody, maksymalny poziom recyklingu odpadów wynosi ok. 60 proc. W Polsce w 2014 roku według corocznych sprawozdań marszałków, recyklingowi poddano 21 proc. odpadów, jednak wiarygodność tych danych od lat stanowi dla branży kwestię mocno dyskusyjną.

Niestety, w obliczu wyzwania Ministerstwo Środowiska wybiera rozwiązanie najtrudniejsze dla gmin i dla mieszkańców. Gdy rozpoczęto w Polsce rewolucję śmieciową w 2013 roku, pozostawiono samorządom wolną rękę w zakresie organizacji selektywnej zbiórki. Gminy – lepiej lub gorzej poradziły sobie z tym zadaniem i wdrożyły swoje własne systemy. Po upływie zaledwie 3 lat system znów jest wywracany do góry nogami, a gminy tracą swobodę i muszą dostosować się do nowych zasad i to w zaledwie kilka miesięcy. Mieszkańcom zaś narzuca się podział śmieci w mieszkaniach i domach na 6 frakcji,
a jedynym „udogodnieniem” jest zapewnienie kolorowych worków lub pojemników na zbiórkę tych odpadów.

Nie dziwne więc, że projekt rozporządzenia budzi sprzeciw w wielu środowiskach, przede wszystkim na poziomie lokalnym (gmin). Wiele samorządów związanych jest długoterminowymi umowami z firmami odbierającymi odpady i potrzebuje dłuższego okresu przejściowego na wprowadzenie wymaganych zmian. Na poziomie regionalnym odpady komunalne trafiają do instalacji przetwarzania odpadów (tzw. RIPOK) gdzie są segregowane i doczyszczane – w ostatnich latach na terenie Polski powstały dziesiątki takich instalacji. W wyniku wprowadzenia nowego systemu zbiórki, wzrosną koszty jego obsługi, w szczególności wzrosną koszty transportu, ponieważ pojawia się zakaz mieszania selektywnie zbieranych odpadów, tzn. że po każdy kolor worka będzie trzeba jechać osobno. Wzrost ilości przejazdów spowoduje większą emisję CO2, spadnie również efektywność wykorzystania transportu, w szczególności na terenie gmin wiejskich o niskiej zabudowie. Jednak największy trud spadnie na mieszkańców, gdyż tak naprawdę to oni odpowiedzialni są za umieszczanie odpadów w odpowiednim kolorze worka lub pojemnika. W rozporządzeniu nadal nieuregulowana pozostaje kwestia, ile pojemników (gniazd) na poszczególne frakcje zapewnić ma gmina ani w jakiej odległości je rozmieścić. Mieszkańcy będą musieli dostosować się do częstotliwości odbioru odpadów ustaloną przez radnych lub dostarczyć je  bez względu na odległość do ustawionych pojemników w małych gminach, a wszystko to ze względu na rosnące koszty systemu i przy skomplikowanej selektywnej zbiórce odpadów biodegradowalnych dla których brakuje specjalistycznych instalacji.

Problemów z rozporządzeniem jest niestety więcej. Nowe rozwiązanie nie porządkuje tego, co jest dawno zidentyfikowaną słabością systemu: brakuje w nim mechanizmów ekonomicznych i kontrolnych. Narzucone zasady nie uwzględniają ponadto lokalnych uwarunkowań ani dotychczas osiąganych wyników w zbudowanych przez gminy systemach. Blokuje się także innowacje w gospodarce odpadami, które innymi drogami mogą poprowadzić nas do osiągnięcia wymaganych przez UE celów. Rozporządzenie wyhamuje możliwość wdrażania przez gminy innowacyjnych metod, pozwalających skokowo zwiększyć ilość odzyskiwanych odpadów, zwłaszcza biodegradowalnych. Nawet jeśli dana technologia stoi w zgodzie z obowiązującym obecnie prawem i jest ekonomicznie oraz ekologicznie uzasadniona.

Jednak najistotniejszym problemem systemowym w zakresie recyklingu odpadów nie jest wcale organizacja ich odbioru, ale finansowanie systemu. W tym zakresie nowe rozporządzenie nie przybliża Polski ani o krok do rozwiązania problemu, gdyż nie uwzględnia przesłanek zawartych w stanowisku Komisji Europejskiej z 2 grudnia 2015 roku w zakresie rozszerzonej odpowiedzialności przemysłu, czyli zasady „zanieczyszczający płaci”. System, który jest promowany w krajach członkowskich starej Unii Europejskiej, polega na tym, że opłata za unieszkodliwienie odpadu, czyli za selektywną zbiórkę, sortowanie, odzysk i recykling, jest wliczona w opakowanie, które kupuje konsument. Kraje wprowadzające taki system osiągają najlepsze wyniki w zakresie efektywności recyklingu. Niestety, mimo nadarzającej się okazji na zmianę, w Polsce za recykling dalej płacić będą mieszkańcy gmin.

Wraz z wejściem w życie rozporządzenia czeka nas więc kolejna rewolucja śmieciowa. Szkoda, że nie będzie to dogłębnie przeanalizowana i przygotowana zmiana systemowa, a jedynie kolejna proteza służąca ratowaniu systemu opartego na ryczałcie, a nie ekonomi oraz zasadzie „zanieczyszczający płaci”. To nie mieszkaniec jest wytwórcą odpadów, ale konsument, czyli użytkownik. Taki mechanizm odpowiedzialności finansowej funkcjonuje już od dawna w innych dziedzinach życia codziennego. Przykładem takiego podejścia ekonomiczniejszego i korzystniejszego dla środowiska było np. wprowadzenie indywidualnych liczników zużycia wody i ogrzewania; logicznego rozwiązania które zastąpiło tak powszechny jeszcze niedawno ryczałt.,