Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało list intencyjny z firmą Palantir Technologies – spółką, którą jedni nazywają „cyfrowym strażnikiem Zachodu”, a inni „prywatnym Wielkim Bratem Doliny Krzemowej”. Jej współzałożyciel, Peter Thiel, to wizjoner, libertarianin, zwolennik Trumpa i człowiek, który uważa, że konkurencja jest dla przegranych. Czy to właśnie z nim polski MON chce budować cyfrową przyszłość wojska?
Zanim o polityce, kilka słów o literaturze. Nazwa „Palantir” pochodzi z tolkienowskiego Władcy Pierścieni. W Śródziemiu palantíry były „kamieniami widzenia” – narzędziami komunikacji, ale też inwigilacji. Ich użycie wymagało silnej woli, a nieostrożni użytkownicy – jak czarodziej Saruman – kończyli w rękach ciemnych mocy.
W XXI wieku metafora ta nabrała niepokojącej dosłowności. Firma Palantir Technologies, założona w 2003 roku przez Petera Thiela, Alexa Karpa i kilku współpracowników PayPala, zajmuje się dokładnie tym samym: widzeniem wszystkiego, wszędzie, w czasie rzeczywistym.
Oficjalnie, chodzi o analizę Big Data dla bezpieczeństwa narodowego. W praktyce – o potężne narzędzia analityczne, z których korzystają CIA, FBI, amerykański Departament Obrony, służby imigracyjne (ICE), a także izraelskie wojsko podczas działań w Strefie Gazy.
Kto stoi za Palantirem?
Za kulisami stoi Peter Thiel, człowiek, który z równym zapałem wspiera wolny rynek, jak i autorytarne struktury bezpieczeństwa. Niemiecko-amerykański miliarder, współzałożyciel PayPala i pierwszy prywatny inwestor w Facebooka, od dwóch dekad jest jedną z najbardziej wpływowych postaci Doliny Krzemowej.
Jego credo brzmi: „Konkurencja jest dla przegranych”. W praktyce oznacza to budowanie monopoli – najlepiej takich, które mają dostęp do wszystkich danych świata. Thiel jest też znany ze swoich ekscentrycznych poglądów. Peter Thiel znany jest z niekonwencjonalnego podejścia do edukacji i kariery. W 2011 roku uruchomił program Thiel Fellowship, który… zachęca młodych, uzdolnionych ludzi do porzucenia studiów. Uczestnicy otrzymują 100 tys. dolarów, by zamiast kończyć uniwersytet, założyli własny start-up lub prowadzili badania nad przełomowymi technologiami.
Dla Thiela nauka akademicka to strata czasu, prawdziwe innowacje rodzą się, jego zdaniem, nie w salach wykładowych, lecz w garażach Doliny Krzemowej. Krytycy nazywają to antyuniversyteckim eksperymentem dla wybrańców, on sam – „inwestycją w przyszłych rewolucjonistów technologii”.
Niektórzy stypendyści rzeczywiście odnieśli sukces (np. założyciele Ethereum czy Figma), ale inni zarzucają Thielowi, że jego program tworzy kult genialnych indywidualistów i promuje pogardę dla instytucji publicznych, w tym edukacji.
Był jednym z pierwszych miliarderów Doliny Krzemowej, którzy otwarcie poparli Donalda Trumpa oraz publicznie rozważał „filozoficzne” kwestie nadejścia Antychrysta (i zasugerował, że mógłby nim być… Greta Thunberg).
Jego firma Palantir powstała po zamachachu z 11 września 2001 roku, a finansowy start zapewnił jej fundusz In-Q-Tel, powiązany z amerykańską CIA. Oficjalnie celem było „śledzenie terrorystów”. W praktyce – śledzenie wszystkich, którzy mogą stać się interesujący dla rządu lub jego partnerów.
Palantir – firma, która wie o Tobie więcej niż Ty sam
Palantir tworzy oprogramowanie, które scala miliardy rekordów z baz danych, sieci społecznościowych, kamer monitoringu i źródeł wywiadowczych. Systemy Gotham i Foundry pomagają analizować przepływy finansowe, przestępczość, migracje czy logistykę wojskową.
W USA firma dostarcza narzędzia dla ICE, które wykorzystywane są m.in. do typowania imigrantów do deportacji. W Izraelu – wspiera działania armii w Strefie Gazy, co, jak zauważa portal The Cradle, oznacza w praktyce „automatyzację wojny i przekształcenie konfliktu w systematyczną kampanię eksterminacji”.
Nic dziwnego, że organizacje praw człowieka od lat oskarżają Palantir o współudział w łamaniu praw człowieka i wspieranie masowej inwigilacji. W 2025 roku kapitalizacja spółki przekroczyła 400 miliardów dolarów, a jej akcje kosztują więcej niż złoto.
List intencyjny z PGZ – w stronę cyfrowego sojuszu
Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej współpracuje z Palantirem od grudnia 2024 roku. W poniedziałek, 27 października, podpisano list intencyjny z udziałem PGZ, dotyczący „zacieśnienia współpracy w obszarze sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i technologii informacyjnych”.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz nie krył entuzjazmu:
„Bazy danych są dziś najcenniejszą walutą – cenniejszą niż złoto, dolary czy euro. To największy skarb współczesnego świata, dlatego trzeba nimi dobrze zarządzać i odpowiednio je chronić.”
Deklaracja brzmi efektownie, choć nie wiadomo, na czym konkretnie współpraca ma polegać. MON nie ujawnia zakresu umowy, rodzaju wymienianych danych ani tego, czy polskie systemy będą zasilane amerykańskim oprogramowaniem.
Kiedy Palantir patrzy – kto patrzy na Palantir?
Nie sposób nie zadać pytania: czy państwo, które tyle mówi o suwerenności cyfrowej, powinno powierzać analitykę danych firmie współpracującej z CIA i izraelskim wywiadem?
Peter Thiel, libertarianin z misją kontrolowania świata, może nie pasuje idealnie do roli sojusznika polskiego MON. Ale w epoce, gdy informacja stała się bronią, nawet „kamienie widzenia” z Władcy Pierścieni wydają się kuszącym narzędziem.
Pytanie tylko, czy tym razem to Polska patrzy przez Palantir – czy Palantir przez Polskę.
Hanna Czarnecka


