Alternatywą dla fiaska rozmów będzie bombardowanie Iranu?

10 lipca 2015, 06:28 Alert
B2 Spirit

(Time/Patrycja Rapacka)

Amerykańscy i irańscy negocjatorzy usiłują wynegocjować w Wiedniu porozumienie, które powstrzyma ambicje atomowe Teheranu na co najmniej dekadę. W tym samym czasie w USA analizowane jest jak wykoleić irański projekt, jeśli nie uda się tego dokonać przy stole rokowań.

USA jasno stwierdzają, że nie zgodzą się na to, by Iran opracował broń atomową w celu grożenia Izraelowi lub swoim sąsiadom z Zatoki Perskiej. Jeśli negocjacje zostaną zerwane, a wywiad potwierdzi, że Iran jest o krok od stania się mocarstwem atomowym, mogą sięgnąć bo bombę Massive Ordonance Penetrator GBU-57 (MOP) by spróbować zniszczyć teherańskie obiekty atomowe.

Oczywiście administracja Obamy oraz Wielkiej Brytanii, Chin, Francji, Niemiec i Rosji są zaangażowane tak samo w rozmowy jak i w potencjalne rozwiązania siłowe. Amerykanie pozwolili na wystarczającą ilość przecieków dotyczących MOP, by dać do zrozumienia Iranowi, że są gotowi i zdolni by cofnąć irański program atomowy o wiele lat za jego pomocą.

Jednak amerykańscy wojskowi wyjaśniają, że pojedynczy atak nie powstrzyma irańskich ambicji. Zdaniem Ashtona Cartera, sekretarza obrony USA, zatrzyma program atomowy Teheranu, jednak nie zapobiegnie jego przyszłemu rozwojowi. To może działać jak młot, którego można ciągle używać jeśli Iran odmówi przerwania prac nad bronią atomową.

Jakkolwiek nikt tego nie potwierdza, pierwszym celem ataku może być instalacja w Fordow, położonym koło świętego miasta szyitów Qom. Jest to dawna baza rakietowa, kontrolowana dziś przez Gwardię Rewolucyjną. Znajduje się ona w sztolniach wykutych 80 metrów w głębi skały. Iran prowadzi swoje prace w takich właśnie ukrytych laboratoriach, które mogłyby wytrzymać ataki wcześniejszej generacji amerykańskich bomb projektowanych do niszczenia bunkrów.

W październiku 2014 roku amerykańskie lotnictwo skutecznie przeprowadziło bombardowanie z użyciem samolotów B-2 na poligonie White Sands w Nowym Meksyku, pokazując zdolności niszczące nowej broni.

Prawie dziesięć lat temu Pentagon stwierdził, że używanie tradycyjnych jednotonowych bomb do niszczenia tak zabezpieczonych celów jak sztolnie czy tunele to jak „strzelanie z wiatrówki do słonia”. Potrzebne byłyby znacznie większe ładunki wybuchowe, które umieszczone w tunelu mogą wysadzić wejście do laboratoriów i magazynów.

Pod koniec 2009 roku siły powietrzne USA rozpoczęły badania nad zdolnością szybkiego reagowania, uwzględniającą specyfikę ciężko opancerzonych i umieszczonych głęboko pod ziemią obiektów. Ustalono specyfikację dla nagłych operacji. Wynikało to z apeli dowódców zdających sobie sprawę z tego, że nie mogą z posiadaną bronią sprostać stawianym przed nimi zadaniom.  Środki na ten cel przewidziano jeszcze w budżecie na luty 2011.

Warta 15 milionów dolarów bomba MOP jest sześciokrotnie cięższa od dotychczasowych „niszczycieli bunkrów” GBU-28.  Jest naprowadzana na cel z użyciem systemu GPS. Jest oparta o konstrukcję stalową, która ma pozostać nietknięta po kontakcie z ziemią i ma na celu  „wwiercić się” w skałę zanim eksploduje ładunek wybuchowy. Ma to być, zdaniem specjalistów z US Air Force, coś pomiędzy klasyczną bombą a bronią nuklearną.

Pentagon nie ma nieograniczonej liczby tych bomb. Do tej pory zakupiono ich 20 za 314 milionów dolarów. Produkt firmy Boening może być przenoszony jedynie przez samoloty B-2. Projekt jest ściśle tajny i nie można uzyskać więcej informacji. Jest jedynie kilka autentycznych fotografii. Ujawniono jedynie zdjęcia makiet, które mogą ale nie muszą przypominać prawdziwych projektów.
Po wielu udoskonaleniach, flota powietrzna USA ogłosiła że posiada operacyjne zapasy najpotężniejszych na świecie nie-nuklearnych bomb. Znajdują się one w Bazie Sił Powietrznych Whiteman w Missouri. Niedaleko znajdują się samoloty B-2, które są w stałym pogotowiu.  Wszyscy zadają sobie pytanie – czy ewentualna agresja na Iran opłaca się Stanom Zjednoczonym?