AktualnościBezpieczeństwoGospodarka

Atak na Iran wpłynie na ceny ropy, ale nie wywoła szoku

Atak na Iran wpłynie na ceny ropy, ale nie wywoła szoku
Myśliwce startujące z amerykańskiego lotniskowca USS Abraham Lincoln, biorące udział w atakach na cele w Iranie / Fot: X / U.S. Central Command

Eskalacja militarna na Bliskim Wschodzie niemal na pewno doprowadzi do wzrostu cen ropy, przewiduje Javier Blas, główny komentator energetyczny agencji Bloomberg. Nie musi to oznaczać globalnego szoku naftowego na miarę lat 70. czy kryzysu z 2008 roku.

Według Blasa, ceny ropy Brent mogą wzrosnąć o 10–15 proc., potencjalnie przekraczając poziom 80 dolarów za baryłkę. Byłby to skok, ale – jak podkreśla – wciąż daleki od symbolicznej bariery 100 dolarów, która historycznie sygnalizowała poważne wstrząsy makroekonomiczne.

Analityk Bloomberga zaznacza, że sytuacja pozostaje dynamiczna, a kluczowe znaczenie będzie miała dalsza reakcja Teheranu na amerykańsko-izraelskie uderzenia. Na obecnym etapie nie doszło do dwóch scenariuszy, których rynki obawiają się najbardziej: ataków na infrastrukturę energetyczną oraz przymusowego zamknięcia szlaków tankowców.

Wrażliwa Cieśnina Ormuz

Z punktu widzenia geopolityki skala wydarzeń jest dramatyczna: skoordynowane naloty USA i Izraela miały doprowadzić do śmierci najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, oraz wielu wysokich rangą urzędników. Iran odpowiedział zmasowanym atakiem rakietowym obejmującym Izrael oraz państwa Zatoki Perskiej.

Blas podkreśla jednak, że choć Iran – „przyparty do muru” – może jeszcze użyć ropy jako broni, to na razie tego nie zrobił. Nie doszło ani do niszczenia pól naftowych, ani rafinerii, ani terminali eksportowych.

Największym ryzykiem dla rynku pozostaje Cieśnina Ormuz, przez którą płynie około 20 proc. światowego handlu ropą. Ruch tankowców wyraźnie spadł, ale – wbrew sensacyjnym doniesieniom w mediach społecznościowych – Iran nie zamknął cieśniny.

Obecne zakłócenia mają w dużej mierze charakter dobrowolny: część armatorów wstrzymała transport w reakcji na decyzje ubezpieczycieli oraz rekomendacje amerykańskiej marynarki wojennej. Istnieje jednak bufor bezpieczeństwa – eksport z Zatoki Perskiej był w lutym niemal o 10 proc. wyższy niż miesiąc wcześniej, a znaczna część tych wolumenów już opuściła region.

Blas ostrzega jednak, że jeśli Waszyngton szybko nie przekona firm żeglugowych, iż trasa jest bezpieczna, „pauza” może przerodzić się w realne zakłócenie podaży.

Okres sezonowo słabszego popytu

Zdaniem autora Stany Zjednoczone dysponują dziś znacznie większym wpływem na globalne ceny niż w przeszłych kryzysach, co – jak sugeruje Blas – mogło ośmielić administrację Donald Trump do ryzykownej eskalacji.

Sam Trump zapowiedział w mediach społecznościowych „unicestwienie” irańskiej marynarki wojennej, jasno wskazując, że to właśnie bezpieczeństwo żeglugi ma dla Białego Domu kluczowe znaczenie. Jednocześnie, jeśli ceny ropy wymkną się spod kontroli, prezydent może ogłosić misję za zakończoną i szukać politycznego wyjścia z kryzysu.

Paradoksalnie kryzys wybuchł w momencie, gdy fizyczny rynek ropy był relatywnie słaby. Przez ostatnie miesiące podaż przewyższała popyt, a zapasy – choć nadal niskie – zaczęły się odbudowywać. Dodatkowo świat wchodzi w okres sezonowo słabszego popytu wraz z końcem zimy na półkuli północnej.

Chiny, największy odbiorca bliskowschodniej ropy, od dwóch lat intensywnie budują rezerwy strategiczne, co może ograniczyć globalne reperkusje. Irańska ropa trafia niemal wyłącznie do chińskich rafinerii, a w razie potrzeby także państwa Zachodu mogą sięgnąć po własne rezerwy. Co istotne, rynek finansowy jest tym razem lepiej przygotowany. Pozycje spekulacyjne nastawione na wzrost cen należą do najwyższych od dekady, co oznacza, że inwestorzy w dużej mierze zdyskontowali ryzyko geopolityczne.

Rosja upłynnia baryłki ropy

Kartel OPEC+ może łagodzić sytuację głównie deklaracjami. Zapowiedziany wzrost wydobycia od kwietnia niewiele pomoże, jeśli transport przez Ormuz pozostanie ograniczony – choć Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują częściowymi obejściami w postaci rurociągów.

Jednym z głównych beneficjentów konfliktu jest natomiast Rosja. Wyższe ceny ropy i potencjalnie większy popyt na obłożoną sankcjami rosyjską ropę wzmacniają pozycję Władimira Putina. Co więcej, w cieniu kryzysu Rosji może być łatwiej upłynnić miliony baryłek ropy zgromadzonych w magazynach – nawet jeśli oznaczałoby to ciche przyzwolenie USA na zakupy przez Indie.

Podsumowując, Blas ocenia, że Bliski Wschód może wywołać poważne turbulencje cenowe, ale nie szok energetyczny, który zdławiłby globalną gospodarkę. Kluczowe będzie to, co wydarzy się w Cieśninie Ormuz.

Jak ujął to szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) Fatih Birol: „Rynki były dotąd dobrze zaopatrzone”. Słowa „dotąd” i „jak na razie” – podkreśla Blas – są w obecnej sytuacji najważniejsze.

Bloomberg / Biznes Alert /


Powiązane artykuły

GUS: Sprzedaż detaliczna w sierpniu wzrosła mniej niż oczekiwano

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych zwiększyła się w sierpniu o 3,1 proc. rok do roku – informuje Główny Urząd Statystyczny....

Plan uderzenia w petropaństwo Putina. Indie już razem z USA

Decyzja Indii o wstrzymaniu zakupów rosyjskiej ropy nie jest zwykłym epizodem w wojnie handlowej z USA. To wydarzenie o znaczeniu...
Centrum danych. Fot. Freepik

Silniki lotnicze i turbiny na ratunek centrom danych?

Deweloperzy centrów danych coraz częściej sięgają po silniki lotnicze i generatory zasilane paliwami kopalnymi, by sprostać rosnącym potrzebom sektora sztucznej...

Udostępnij:

Facebook X Pinterest WhatsApp