Baca-Pogorzelska: Elektromobilność po gruzińsku

11 lipca 2019, 07:30 Energia elektryczna
samochód elektryczny elektromobilność fot. BiznesAlert.pl

Jeśli w Tbilisi co drugim czy co trzecim samochodem jaki widzisz na ulicy jest Toyota Prius nie masz przywidzeń. To prawda – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej.

Jak podaje Georgian Journal w 2014 r. tylko 0,7 procent wszystkich importowanych aut było hybrydami. W 2015 to 1,4 procent, w 2016 r. 5,7 procent, ale w 2017 r. już 42 procent. Na czele rzeczonych hybryd jest właśnie Prius. Czemu Gruzini pokochali hybrydy? Nie tylko dlatego, że są modne i można się pochwalić byciem eko, a nawet zaoszczędzić na paliwie. Samochody hybrydowe z importu mają o 60 proc. niższy podatek niż te z silnikiem spalinowym (przepisy obowiązują od 2016 roku). Ale z kolei auta elektryczne nie są objęte podatkiem w ogóle, a mimo to w Tbilisi rządzi hybryda. Warto jednak zaznaczyć, że rządowych dopłat do niej nie ma. Być może przewaga hybrydy nad elektrykiem wynika z tego, że infrastruktura do ładowania e-aut delikatnie mówiąc leży.

W Polsce ustawa o elektromobilności już obowiązuje, ładowarek przybywa, samochodów elektrycznych zresztą też, ale tempo rozwoju „polskiego samochodu elektrycznego” wciąż pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że Electromobility Poland po prostu jest bo jest, zbiera kolejne dokapitalizowania i jedynie udaje, że coś robi. W takim tempie polski samochód elektryczny będzie powstawał jak korweta Gawron – za 10 lat nadal będziemy mówić, że jest budowany, tymczasem wszyscy wyprzedzą nas technologicznie.

Może więc zamiast napinać wątłe muskuły warto by jednak uderzyć się w pierś i powiedzieć, że sami nie damy rady, a pomoc doświadczonego partnera naprawdę nie jest grzechem śmiertelnym? Przecież już w październiku 2018 roku w Sejmie wiceminister energii Tadeusz Skobel dał do zrozumienia, że płyta polskiego elektryka po prostu musi pochodzić z zagranicy, bo inaczej w życiu go nie zbudujemy. W tej sytuacji naprawdę wcale się nie zdziwię, że nagle okaże się, że fabrykę e-aut szybciej od nas wybudują Gruzini (i nie jest to wcale scenariusz filmu grozy).