Baca-Pogorzelska: Import węgla do Polski wreszcie spada

16 grudnia 2019, 10:00 Energetyka
węgiel węglokoks
Węgiel. fot. Węglokoks

717 mln dolarów, czyli ok. 2,77 mld zł kosztowały przez dziewięć pierwszych miesięcy tego roku zagraniczne zakupy węgla. Choć węgiel na światowych rynkach jest tańszy niż w 2018 r., to jego import do Polski nieco spada. Choć nie ze wszystkich kierunków – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, współpracowniczka BiznesAlert.pl.

Import węgla do Polski

Jeszcze na początku tego roku wydawało się, że magiczna granica 20 mln ton importu węgla pęknie. Rekordowy rok 2018 zakończył się z bilansem 19,7 mln ton zagranicznego surowca. W styczniu i lutym tego roku. Po styczniu i lutym tego roku import był większy w porównaniu do 2018 r. już o 0,4 mln ton. Ale potem tendencja się odwróciła i w każdym kolejnym miesiącu importowaliśmy mniej węgla w porównaniu do roku ubiegłego – tak wynika z danych Eurostatu, które na razie kończą się na wrześniu i są niepełne (bez obaw, nie okaże się nagle, że jednak do końca września import był większy).

Największym dostawcą paliwa na nasz rynek pozostaje Rosja, z której w ubiegłym roku przyjechało prawie 13,5 mln ton węgla. Po dziewięciu miesiącach tego roku z tego kraju przyjechało do nas 8,02 mln ton wobec 9,8 mln ton rok wcześniej. 1,78 mln ton mniej oznacza, że uszczupliliśmy przychody sąsiadów o jakieś 107 mln zł przy założeniu, że przywieźli by w tym samym czasie tyle samo paliwa (przyjmuję w przeliczniku w zaokrągleniu 60 dolarów za tonę, ale obecnie ceny w portach ARA to niespełna 54 dolary za tonę, choć na początku roku przekraczały jeszcze 80 dolarów).

Znacząco spadł też import ze Stanów Zjednoczonych z 1,29 mln ton do 0,64 mln ton oraz z Kolumbii z 1,04 mln ton do 0,61 mln ton. Co ciekawe mocno wzrosły nasze zagraniczne zakupy węgla w odległej Australii. Przez dziewięć miesięcy tego roku kupiliśmy tam 1,59 mln ton surowca (w samym czerwcu aż 0,4 mln ton) wobec 0,67 mln ton rok wcześniej.

Przez dziewięć miesięcy tego roku przyjechało do Polski w sumie 11,95 mln ton węgla kamiennego, czyli mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku, gdy było to 13,66 mln ton.

Jak zawsze o wielkości importu zdecyduje trzeci kwartał, ale biorąc pod uwagę jak bardzo ciepły był październik, to nie należy się spodziewać, że padnie nowy rekord importu. Jego tegoroczny poziom będzie o ok. 2,5 mln ton niższy niż rok wcześniej.

Węgiel na zwałach

Jeśli jednak popatrzymy na krajowy rynek i 4,7 mln ton niesprzedanego węgla na kopalnianych zwałach (to dane ARP w Katowicach, stan na koniec października), a także weźmiemy pod uwagę, że elektrownie też mają pełne zapasy, to perspektywa na przyszły rok wcale nie jest świetlana.

U największego producenta, w Polskiej Grupie Górniczej, nie słabną żądania płacowe, w spór stron ma się teraz włączyć mediator (6 grudnia nie udało się go wyłonić). Piotr Bojarski, który odpowiadał w firmie za produkcję nie jest już wiceprezesem. Ja tylko przypomnę, że z szumnych zapowiedzi o poziomie 32 mln ton rocznie zostały tylko wspomnienia – PGG ledwo wyrabia z 30 mln ton, choć efekty miliardowych inwestycji od 2016 r. powinny dawać w końcu efekty (w górnictwie przyjmuje się, że powinny być widoczne po 2-3 latach).

Efektywność naszych kopalń wciąż pozostawia wiele do życzenia, dlatego koszty wydobycia surowca w kraju stale rosną. Warto też pamiętać, że spora część importu ogółem to gatunki węgla jakich mamy za mało (Eurostat uwzględnia nie tylko węgiel energetyczny, ale i koksujący, a krajowa produkcja tego ostatniego nie pokrywa zapotrzebowania).

 

Baca-Pogorzelska: Rośnie nam węglowa górka