font_preload
PL / EN
Energetyka Węgiel 12 stycznia, 2018 godz. 13:00   

Baca-Pogorzelska: Polska potrzebuje węgla z Rosji

hałda węgiel

Polskie machanie szabelką w sprawie surowców niezmiennie mnie zadziwia. Z jednej strony chcemy pokazać Rosjanom, jak bardzo możemy się od nich uniezależniać gazowo, a z drugiej wciąż uzależniamy się od nich węglowo – Karolina Baca-Pogorzelska z Dziennika Gazety Prawnej.

Odkąd mamy gazoport wydaje się nam, że jak w starej piosence LO27 „mogę wszystko”. Sęk w tym, że droga do rurociągu Baltic Pipe pozwalającego nam na dostawy gazu z Norwegii wciąż daleka, dlatego ciągle dziwi mnie tak mocna zapowiedź, że nie będziemy musieli przedłużać kontraktu jamalskiego, który kończy się w 2022 r. Oczywiście byłoby fantastycznie, gdyby jak najszybciej udało nam się zminimalizować uzależnienie od rosyjskiego Gazpromu, jednak dzisiejsze zapowiedzi przy tylu niewiadomych są moim zdaniem daleko idącą nieostrożnością. I to nie tylko z powodów gazowych.

Oczywiście surowcowo-technologiczną współpracę z Rosjanami zawsze traktowaliśmy jako zło konieczne, podobnie przecież jest w przypadku atomowych zapowiedzi, że jeżeli w ogóle doszłoby do budowy siłowni jądrowej w Polsce, to nie mógłby przecież robić tego Rosatom. Wiceminister energii Andrzej Piotrowski mówił niedawno, że pod względem technologicznym do rosyjskiego reaktora raczej przyczepić się nie można, ale pod względem politycznym…

Kij ma jednak dwa końce. Warto więc w tym miejscu zastanowić się, jak te zapowiedzi odbiją się na naszej innej surowcowej współpracy z Rosjanami, na którą bowiem trochę jesteśmy skazani. Chodzi mi mianowicie o import węgla kamiennego. Tak, tak. Polska, która jest największym w Unii Europejskiej i drugim co do wielkości w Europie producentem węgla kamiennego jest praktycznie od 2008 r. (z przerwą na jeden rok) importerem netto „czarnego złota”. To oznacza, że kupujemy go więcej za granicą, niż eksportujemy. A nam węgla po prostu brakuje. I nie tylko ilościowo, bo zmniejszyliśmy znacząco liczbę kopalń, a wiele z tych, które działają nie są zarządzane na tyle dobrze, by realizować plan produkcyjny (mam na myśli przede wszystkim kopalnie Polskiej Grupy Górniczej, która w największym stopniu odpowiada dziś za krajowe niedobory). Węgla brakuje nam też jakościowo jakkolwiek to brzmi. Mam tu na myśli węgiel niskosiarkowy, którego po prostu w naszych złożach mamy jak na lekarstwo. A taki surowiec o zawartości siarki poniżej 0,6 proc. jest potrzebny przede wszystkim ciepłownictwu.

O ile bowiem duże elektrownie czy elektrociepłownie mają wszelkie niezbędne filtry, także odsiarczania, pozwalające im na spełnianie unijnych norm emisji tych chemicznych związków, tak mniejsze kotłownie czy ciepłownie nie są w takie instalacje wyposażone, bo są dla nich po prostu za drogie. Dlatego w spełnianiu norm emisji pomaga odpowiednie paliwo. A skąd brać niskosiarkowe? Ano właśnie z Rosji. Albo z Kolumbii, ale wtedy jest jednak drożej. Rosja jest z kolei największym producentem węgla w Europie, a niskosiarkowego akurat jej nie brakuje.

I choć wcale nie mamy srogiej zimy, to w 2017 r. import węgla kamiennego do Polski znacząco wzrósł i dobrze przekroczył 10 mln ton. Także ten z Rosji mocno rośnie. Nie ma jeszcze pełnych danych za ubiegły rok, ale przypomnę choćby te po siedmiu miesiącach, gdy import wyniósł 5,8 mln ton, w tym z Rosji 3,8 mln ton (dla porównania w analogicznym okresie 2016 roku było to 4,5 mln ton, w tym 2,8 mln ton z Rosji).

Widząc nasze słabości wschodni sąsiedzi nie będą coś czuję długo robili za dobrego wujka i wcale się nie zdziwię, jak za surowce zaczną nam wystawiać wyższe rachunki. Za węgiel też. Przecież cena tony w portach ARA oscyluje wokół 96 dolarów za tonę podczas gdy w marcu ubiegłego roku było to ok. 72 dolary. Ale przecież jesteśmy w Polsce, więc „jakoś to będzie”.