font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna 16 sierpnia, 2019 godz. 13:00   

Baca-Pogorzelska: Brytyjska lekcja energetyki

Skitterphoto londyn

To nie było angielskie wyjście. To było potężne huknięcie drzwiami, które powinno dać do myślenia wszystkim. 1,5 godzinne ograniczenie dostaw prądu w Wielkiej Brytanii powinno być przeanalizowane przez wszystkie kraje UE, ale przez Polskę szczególnie – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej.

Blackout nam nie grozi – takie zapewnienia słyszymy od krajowego operatora, czyli PSE oraz od rządu. Ale czy na pewno? Tropikalne upały tego lata mamy już za sobą, ale to nie znaczy, że można odetchnąć z ulgą. Ministerstwo Energii zresztą przy każdej możliwej okazji podkreśla, że zużycie prądu rośnie i będzie rosnąć. Ale skądś go trzeba brać. Brytyjczycy postawili na mariaż gazu i odnawialnych źródeł energii, co jak pokazały wydarzenia ostatnich dni nie okazało się stuprocentowym pewniakiem. Przy czym warto jednak podkreślić, że nie doszło tam do blackoutu, czyli nagłego odcięcia dostaw prądu na danym terenie, a do ograniczenia dostaw, co przecież my w Polsce znamy z niedalekiej przeszłości, czyli roku 2015, gdy w sierpniu mieliśmy do czynienia z 21. stopniem zasilania. Przy czym warto przypomnieć, że energetyczne problemy kilka razy mieli już w tym roku Niemcy, którzy w swej transformacji energetycznej (Energiewende) tak bardzo poszli w OZE, w tym przede wszystkim energię słoneczną. Gdyby nie dobre interkonektory umożliwiające import, to nasi zachodni sąsiedzi mieliby ten sam problem, co niedawno Brytyjczycy. Zresztą nas przy czerwcowym rekordzie zapotrzebowania na moc też uratował import, w tym między nowe, otwarte z początkiem tego roku połączenie właśnie z Niemcami.

Jaka lekcja z tych wydarzeń płynie dla Polski? Taka, że czekanie z uchwaleniem PEP2040, czyli Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r. jest kompletnie nieuzasadnione. Pisałam niedawno w DGP, że przed wyborami dokumentu, do którego zgłoszono 1800 uwag nie zobaczymy. Czemu? Po pierwsze trzeba by uciąć gdybanie o atomie i podjąć decyzję kierunkową mówiąc jasno budujemy (albo nie), a tego nikt w kampanii nie zaryzykuje. Po drugie trzeba by określić przyszłość węgla brunatnego, w tym odkrywki Złoczew, której przecież PGE budować nie chce, ale jak wiemy to oczko w głowie Antoniego Macierewicza. Po trzecie 17 sierpnia 2021 r. wchodzą w życie konkluzje BAT do dyrektywy o emisjach przemysłowych. Energetyka od lat dostosowuje się do nich kosztem wielomiliardowych inwestycji. Albo rezygnacji z nich (Adamów, ZE PAK). Nowe prawo wyłączy w Polsce ok. 3 GW mocy. Jednak w 2025 r. będzie aktualizowane, co najprawdopodobniej będzie oznaczało jeszcze większe zaciskanie pasa. Wyłączenia mogą grozić nawet 5-7 GW mocy węglowych. A przecież nie wiadomo, czy osławione 1000 MW w Ostrołęce tak naprawdę w końcu powstanie.

Po czwarte w końcu należałoby wyjąć z szuflady specustawę dla wiatraków na morzu, a do tego chyba też mało kto się pali.

A zegar tyka…

Mielczarski: Blackout w Anglii. Energia bez gwarancji