Buras: Niemcy potrzebują wsparcia UE, by zatrzymać Nord Stream 2

15 września 2020, 12:00 Energetyka
20200903_161402-2
Rury Nord Stream 2 w Mukran. Fot. Agata Skrzypczyk

Na łamach OKO.press, szef warszawskiego biura think tanku European Council on Foreign Relations (ECFR) Piotr Buras pisze o perspektywach zatrzymania budowy Nord Stream 2 w związku z otruciem rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.

Czy można zatrzymać Nord Stream 2?

– Czy zablokowanie budowy Nord Stream 2 mogłoby być odpowiedzią na próbę zabójstwa Aleksieja Nawalnego? Dyskusja w tej sprawie rozgorzała po tym, jak znak zapytania przy gazociągu bałtyckim po raz pierwszy – ostrożnie – postawili przedstawiciele najwyższych władz Niemiec. Minister spraw zagranicznych Heiko Maas zadeklarował, że jeśli Rosja nie będzie współpracować przy wykryciu sprawców zbrodni, Niemcy mogą przemyśleć kwestię gazociągu. Także Angela Merkel, mimo wcześniejszej wypowiedzi, że sprawy Nawalnego nie należy łączyć z Nord Stream 2, publicznie przyznała, że jej opinia nie jest ostateczna. Nasilenie wezwań do zastopowania Nord Stream 2 w niemieckiej klasie politycznej i opinii publicznej jest bez precedensu, nawet jeśli masa krytyczna potrzebna do podjęcia koniecznych kroków nadal nie została osiągnięta (w SPD przeważają głosy sprzeciwu, CDU jest podzielona, rząd w pozycji wyczekującej) – pisze Piotr Buras.

– Nie ulega wątpliwości, że postawa Niemiec jest w tej sprawie kluczowa. Jeśli Berlin nie będzie chciał porzucić Nord Stream 2, Unia będzie musiała poszukać innej odpowiedzi na rosyjskie działania. Niemniej na obecnym etapie rozgrywka o gazociąg jest dużo bardziej skomplikowana i wykracza poza kontekst niemiecki. Zastopowanie Nord Stream 2 może być dla wielu (w tym Polski) celem samym w sobie, ale nie taki jest sens aktualnej debaty. Pytaniem nie jest, jak sprawę Nawalnego wykorzystać do udaremnienia gazociągu, lecz, czy i w jaki sposób restrykcje wobec Nord Stream 2 mogą być skutecznym środkiem oddziaływania na Rosję i ukarania jej za postępowanie sprzeczne z prawem międzynarodowym – uważa ekspert.

– Zacznijmy od tego, że szansa na to, by zablokowanie Nord Stream 2 mogło nastąpić w drodze jednostronnej niemieckiej decyzji jest minimalna. I to nawet przy założeniu, że szala w politycznej dyskusji przeważy na stronę zwolenników takiej decyzji. Przemawia przeciwko temu szereg argumentów natury zarówno prawnej, jak i politycznej. Powodem najbardziej oczywistym (choć jako taki nie wystarczającym) jest to, że rząd federalny nie jest dysponentem gazociągu bałtyckiego. W sensie formalno-prawnym jest to rzeczywiście, jak wbrew krytykom utrzymuje Berlin, projekt gospodarczy. Inaczej niż w Polsce czy w niektórych innych krajach, za bezpieczeństwo energetyczne nie odpowiada w Niemczech państwo, lecz prywatne koncerny energetyczne. Zaś rząd nie ma bezpośrednich możliwości oddziaływania na ich decyzje (inaczej niż w przypadku np. polskiego PGNiG, który jest de facto realizatorem polityki energetycznej rządu) – pisze.

– Wiele przemawia za tym, że nagromadzenie bezprawnych działań przez Federację Rosyjską byłoby wystarczającym powodem podjęcia takich kroków jako sygnał, że Unia Europejska nie godzi się na to, by Rosja deptała wartości, których UE zobowiązała się chronić. Pozostaje jednak faktem, że w dotychczasowej filozofii i praktyce unijnej polityki sankcji przeważa postrzeganie ich jako instrumentu stosowanego czasowo i służącego do osiągnięcia określonych celów. Sankcje unijne polegające w postaci zakazu importu gazu nową rurą bałtycką byłyby bezprecedensowe i stanowiły nową, po restrykcjach nałożonych na Rosję w 2014 roku, cezurę zarówno w polityce wobec wschodniego sąsiada, jak i w użyciu sankcyjnego instrumentarium przez Unię. Postawa Niemiec będzie w tej kwestii decydująca. Ale za presją na Berlin w tej sprawie pójść powinna konkretna propozycja określająca podstawy i cele podjęcia środków wymierzonych w Nord Stream 2. Z taką inicjatywą może wyjść Komisja Europejska, ale także grupa państw członkowskich. Polska nie ma dziś pozycji umożliwiającej skonstruowanie takiej koalicji, ale jej merytoryczny głos w dyskusji nie pozostałby niezauważony – twierdzi.

Opracował Michał Perzyński

Nord Stream 2 pokazał argumenty w sporze o dyrektywę gazową