Coraz częściej działalność szpiegowska nie wymaga już zawodowych agentów. Jak ostrzega Youssef Ait Daoud, wysoki rangą funkcjonariusz holenderskiego kontrwywiadu, obce służby — zwłaszcza powiązane z państwami takimi jak Rosja czy Iran — chętnie rekrutują zwykłych obywateli Europy do działań szpiegowskich i sabotażowych.
Zamiast żmudnie szkolonych oficerów, służby posługują się do niektórych działań osobami przypadkowymi — nieraz rekrutują je przez internet, kuszą pieniędzmi lub samą frajdą udziału w „tajnej misji”. Jak ujął to Ait Daoud w rozmowie z brukselskim portalem „Politico”, propozycja może być banalna: „chcesz podpalić coś za 5 tys. euro?”.
Długa ręka Kremla
Jednym z głośniejszych przypadków było zatrzymanie dwóch 17-latków podejrzanych o działanie na rzecz rosyjskich struktur. Mieli oni mapować ruch internetowy wokół kluczowych obiektów w Hadze przy użyciu tzw. „sniffera Wi-Fi”. Wśród potencjalnych celów znalazły się m.in. ambasada Kanady oraz siedziby Europolu i Eurojustu.
Tego typu sprawy pokazują, że osoby zaangażowane w takie działania to często nie doświadczeni przestępcy czy zawodowi agenci, lecz zwykli ludzie — którzy nie zawsze zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.
Co istotne, wcale nie jest tak, że wyłącznie ludzie młodzi dają się wykorzystać. Choć osoby w wieku 12–20 lat są nadreprezentowane w statystykach dotyczących przestępczości czy radykalizacji, badania wskazują, że w przypadku operacji powiązanych z rosyjską „wojną hybrydową” podejrzani często mają około 30 lat.
To zjawisko wpisuje się w szerszy kontekst nasilających się działań destabilizacyjnych przypisywanych Kremlowi — od sabotażu infrastruktury, przez cyberataki, po kampanie dezinformacyjne — mających osłabić państwa europejskie.
Służby często bezradne
Choć rosyjska aktywność wywiadowcza w Europie trwa od lat (np. w 2018 roku Holandia wydaliła rosyjskich agentów próbujących zhakować organizację ds. broni chemicznej), to po inwazji na Ukrainę jej skala i intensywność wyraźnie wzrosły.
W odpowiedzi Holandia zaostrzyła przepisy antyszpiegowskie. Obecnie przestępstwem jest już samo przekazywanie informacji lub przedmiotów obcemu państwu — nawet jeśli nie dotyczą one tajemnic państwowych. Ait Daoud jest szefem nowej jednostki policyjnej, która ma egzekwować te regulacje.
Nie jest to łatwe zadanie. Nowy model działania służb poważnie utrudnia wykrywanie powiązań z państwowym zleceniodawcą przestępstwa. W przeciwieństwie do terroryzmu — gdzie sprawcy często kierują się ideologią i działają w rozpoznawalnych środowiskach — operacje wywiadowcze są realizowane w „szarej strefie między wojną a pokojem”, głównie w internecie.
Komunikatory stały się jednym z głównych narzędzi rekrutacji. Nowe prawo rodzi też wyzwania dowodowe. Aby skazać podejrzanego, prokuratura musi udowodnić, że działał on świadomie na rzecz obcego państwa — co w praktyce bywa bardzo trudne.
Potwierdza to niedawna sprawa pracownika holenderskiej agencji antyterrorystycznej, który został skazany na 20 miesięcy więzienia za wynoszenie dokumentów państwowych. Prokuratura podejrzewała go o szpiegostwo na rzecz Maroka i domagała się znacznie surowszej kary, określając sprawę jako jeden z największych skandali bezpieczeństwa w ostatnich latach. Sąd nie podzielił jednak tej oceny w pełnym zakresie.
Agenci jednorazowego użytku
Europejskie służby coraz częściej ostrzegają swoich obywateli przed ryzykiem stania się tzw. „agentami jednorazowego użytku”. W Niemcy uruchomiono nawet kampanię medialną, która ma uświadamiać społeczeństwo, że udział w takich działaniach — nawet pozornie niewinny — może mieć poważne konsekwencje prawne.
Naiwni, którzy z chciwości czy pod wpływem światopoglądowego impulsu dają się wykorzystać do bezpośrednich działań na szkodę swojego państwa są od początku i z definicji traktowani przez obcy wywiad jako „aktywa do utylizacji”.
Choć najwięcej uwagi poświęca się działalności Rosji, europejskie służby regularnie ostrzegają również przed operacjami prowadzonymi przez Chiny czy Iran. W przypadku tzw. represji transnarodowych — czyli działań wymierzonych w diasporę i przeciwników politycznych za granicą — lista zaangażowanych państw jest jeszcze dłuższa.
Wniosek jest prosty, ale niepokojący: w realiach współczesnej „wojny hybrydowej” granica między cywilem a agentem coraz bardziej się zaciera — a potencjalnym narzędziem obcych służb może stać się ktoś, kogo w pierwszym odruchu byśmy nigdy nie podejrzewali.
Biznes Alert / AC/


