Czyżewski: Nikt nie chce wojny na Bliskim Wschodzie

10 stycznia 2020, 06:00 Bezpieczeństwo
Dron

Ubiegły rok kończyliśmy z wiarą, że napięcia geopolityczne zelżeją i w kolejny rok wejdziemy z perspektywą niesłabnącego tempa wzrostu gospodarki globalnej. Spodziewaliśmy się także dobrze zaopatrzonego rynku ropy i spadkowej tendencji jej cen. Nocą z 2 na 3 stycznia, w amerykańskim ataku rakietowym w Bagdadzie zginął dowódca irańskich sił specjalnych Al-Kuds, generał Kasem Sulejmani oraz lider irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhandis. Po zapowiedzi odwetu ze strony Iranu oraz po ostrej reakcji Stanów Zjednoczonych, wzrost napięcia między tymi krajami niewątpliwie sięga zenitu – pisze dr Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen.

Ceny ropy a konflikt na Bliskim Wschodzie

Co będzie dalej? W jakim kierunku pójdą ceny ropy? Z dzisiejszej perspektywy trudno to przewidzieć, z powodu niepewności dotyczącej kolejnych ruchów po obu stronach. Sytuację komplikuje to, że w konflikt został zaangażowany Irak, drugi największy producent ropy w OPEC. Parlament tego kraju przegłosował rezolucję, wzywająca siły amerykańskie do natychmiastowego opuszczenia jego terytorium. Z pewnością można stwierdzić, że czynniki geopolityczne będą przez pewien czas ciążyć na rynkach ropy, ponieważ konflikt stale się rozwija.

Gdy w regionie Zatoki Perskiej mamy do czynienia z napięciem geopolitycznym o niespotykanej od dawien dawna skali, na pierwszy plan wysuwają się scenariusze, akcentujące ryzyko zakłóceń w dostawach ropy oraz zmniejszenia wydobycia. W scenariuszach tych cena ropy rośnie, w zależności od założonej skali ubytków podaży. W prezentowaniu takich scenariuszy specjalizują się nerwowe rynki finansowe. Tym razem wstrząs geopolityczny dotknął jednak dobrze zaopatrzonego rynku ropy. Przyczyniły się do tego niewątpliwie odporna produkcja ropy łupkowej w USA, nowe źródła podaży w Brazylii i Norwegii, a także mniejsza zgodność ze strony OPEC w wywiązywaniu się ze zobowiązań redukcji wydobycia. To powinno było zapewnić, że po spadku w 2019 r o 0,5 mbd, w 2020 r. podaż ropy wzrośnie (o około 2,0 mbd). W zderzeniu z jedynie umiarkowanym wzrostem popytu w 2020 r., (o 1,2 mbd, wg szacunków z końca grudnia), oczekiwano spadku ceny ropy (z 64 $ za baryłkę w 2019 r. do 58 $ za baryłkę w 2020 r.). Na rynku ropy nie brakuje rezerw do szybkiego uruchomienia. Zapasy są duże, dostępne są zarówno wolne moce produkcyjne, jak i strategiczne zapasy,dlatego bezpośredni wzrost cen po ataku był relatywnie niewielki. Od 2 stycznia br. ropa zdrożała o około 4-5 dolarów na baryłce, a po każdym skokowym wzroście notowań następowały spadki. W chwili przygotowywania tego wpisu, 8 stycznia w południe, ropa Brent kosztowała mniej niż 69 $ za baryłkę. Sądząc po zmianach cen jak dotąd, na rynku ropy nie widać dużego napięcia.

6 stycznia na stronach think-tanku Continuum Ecomomics (CE) pojawił się odważny scenariusz, napisany przez dyrektora zarządzającego i szefa strategii CE, Mike’a Gallaghera Zainteresowało mnie to, że w tej napiętej sytuacji, której towarzyszy wysoka niepewność, autor stawia odważną tezę i w przekonujący sposób ją uzasadnia.„Chociaż istnieją obawy, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie wymkną się spod kontroli, bardziej prawdopodobne jest, że reakcja Iranu na zabójstwo najwyższego generała Kasem Sulejmaniego będzie umiarkowana i zaprojektowana w taki sposób, aby uniknąć poważnej eskalacji. Po okresie przejściowym napięcia geopolityczne prawdopodobnie spadną, a w ślad za nimi spadną też ceny ropy. Podtrzymujemy pogląd, że WTI zakończy rok 2020 na poziomie 55 USD, ponieważ nowe dostawy z Brazylii i Norwegii dołożą się do dalszego wzrostu wydobycia ropy łupkowej w USA.”

Autor zwraca co prawda uwagę na wysoki poziom niepewności, jak zareaguje Iran oraz, dla porządku, szkicuje najgorszy z możliwych scenariuszy(Iran przeprowadza, z wysokiego szczebla, silne uderzenie w amerykańskie aktywa na Bliskim Wschodzie (wojskowe lub cywilne) i to wywołuje nieproporcjonalną reakcję prezydenta Trumpa) ale nie poświęca mu uwagi. Jego zdaniem bardziej prawdopodobna jest wyważona reakcja Iranu, z powodu trzech czynników.

Nieprzewidywalny Donald Trump

Po niewielkiej reakcji na wspierany przez Iran atak na saudyjskie obiekty naftowe we wrześniu 2019 r. nastąpił agresywny ruch przeciwko głównemu dowódcy sił zagranicznych Iranu. Może cierpliwość USA została wyczerpana albo jest to klasyczna inżynieria Trumpa, mająca na celu rozproszenie uwagi przed rozpoczęciem procesu impeachmentu w Senacie (w podobnej sytuacji Clinton zaatakował Irak w 1998 r.). W każdym razie przywódcom irańskim, którzy wydają się preferować wyważony odwet nad odwet agresywny, trudno odgadnąć jaką decyzję podejmie amerykański prezydent. Trump nie chce wojny, ale bez problemu taktycznie przeciwstawia się Iranowi. Kluczową kwestią jest również wyższa pozycja wojskowa USA, ponieważ agresywna reakcja Iranu może doprowadzić do zaatakowania celów wojskowych w Iranie.

Długookresowa gra i gospodarka Iranu

Irańskie przywództwo, próbując utrzymać reżim, zazwyczaj grało długookresowo. Wojny rozpoczęte przez USA w Afganistanie i w Iraku po atakach z 11 września 2001 skłoniły Iran do deeskalacji i zawieszenia programu nuklearnego. Ponadto gospodarka Iranu cierpi z powodu odnowionych sankcji USA, a MFW szacuje, że w 2019 r. skurczyła się o 9,5%, częściowo w związku z powszechnymi protestami w Iranie w listopadzie. Iran nie chce wojny z USA.

Niechęć Rosji i Turcji

Podczas gdy Rosja i Turcja od czasu do czasu chętnie współpracują z Iranem, oba kraje są bardziej zainteresowane rozszerzeniem swoich wpływów na Bliskim Wschodzie niż wciąganiem się w konflikt USA / Iran. Rosja i Turcja prawdopodobnie wykorzystają każdą słabość Iranu w Syrii i potencjalnie w Iraku.

Gallagher uważa, że wyważona reakcja Iranu będzie prawdopodobnie miała cztery elementy.

  1. Najpierw atak przy pomocy sprzymierzeńców. Może to obejmować jakąś formę incydentu w Syrii, Jemenie, Iraku lub przeciwko obiektom saudyjskim, ale raczej nie na skalę ataku na saudyjskie obiekty naftowe we wrześniu 2019 r.
  2. Po drugie, atak na tankowce w Cieśninie Ormuz. Iran może również nękać lub atakować żeglugę przybywającą z Arabii Saudyjskiej, aby tymczasowo podnieść ceny ropy, a także by z powodu ryzyka wyższych kosztów paliwa wywierać presję na zachodnich politykach. Te działania powstrzymają się przed blokadą i prawdopodobnie będą przebiegać analogicznie jak w 2019 r.
  3. Po trzecie, zagrożenie przyspieszonym wzbogacaniem uranu. Iran już zasygnalizował w weekend, że zawiesi wszelkie ograniczenia dotyczące wzbogacania uranu i usunie wszelkie ograniczenia dotyczące liczby działających wirówek, co zwiększy obawy o możliwości broni nuklearnej w przyszłości. Iran nie zakończył jednak całkowicie umowy z 2015 r. i będzie współpracował z międzynarodową agencją energii atomowej ONZ. Sugeruje to, że obecne działania Iranu mogą być jedynie tymczasowe.
  4. Wreszcie cyberataki. Iran ma możliwości atakowania interesów handlowych USA za pośrednictwem cyberataków, ale należy to wyważyć, ponieważ możliwości USA są większe.

Autorzy scenariusza przekonują, że jeśli irański odwet będzie wyważony, prawdopodobnie spotka się jedynie z niewielką reakcją ze strony USA. Motywy działania prezydenta USA są mieszane i potencjalnie przejściowe. Ponadto USA chciałyby również utrzymać wojska w Iraku, aby uniknąć tam nowej wojny domowej i nie pozwolić Iranowi lub ISIS na wykorzystanie próżni.

Nad ranem 8 stycznia Iran zaatakował 17 rakietami amerykańskie bazy wojskowe w Iraku, z których 15 dotarło do celu. Operacja została nazwana „męczennik Sulejmani” i jak podają irańskie źródła, w ataku zginęło 80 osób. Korpus strażników Rewolucji Islamskiej zagroził, że zaatakuje Dubaj i Hajfę, jeśli Amerykanie odpowiedzą na atak. Sytuacją jest zaniepokojony Izrael. Premier Benjamin Netanjahu ostrzegł, że Izrael odpowie militarnie każdemu, kto go zaatakuje. Znamienne jest to, że zdaniem strony amerykańskiej, tylko dwie rakiety osiągnęły cel ale nie spowodowały strat. Wygląda na to, że scenariusz Mike’a Gallaghera właśnie się materializuje.