Fedorska: Być może Szwajcarzy nie rezygnują z atomu

8 lipca 2021, 07:25 Atom
flaga szwajcaria
Flaga Szwajcarii / Źródło: pixabay.com

Nie tylko w Niemczech, ale także w Szwajcarii wydarzenia w Fukushimie w 2011 roku miały być finalnym impulsem do rezygnacji z energetyki jądrowej. W referendum w 2017 roku Szwajcarzy zagłosowali w 58,2 procentach za odejściem od atomu i silniejszym promowaniem energii ze źródeł odnawialnych – pisze Aleksandra Fedorska, współpracownik BiznesAlert.pl.

Od tego czasu w szwajcarskiej energetyce wiele się zdarzyło. Obecnie nadal działają w tym kraju trzy elektrownie jądrowe: Bez­nau, Göspen i Leibstadt. Elektrownia jądrowa w Mühlebergu została zgodnie z powyższymi decyzjami zamknięta w 2019 roku. Partia Zielonych chciała przyspieszyć ostateczne odejście od atomu na 2029 rok, ale ta inicjatywa nie odniosła sukcesu.

Tymczasem w przeciwieństwie do prognoz ekspertów i życzeń wielu polityków zużycie energii elektrycznej w Szwajcarii nie maleje. Nawet w naznaczonym epidemią 2020 roku kraj zużył 55,71 TWh mocy. Sytuacja wydaje się pogarszać z roku na rok. Im bardziej Szwajcaria odchodzi od stabilnych źródeł energii, takich jak atom, tym większe są trudności w zaopatrzeniu kraju w prąd w miesiącach zimowych. Zmniejsza się wtedy produkcja energii słonecznej, która jest głównym substytutem powoli redukowanej energetyki jądrowej, a Szwajcaria musi pokrywać do 40 procent swojego zużycia prądu importem. W okresie letnim na razie nie ma deficytu, lecz nawet nadwyżka, która umożliwia pewien niewielki eksport prądu. Jeszcze w 2019 roku ważniejszym partnerem w handlu prądem był północny sąsiad, czyli Niemcy, ale to już historia. W 2020 roku prym w sprzedaży mocy do Szwajcarii wiodły Francja i Włochy.

Szwajcarski miks energetyczny w swojej obecnej formie jest wręcz idealny, jeśli chodzi o ochronę klimatu, gdyż jest praktycznie bezemisyjny. Wkład wody w produkcję mocy to ponad 55 procent, a atomu – 35 procent. Udział OZE wyniósł pięć procent w zeszłym roku. To, co jest korzystne dla klimatu, budzi krytykę i niepokój u sąsiadujących z Szwajcarią Niemców. Obawiają się oni, że szwajcarskie elektrownie jądrowe, które w niektórych przypadkach (Beznau) przekroczyły już 50 lat funkcjonowania, nie spełniają już wymogów bezpieczeństwa.

W grudniu 2019 roku tak pisała o tym niemiecka gazeta Handelsblatt. – Przykładowo, w 2015 roku w ramach przeglądu wykryto szereg słabych punktów w zbiorniku ciśnieniowym reaktora jednej ze szwajcarskich elektrowni. Reaktor został odłączony od sieci, ale w 2018 roku decyzją szwajcarskich władz mógł wznowić pracę – czytamy.

Północnych sąsiadów niepokoją także powracające od paru lat starania branży atomowej o przedłużenie okresu eksploatacji elektrowni jądrowych do 60 lat. Gdyby tak się stało, najnowszy reaktor w Szwajcarii Leibstadt (1984) mógłby działać do 2044 roku, a nie, jak planowano, do 2034 roku.

Idealny klimatycznie miks energetyczny w Szwajcarii jest już przeszłością, gdyż kraj ten jest zmuszony do bardzo szybkiej budowy dużej liczby elektrowni gazowych, aby zbalansować niestabilne OZE i poprawić bilans energetyczny w zimie.
Całokształt sytuacji energetycznej Szwajcarii należy analizować, uwzględniając położenie tego mało kraju. Szwajcaria jest otoczona krajami Unii Europejskiej, które mają między sobą ściśle uregulowane relacje energetyczne. Energia elektryczna jest traktowana każdy inny produkt lub usługa, które są sprzedawane i kupowane. Negocjowana przez siedem ostatnich lat umowa ramowa między Szwajcarią a Unią miała więc duże znaczenie także dla handlu mocą. Niedawno ogłoszono jednak, że negocjacje się nie powiodły i strony nie podpiszą tej umowy.

Szwajcarska energetyka nie będzie więc mogła się opierać jedynie na imporcie mocy z krajów Unii i musi znaleźć własne wyjście z tej sytuacji. Równocześnie jednak, z związku z fiaskiem umowy ramowej, Szwajcaria będzie w przyszłości mniej skrępowana europejskimi regulacjami rynkowymi, w tym także tymi dotyczącymi energetyki. Jedna z najbardziej renomowanych szwajcarskich gazet Neue Züricher Zeitung (NZZ) napisała, że brak umowy z EU może wręcz być dla Szwajcarii korzystny. Chodzi o to, że kraje unijne nakładają na swoją energetykę konwencjonalną coraz to wyższe opłaty, co przekłada się na rosnące koszty produkcji. Jednocześnie wiele z nich redukuje energetykę jądrową. Wspierają za to produkcję prądu z OZE, która jest jednak niestabilna. Pozostając dłużej przy swoim tanim atomie, Szwajcaria miałaby szansę zostać eksporterem prądu do Unii, bo jej energia elektryczna pochodząca z elektrowni atomowych będzie konkurencyjna cenowo.

Koreańczycy przygotowują się do udziału w polskim programie energetyki jądrowej