Flisowska: Wystąpienia premiera Morawieckiego na COP26 równie dobrze mogłoby nie być (ROZMOWA)

8 listopada 2021, 07:25 Opinie
Fot. COP26. Grafika: Gabriela Cydejko.
Fot. COP26. Grafika: Gabriela Cydejko.

Wystąpienia premiera Morawieckiego na COP26 równie dobrze mogłoby nie być, ponieważ było ono zupełnie puste. To ironiczne, że na szczycie klimatycznym chwali się on unijnymi celami, odwołuje się do Fit For 55, podczas gdy decyzje te wcześniej próbował torpedować, i ostatnio zdaje się on podważać politykę klimatyczną UE – mówi szefowa działu Klimat i Energia w Greenpeace Polska w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Czy uważa Pani, że pesymistyczne nastroje wokół COP26 są uzasadnione?

Joanna Flisowska: Są uzasadnione, ponieważ wielu przywódców państw nie stanęło na wysokości zadania. Według analiz te zobowiązania redukcji emisji, które zostały przedłożone jeszcze przed szczytem doprowadzą nas do wzrostu globalnej średniej temperatury o 2,7 stopnia Celsjusza do końca tego stulecia, to zdecydowanie zbyt dużo i to powód do alarmu. Ale szczyt dopiero się zaczął, więc jest wciąż za wcześnie, by osądzać, czy okaże się on sukcesem – o tym będziemy mogli mówić dopiero po jego zakończeniu. 

W związku z COP26 dużo krytyki spadło na Rosję i Chiny – jaka będzie ich rola w globalnej polityce klimatycznej?

Chiny są bardzo istotnym graczem w globalnej polityce klimatycznej – jest to największy emitent na świecie, i zmiany również w tym kraju będą absolutnie kluczowe dla przyszłości świata. Jest zobowiązanie do osiągnięcia neutralności klimatycznej, oraz przygotowania konkretnego planu przez ten kraj, by szczyt emisji nastąpił jak szybciej. Trzeba kontynuować dalsze naciski i oczekiwać wywiązania się z obietnic przez Pekin. Polityka klimatyczna i to, co mówią przywódcy państw nie powinny się ograniczać do wielkich deklaracji, a potem do przejścia do „business as usual”. Działania na rzecz klimatu powinny być egzekwowane przez poszczególne państwa. Na Chinach powinna ciążyć międzynarodowa presja, by kraj ten wywiązywał się ze swoich zobowiązań, i podejmowane były kolejne kroki, by szybciej ograniczać emisje.

Jak w tych negocjacjach wypada Unia Europejska jako całość? Czy stanowi dobry wzór dla innych, czy sama powinna robić więcej?

Jeżeli spojrzymy obiektywnie na liczby i odpowiedzialność historyczną Unii Europejskiej, oraz to, z jakiego punktu startuje w porównaniu z innymi państwami świata, szczególnie z rozwijającymi się czy nierozwiniętymi, to Europa zdecydowanie mogłaby i powinna robić więcej, a jej cele powinny być wyższe. Z drugiej strony Unia Europejska przybywa na szczyt klimatyczny w Glasgow z celem osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku i ograniczeniem emisji CO2 o co najmniej  55 procent do 2030 roku. Dzięki temu wciąż jest istotnym aktorem, który na własnym przykładzie może przekonywać innych do zwiększania celów klimatycznych. To, że udało się przyjąć cel redukcji emisji CO2 o 55 procent do 2030 roku w tej chwili ratuje wizerunek Unii Europejskiej. Bez tego przybylibyśmy na ten szczyt z pustymi rękoma.

Jak ocenia Pani wystąpienie premiera Morawieckiego na COP26?

Dla mnie tego wystąpienia równie dobrze mogłoby w ogóle nie być, ponieważ było ono zupełnie puste. Zabrakło jakichkolwiek konkretnych deklaracji ze strony Polski, z drugiej strony to ironiczne, że na COP26 premier Morawiecki chwali się unijnymi celami klimatycznymi, odwołuje się do Fit For 55, podczas gdy decyzje te wcześniej próbował torpedować i ostatnio zdaje się podważać politykę klimatyczną UE. Ponadto mówił on o rozwoju odnawialnych źródeł energii, podczas gdy w Polsce od sześciu lat stoi energetyka wiatrowa na lądzie, a w Sejmie przyjęta została ustawa, która może spowolnić dalszy rozwój energetyki słonecznej. Słowa premiera na szczycie są bez jakiegokolwiek pokrycia, nie wspominając o tym, że nie przedstawił on żadnych konkretnych celów dla Polski związane z ochroną klimatu, poza celami unijnymi, które sam wcześniej próbował torpedować. Premier mówił też w rozmowie z dziennikarzami o „szczególnej pozycji Polski”, która jest w „trudniejszej sytuacji”, porównując ją do Francji czy Szwecji. Powinien on pamiętać, że pojawił się na globalnym szczycie, gdzie Polskę należy porównywać z krajami rozwijającymi się, od których mamy znacznie lepszą pozycję i znacznie więcej możliwości działania. Premier Morawiecki skarżył się na „ciężką” sytuację Polski, a chwilę przed nim przemawiał przywódca Fidżi, kraju, który w ciągu dekady może znaleźć się pod wodą, jeśli nie ograniczymy znacząco naszych emisji i przebijemy granicę 1,5 stopnia Celsjusza. Myślę, że postawa kraju rozwiniętego jak Polska, próbującego robić z siebie ofiarę polityki klimatycznej na światowym szczycie, jest po prostu nie na miejscu.

Jakie porozumienie musiałoby zostać osiągnięte, by udało się ograniczyć wzrost temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza?

Potrzeba dalszych deklaracji ze strony państw, dalszych decyzji o konkretnych mechanizmach, które pozwolą osiągnąć cele redukcji emisji, potrzeba pieniędzy, które pomogą uboższym państwom dokonać transformacji, jednocześnie wspierając te kraje w mierzeniu się z drastycznymi skutkami zmian klimatu już teraz. Ten szczyt to nie może być koniec. Powinien to być początek dekady działania i walki świata z kryzysem klimatycznym.

Rozmawiał Michał Perzyński

Zielińska: Polska mogłaby być liderem polityki klimatycznej w regionie (ROZMOWA)