Francja i Niemcy: zwrot do węgla

28 października 2016, 06:00 Alert
Kopalnia pge
fot. PGE

Francja i Niemcy uciekają się do energetyki węglowej jako najbardziej stabilnej i niezastąpionej, w czasie gdy są zmuszeni odstawić część reaktorów jądrowych we Francji i gdy w Niemczech warunki atmosferyczne uniemożliwiają wytwarzanie energii z wiatru i słońca. Zwiększenie zapotrzebowanie na energię elektryczną wręcz wymusi w tych krajach zwrot do węgla.  

Wiele bloków jądrowych we Francji jest obecnie nieczynnych z powodu koniecznych kontroli. Wytwarzanie energii jądrowej jest w tym kraju najniższe od 1998 r. W rezultacie ponad dwukrotnie wzrosła produkcja energii elektrycznej z węgla i gazu, a jej ceny miesięczne osiągnęły poziom niemal taki, jak w 2009 roku.

We Francji prawie 80 proc. energii elektrycznej jest wytwarzane przez elektrownie jądrowe (dane z 2015 r.), elektrownie wodne generują ok. 10 proc. energii. Paliwa kopalne – tylko  7,5 proc. Pozostałe 2,5 proc. to energia z różnych OZE (geotermia, biomasa itp). Jednak w 2016 r. we Francji prowadzone są kontrole stanu bezpieczeństwa wielu bloków jądrowych, a przeprowadzenie ichtrwa dłużej niż przewidywano. W związku z tym na początku br. rozpoczął się spadek produkcji w sektorze elektrowni jądrowych. We wrześniu br. elektrownie te dostarczyły najmniej energii od sierpnia 1998 r. Sytuację na francuskim rynku energii pogorszył fakt najniższego od 10 lat poziomu wód. Poziom ten w październiku br. jest niższy o 25 proc. w porównaniu do ub. r. W efekcie od kwietnia rezerwowe bloki gazowe i węglowe dostarczały coraz więcej energii elektrycznej, we wrześniu wytwarzały 4,132 GWh czyli 11 proc. całej produkcji we Francji.

Niemcy realizując transformację energetyczną zastępują w coraz większym stopniu elektrownie jądrowe energetyką odnawialną. Towarzyszy temu jednak wzrost zużycia węgla dla utrzymania rezerwy mocy. Wskutek tego ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w Niemczech są trzykrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. Do tego rynek energii w Niemczech – w  przeciwieństwie do Francji – jest o wiele bardziej uzależniony od kopalnych źródeł energii. Niemcy rezygnują z elektrowni jądrowych po katastrofie w Fukushimie, ale za to utrzymują wysokie uzależnienie od węgla i gazu w produkcji energii. Wg danych za ostatni rok,  ponad 50 proc. energii w Niemczech wytwarzane jest z paliw kopalnych, głównie z węgla brunatnego. Do 2022 r. mają zostać zamknięte wszystkie bloki jądrowe, a OZE zapewnią 40 do 45 proc. dostaw energii do roku 2025. W roku 2050 ten udział wzrośnie do 80 proc. Jednak wciąż brakuje konkretnych rozwiązań dających stabilizację dostaw energii z elektrowni wiatrowych i słonecznych. Obecne możliwości magazynowania energii elektrycznej rozwiązują problem tylko częściowo. Dlatego Niemcy dyskretnie nadal inwestują w bloki węglowe. W ciągu ostatnich 5 lat uruchomili ponad 10 GW w nowych elektrowniach węglowych.

Niemcy w 2015 r. wytwarzali ponad 20 GW z węgla brunatnego, czyli około 25 proc. dostarczanej w kraju energii elektrycznej. Węgiel brunatny jest paliwem z najwyższą emisją CO2 podczas spalania – o jedną trzecią wyższą, niż węgiel kamienny i trzy razy wyższą, niż gaz ziemny. Ale jest to najtańszy i najbardziej dostępny surowiec energetyczny w Europie, zwłaszcza gdy elektrownia jest zlokalizowana obok kopalni. Niemieckie elektrownie na węgiel kamienny, dostarczają ok. 18 proc. energii elektrycznej. Łącznie z elektrowni węglowych pochodzi ponad 43 proc. energii w Niemczech. W ub. roku był to więc spadek zaledwie o 0,5 proc. w stosunku do 2014 r. Pojawiający się nadmiar energii z tego źródła (przy szczytowej generacji na farmach wiatrowych i elektrowniach solarnych) był eksportowany głównie do Austrii, Holandii, Francji i Szwajcarii. Jednocześnie niemiecki przemysł nie pozwala zmniejszyć wolumenu energii wytwarzanej przez bloki węglowe, gdyż te dostawy są stabilne i w przeciwieństwie do OZE nie powodują strat. Jest bardzo prawdopodobne, że Niemcy, pomimo dynamicznego rozwoju energetyki słonecznej i wiatrowej, nie osiągną do 2020 r. założonego celu redukcji o 40 proc. emisji gazów cieplarnianych (w relacji do stanu w 1990 r.).  Co więcej, w rzeczywistości emisja dwutlenku węgla w Niemczech wzrosła w ubiegłym roku o 0,8 proc. rok do roku.

IER/Teresa Wójcik