Jakóbik: Gazprom składa kolejną ofiarę na ołtarzu polityki Kremla

22 stycznia 2015, 09:13 Energetyka
Private Meeting with Vladimir Putin
Prezydent FR Władimir Putin.

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

W obliczu sankcji Zachodu rosyjski Gazprom musi zaciskać pasa. Aby dalej móc realizować politykę energetyczną Kremla, ze swoich kosztownych projektów wybiera te priorytetowe. Wśród nich znalazł się Turkish Stream – nowa wersja Gazociągu Południowego, którą ma popłynąć gaz dla Europy Południowej.

Jak informował BiznesAlert.pl 12 stycznia 2015 roku, wydobycie na największym złożu gazu ziemnego na Półwyspie Jamalskim o nazwie Bowanenkowo zbliża się do zaplanowanego przez Gazprom poziomu 115 mld m3 rocznie.

Jego zasoby są szacowane na 4,9 bln m3. Do współpracy przy rozwoju prac firma chce zaprosić chińskie CNPC, które ma współpracować z nią przy budowie Gazociągu Ałtaj, mającego dostarczać surowiec ze złóż jamalskich do Państwa Środka. Bonowanenkowo będzie kluczowym źródłem surowca dla inwestycji.

Rozwój eksploatacji na tym polu miał znaczenie propagandowe, czego dowodzi fakt, że sam prezydent Władimir Putin zdalnie wydał rozkaz symbolicznego uruchomienia kolejnej fazy prac, co skrupulatnie dokumentowała rosyjska telewizja.

Wpuszczenie Chińczyków do złóż będzie formą zadośćuczynienia za oczekiwane ale nadal nieudzielone kredyty i pomoc techniczną CNPC przy realizacji kosztownej inwestycji, która stoi pod znakiem zapytania ze względów ekonomicznych, szczególnie w obliczu sankcji zachodnich przeciwko Rosji.

W tekście pt. „Gazprom zabija jeden projekt chiński drugim” opisuję, w jaki sposób wybór Gazociągu Ałtaj jako priorytetowej inwestycji na rzecz dostarczenia gazu Chińczykom, podkopuje starania o realizację drugiej rury Siła Syberii. Rosjanie są odcięci od zachodnich rynków kapitałowych więc wybierają ważniejszy projekt. W przeciwieństwie do tej drugiej rury, Ałtaj pozwoli dostarczać gaz ze złóż jamalskich i da Gazpromowi dywersyfikację w stosunku do klientów europejskich, którzy dostają surowiec z tych samych zasobów. Dla realizacji tego celu Rosjanie są gotowi ponieść poważne ofiary, z upokarzającymi umizgami do Pekinu w celu pozyskania środków finansowych.

Jednak utrzymujące się sankcje Zachodu przyniosły kolejny problem. Europa nie chce zgodzić się na South Stream, ponieważ jest niezgodny z zasadami antymonopolowymi. Pozostałe powody blokowania inwestycji są wobec tej pierwszej drugorzędne: wątpliwości co do przetargów, brak wartości dywersyfikacyjnej, zagrożenie dla roli Ukrainy jako kraju tranzytowego. Dlatego Gazprom musi pokazać, że nie stracił inicjatywy. Forsuje nadal gazociąg Turkish Stream, który być może jest blefem, ale aby spełnił swe zadanie, musi być wiarygodnym projektem, jak do niedawna South Stream. Blef Gazociągu Południowego czasowo zablokował Nabucco i już tylko przez to był opłacalną inwestycją z punktu widzenia interesów Moskwy. Dlatego chce inwestować w Turkish Stream. Co jednak zrobić, kiedy brakuje pieniędzy?

Tutaj także rosyjski gigant naftowy musi wybierać. Zrewidował już plany wydobywcze i na razie nie będzie inwestował w trzecią fazę wydobycia na wspomnianym wyżej polu Bonowanenkowo oraz Taz. W ten sposób zaszkodzi długofalowym planom wydobycia na rzecz eksportu do Chin, ale zaoszczędzone środki mają zostać przekierowane na inwestycje związane z budową Turkish Stream czyli realizację celu taktycznego. Gazprom nie uprzedził europejskich partnerów z konsorcjum South Stream o zawieszeniu projektu, więc nie może liczyć na ich ochoczą współpracę przy nowej rurze. Dlatego musi uwiarygodnić inwestycję samodzielnie.

Będzie to ważne w kontekście dyskusji państw unijnych o ostatecznym kształcie Unii Energetycznej oraz rozwoju infrastruktury na południu po oficjalnym zatrzymaniu projektu South Stream przez Rosjan. Spotkanie poświęcone tym tematom ma odbyć się w Sofii. Bułgaria była kluczowym krajem dla Gazociągu Południowego, a teraz chce pozostać ważnym punktem na gazowej mapie Europy i tworzyć u siebie węzeł gazowy.

Gdyby Rosjanie pozostawili próżnię po South Stream, rozmowy w Sofii mogłyby potoczyć się w niekorzystnym dla nich kierunku. Dlatego za wszelką cenę forsują Turkish Stream, który nie pozwoli Europejczykom na dyskusję z pominięciem czynnika rosyjskiego. Przez to argumenty rosyjskie, na które podatne są niektóre stolice Unii Europejskiej, będą słyszalne w dyskusji o Południowym Korytarzu Gazowym, czyli projekcie dostarczenia alternatywnych dostaw gazu dla Europy ze złóż kaspijskich i śródziemnomorskich.

Rosjanie muszą także uwiarygodnić się w oczach Turków, którzy nie są hurraoptymistyczni wobec Turkish Stream, a ich odpowiednik Gazpromu – BOTAS, zgodził się dotąd tylko na wspólne studium opłacalności przedsięwzięcia. Dla Ankary priorytetem pozostaje Gazociąg Transanatolijski (TANAP) wchodzący w skład Korytarza Południowego. Turcy bronią Ukrainy jako kluczowego kraju tranzytowego dla dostaw gazu z Rosji, pomimo istnienia gazociągu Blue Stream o przebiegu zbliżonym do planowanego Turkish Stream.

Aby pozostać w grze i wywrzeć nacisk na Europejczyków, Gazprom będzie skłonny złożyć na ołtarzu polityki energetycznej Kremla jeszcze niejedną ofiarę. Problem polega na tym, że długofalowo nie powstrzyma zmian na rozwijającym się coraz szybciej europejskim rynku gazu.