Jakóbik: Kosztowny blef Rosji przynosi pierwsze zyski

21 lipca 2015, 08:28 Energetyka
Grecja gaz Turkish Stream TAP
Tranzyt gazu przez Grecję - projekty. Grafika: Breugel.

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Blef Turkish Stream przydał się Rosji do jednego celu. Podważył rentowność projektu dostarczenia alternatywnych dostaw gazu dla Europy – Gazociągu Transadriatyckiego.

Norweski Statoil zbędzie 20 procent akcji w Gazociągu Transadriatyckim (TAP) na rzecz nowego udziałowca – informuje azerski SOCAR. Przedstawiciele firmy przekonują, że transakcją interesuje się kilka firm.

TAP to projekt dostarczenia gazu ziemnego z granicy turecko-greckiej do Włoch. Ma odbierać gaz azerski ze złóż Szach Deniz II przez Gazociąg Transanatolijski (TANAP) mający powstać w Turcji. To projekty Korytarza Południowego wspierane przez Komisję Europejską.

Statoil pozbył się już udziałów w złożach Szach Deniz i Gazociągu Południowokaukaskim (SCP) mającym dostarczać gaz z Azerbejdżanu do TANAP.

Akcje Statoila w TAP zainteresowały włoski Snam. Włochy mają odbierać 8 z 10 mld m3 gazu rocznie dostarczanych przez gazociąg.

Nie wiadomo kiedy i jaką część akcji kupią Włosi i czy znajdą się kolejni zainteresowani. Zmiany oznaczają jednak opóźnienie realizacji projektu, który już w 2020 roku miał zapewnić pierwsze dostawy azerskiego gazu na europejski rynek.

Najważniejszym czynnikiem podważającym rentowność TAP była rosyjska propozycja przeniesienia tranzytu gazu do Europy z Ukrainy na Bałkany w ramach projektu Turkish Stream. Pomimo faktu, że jest on zagrożony przez zastrzeżenia Turcji, skupia zaangażowanie państw, które normalnie wspierałyby TAP.

Nowy minister odbudowy produkcji, środowiska i energetyki Panos Skourletis poinformował w poniedziałek, że jego kraj nie rezygnuje z planów budowy Gazociągu Południowoeuropejskiego, który miałby dostarczać rosyjski gaz z granicy tureckiej na rynek europejski, pomimo problemów projektu Turkish Stream, który miałby zapewnić surowiec.

Gazociąg ma być współfinansowany przez Grecję oraz rosyjski bank VEB Capital w ramach specjalnej spółki. Budowa miałaby ruszyć w 2016 roku i zakończyć się trzy lata później.

Komisja Europejska nieustannie popiera utrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę. Turkish Stream i jego grecka odnoga miałyby służyć do przekierowania go na południe Europy. Po zaprezentowaniu przez Rosjan pomysłu dostarczenia gazu do Europy przez terytorium Turcji, Grecy zaczęli wysuwać kolejne żądania odnośnie TAP. Chcieli od azerskiego SOCAR-u wyższych opłat tranzytowych, na co ci nie zgodzili się, co spowodowało impas w rozmowach. To wystarczyło do zakwestionowania szans Gazociągu Transadriatyckiego do stopnia, który skłonił Norwegów do wycofania się z całego łańcucha dostaw gazu kaspijskiego.

Teraz blef można wycofać, szczególnie, że Turcy wyraźnie sygnalizują, że w obecnym kształcie Turkish Stream nie uzyska ich poparcia. – Rosja postrzega nas tylko jako potencjalny kraj tranzytowy – przyznał minister energetyki Turcji Taner Yildiz, którego rząd kończy urzędowanie. Stanowczo odmawia poparcia dla gazociągu Turkish Stream jeżeli miałby on zaszkodzić interesom tureckim.

– Turcja nie jest zainteresowana tranzytem rosyjskiego gazu. Dla nas to nie ma sensu. Jesteśmy zainteresowani stworzeniem wspólnego łańcucha dostaw – powiedział. – Chociaż mieliśmy zgodę co do zasady, to Rosjanie wycofali się z takiej oferty – dodał minister.

Yildiz podkreślił, że projekt Turkish Stream musi realizować interesy Rosji ale i Turcji. – Nie zgodzimy się na koncesje uderzające w nasze interesy – podkreślił.

Może chodzić o to, że Rosjanie chcieliby posiadać wyłączność na zarządzanie gazociągiem. Turcy oczekiwali także, że ich kraj stanie się centrum dystrybucyjnym rosyjskiego surowca, który miałby być słany nie tylko przez Turkish Stream, ale także możliwy gazoport w formie skroplonej.

Być może Turcy liczyli także na udział w akcjonariacie projektu Turkish Stream na terenie Rosji, na co wskazywałaby wzmianka o łańcuchu dostaw.

Podmorską część gazociągu Turkish Stream miały stanowić cztery linie, każda o przepustowości 15,75 mld m3. Ze względu na opór Turków, Rosjanie lobbują obecnie za jedną nitką, ale wobec wypowiedzi Yildiza projekt jest coraz bardziej wątpliwy.

O jego losie zdecyduje następny rząd turecki, który przejmie władzę w sierpniu po zmianach wynikających z ostatnich wyborów parlamentarnych.

Z tego względu Rada Dyrektorów Gazpromu spotka się 28 lipca, aby omówić perspektywy dalszej współpracy z Ukrainą, która od 1 lipca nie kupuje rosyjskiego gazu.

Gazprom deklarował, że w 2019 roku zrezygnuje z tranzytu gazu przez Ukrainę na korzyść szlaku przez Turcję, który miał być możliwy dzięki budowie gazociągu Turkish Stream. Jednakże ze względu na zastrzeżenia Ankary do projektu, rosyjska firma złagodziła stanowisko i zadeklarowała gotowość do rozmów o utrzymaniu tranzytu przez sąsiedni kraj.

Z informacji europejskiego stowarzyszenia operatorów magazynów gazu (GSE) na dzień 20 lipca w ukraińskich magazynach gazu spoczywało 12,544 mld m3 gazu ziemnego. To wzrost o 0,08 procent. Magazyny są wypełnione w 40,53 procentach. Według wyliczeń ukraińskich musi się tam znaleźć 16,5 mld m3 przed sezonem grzewczym, aby dostawy do klientów europejskich były możliwe technicznie. Może być to niemożliwe bez uruchomienia większych dostaw z Europy lub powrotu do zakupów w Rosji. Ukraińcy chcą także zwiększać własne wydobycie. Zgodnie z planami chcą w dwa lata podnieść jego poziom o 2 mld m3. Obecnie wynosi on około 20 mld m3 rocznie, czyli połowę zapotrzebowania na gaz z 2014 roku. W tym celu ma zostać obniżony podatek od wydobycia, podniesiony ze względu na konieczność zebrania środków na wojnę z Rosją w Donbasie. Ponadto, minister energetyki i przemysłu węglowego Wołodymyr Demczyszyn poinformował, że trwają rozmowy z Międzynarodową Korporacją Finansową o dofinansowaniu zakupu gazu ziemnego przez kilku handlarzy międzynarodowych, w celu jego wtłoczenia do ukraińskich magazynów i późniejszej sprzedaży na rynku ukraińskim. Ministerstwo ma prowadzić stały lobbing za takim rozwiązaniem.

Podczas spotkania 28 lipca, przedstawiciele Gazpromu mają również omówić perspektywy projektów budowy gazociągów jak zagrożony Turkish Stream, czy obecnie bardziej rokujący na przyszłość projekt rozbudowy gazociągu Nord Stream.

Rosyjski plan porzucenia Ukrainy jako kraju tranzytowego dla dostaw gazu do Europy będzie kosztowny. Źródła Reutersa na Słowacji i w Bułgarii przekonują, że budowa i modernizacja infrastruktury potrzebna do umożliwienia takiego scenariusza będzie kosztować miliardy dolarów, a tranzyt przez Ukrainę i tak pozostanie najtańszy.

Nawet jeśli Rosja zrezygnuje z dostaw przez kraj Bohdana Chmielnickiego, to będzie zobligowana do opłacania taryf tranzytowych zapisanych w umowie ze Słowacją do 2028 roku i z Bułgarią do 2030 roku na mocy klauzuli ship or pay. Kontrakt tranzytowy ze Słowacją zakłada ponadto dostawy do kluczowych klientów we Włoszech i Niemczech.

Z obliczeń Reutersa wynika, że Eustream zarobił prawie 630 mln euro na opłatach Gazpromu w 2014 roku. Bułgaria zgromadziła z tego tytułu 90 mln euro. Ukraina zarobiła zaś 2 mld euro czyli około 6 procent przychodów budżetowych kraju.

Dalsze wyliczenia Reutersa podsumowują wydatki związane z budową nowych połączeń. Budowa pierwszej nitki Turkish Stream (wątpliwej ze względu na opór Turcji) ma kosztować około 3,3 mld euro. Rozbudowa gazociągu Nord Stream pociągnie za sobą koszt około 9,9 mld euro.

Michaił Korczemkin z East European Gas Analysis przytacza swoje dane pesymistyczne dla rosyjskiego planu. Gazprom płaci 43 dolary za każde 1000 m3 przesłane przez Nord Stream i tylko 33 za dostawy przez Ukrainę. Naftogaz potwierdza, że zdaniem tej ukraińskiej firmy, jej taryfy są najbardziej opłacalne dla Rosjan.

Dlatego eksperci cytowani przez Reutersa są zgodni, że Rosja prędzej znajdzie porozumienie odnośnie tranzytu przez Ukrainę, niż porzuci go. I ja wspieram tę tezę.

Mimo to, tranzyt przez Słowację maleje. Z informacji słowackiego operatora gazociągów Eustream wynika, że w 2014 roku przetransportował on przez terytorium Słowacji 46,5 mld mi gazu ziemnego. To spadek z 58,5 mld m3 w 2013 roku.

Najważniejszym użytkownikiem słowackich gazociągów pozostaje Rosja, która wykorzystała infrastrukturę w 69,78 procentach. Za nią plasują się Niemcy (10,60 procent), Ukraina (5,74 procent), Czechy (3,63 procent), Wielka Brytania (0.33 procent). Nieznaczne ilości przetransportowały tamtą drogą także Dania i Austria.

Roczna przepustowość słowackich gazociągów to 90 mld m3. Tranzyt przez Słowację stanowi 71 procent ruchu w ramach dostępnej mocy.

Oznacza to, że Rosjanie mogą być gotowi do poniesienia wysokich kosztów porzucenia tranzytu przez Ukrainę, jeżeli okaże się, że układ z Unią Europejską lub nową, prorosyjską władzą w Kijowie odnośnie korzystnych warunków tranzytu przez ten kraj będzie niemożliwy. Wtedy trwający w Brukseli lobbing za zwolnieniem infrastruktury niemieckiej spod regulacji antymonopolowej i przekierowania tranzytu do Niemiec nabierze na sile.

Należy ponownie przypomnieć, że taki scenariusz będzie niekorzystny dla Polski, bo może się wiązać z dalszym spadkiem znaczenia tranzytu przez Gazociag Jamalski.

Więcej na ten temat w komentarzu pt.: Holenderski plan Gazpromu może odbić się czkawką Polsce