font_preload
PL / EN
Energetyka 5 października, 2018 godz. 7:30   

Stępiński: Gazowa księżniczka chce wrócić na tron w Kijowie

tymoszenko Julia Tymoszenko / fot. Wikimedia Commons

Liderka jednej z ukraińskich partii opozycyjnej ,,Ojczyzna” i była premier Ukrainy Julia Tymoszenko zapowiada, że po wyborach parlamentarnych zlikwiduje Naftogaz. Gazowa księżniczka chce wrócić na tron w Kijowie po wyborach prezydenckich – pisze Piotr Stępiński, redaktor BiznesAlert.pl

Gazowe plany Tymoszenko z Gazpromem w tle

Pod koniec września, na konferencji w Kijowie Julia Tymoszenko przedstawiła plany odnośnie przyszłości ukraińskiego sektora gazowego. Można niestety w nich dostrzec niektóre punkty zbieżne z interesami rosyjskiego Gazpromu. ,,Żelazna Julia”, jak bywa nazywana nad Dnieprem była ukraińska premier zapowiedziała, że pierwszą rzeczą jaką zrobi po wyborach prezydenckich (o ile w nich zwycięży), będzie usunięcie „skorumpowanej władzy” i likwidacja Naftogazu.

Do tej wypowiedzi odniósł się dyrektor ds. handlowych Naftogazu – Jurij Witrenko. Jego zdaniem, likwidacja spółki w ciągu najbliższych sześciu lat utrudniłaby odzyskanie pieniędzy od Gazpromu o które ubiega się strona ukraińska. Chodzi o nowy pozew Naftgazu złożony w lipcu w arbitrażu w Sztokholmie. Spółka domaga się w nim rewizji taryf tranzytowych od marca 2018 roku i zapłaty przez Rosjan 12 mld dolarów. – Biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe doświadczenia uważamy, że rozstrzygnięcie nowego sporu z Gazpromem może nastąpić nie wcześniej niż za 2-3 lata. Wiemy, że Gazprom próbuje wszystkimi sposobami uniknąć wypełnienia decyzji międzynarodowego arbitrażu, a w takich warunkach egzekucja decyzji może zająć kolejny rok. Łącznie to będą 4 lata. Jeżeli uwzględnimy apelację i późniejsze odwołanie do szwedzkiego Sądu Najwyższego to wówczas cały proces potrwa sześć lat – stwierdził Witrenko.

Z kolei na Twitterze, biuro prasowe koncernu przypomniało, że Tymoszenko była kiedyś premierem Ukrainy i mogła zlikwidować Naftogaz, a jednak tego nie zrobiła.

Mimo to, rozdział właścicielski (ale nie likwidacja) Naftogazu jest koniecznością jako element reformy sektora gazowego w ramach implementacji zapisów trzeciego pakietu energetycznego oraz ustaleń z udziałem międzynarodowych instytucji finansowych, które uzależniają dalsze wsparcie Kijowa od tempa zmian. A ono nie jest jednak zadowalające.

Wcielenie planu Tymoszenki w życie wpisywałoby się jednak w plany Gazpromu. Rosyjski monopolista może mieć uzasadnione obawy o to, że wzorem poprzednich sporów z Naftogazem również w nowej sprawie przegra. Likwidacja spółki w jeszcze większym stopniu utrudniłaby możliwość skutecznego egzekwowania roszczeń wobec Gazpromu. Witrenko zwrócił uwagę, że likwidacja Naftogazu po najbliższych wyborach prezydenckich jest niemożliwa. Według niego ,,taka decyzja jest pozbawiano sensu ponieważ w przypadku rozwiązania spółki konieczne byłoby rozszerzenie funkcji wydobywania gazu, przez co Ukraina nie otrzyma żadnych odszkodowań w ramach postępowania toczonego przez arbitrażem”.

Tymoszenko jest także przeciwna planom sprzedaży 49 proc. udziałów w ukraińskiej sieci przesyłu gazu zaplanowanej przez Naftogaz w ramach reformy rozdziału właścicielskiego. Zdaniem spółki, takie rozwiązanie może pomóc utrzymać przesył gazu przez terytorium ukraińskie i zagwarantować odpowiedni poziom przychodów niezbędny dla utrzymania stabilności ekonomicznej Ukrainy. Tymczasem przesył gazu przez terytorium Ukrainy jest zagrożony budową gazociągu Nord Stream 2, który mógłby pozbawić Kijów wpływów do budżetu sięgających blisko 3 proc. ukraińskiego PKB. Te środki są potrzebne m.in. do realizowania kosztownego programu reform, które mają urzeczywistnić euroatlantyckie ambicje władz na Ukrainie. Wobec tego utrzymanie dostaw rosyjskiego gazu przez Ukrainę ma kluczowe znaczenie dla stabilności gospodarczo-politycznej nad Dnieprem.

Jednak była ukraińska premier zapowiedziała, że jeżeli do przyszłorocznych wyborów prezydenckich zostanie podjęta decyzja o sprzedaży udziałów, to gdy zwycięży – zmieni ją. – Żeby zbudować taką infrastrukturę przesyłową trzeba wydać 300 mld dolarów; to wartość obliczona na podstawie obecnych cen, które uwzględniają podziemne magazyny gazu. Oni zamierzają sprzedać blisko połowę naszej infrastruktury blisko 20-krotnie taniej – grzmiała liderka partii opozycyjnej dodając, że to ,,afera stulecia”. Co ciekawe, jej zdaniem błędne jest również stwierdzenie, że przez ukraińskie gazociągi nie będą przepływały odpowiednie wolumeny gazu, ponieważ Ukraina może je zapewnić dzięki zwiększeniu własnego wydobycia. Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju sektora gazowego do 2020 roku wydobycie ma wzrosnąć z obecnych 20 mld.m sześc. do 27,6 mld.m sześc.. Teoretycznie byłoby to możliwe, ale wymagałoby to znaczących inwestycji, a więc i środków, których może zabraknąć w przypadku wspomnianego pozbawienia Ukrainy roli państwa tranzytowego.

Gazowa księżniczka

Nie jest wykluczone, że wypowiedzi byłej ukraińskiej premierem są prywatną rozgrywką ze środowiskiem Petra Poroszenki i kierownictwem Nafotgazu. W tym kontekście warto podkreślić, że nie po raz pierwszy oskarża ona kierownictwo ukraińskiego koncernu o korupcję. W maju bieżącego roku domagała się powołania parlamentarnej komisji śledczej, która miała zbadać konieczność podniesienia opłat za gaz dla gospodarstw domowych. Jest to kolejny warunek otrzymania pomocy finansowej od instytucji międzynarodowych. Tymoszenko zarzuciła, że te środki zostały zdefraudowane, na czym miał skorzystać prezydent Petro Poroszenko. Wielokrotnie podkreślała, że będzie domagała się obniżenia taryf gazowych. Co więcej, pod koniec kwietnia na swoim profilu na Facebooku napisała, że Kijów powinien płacić 80-90 dolarów za 1000 metrów sześciennych gazu. W obecnej sytuacji na rynku trudno uzyskać taką kwotę, chyba, że potencjalny dostawca zastosowałby specjalny rabat w zamian za dobrą współpracę. Też pomyśleli Państwo o Gazpromie?

W przeszłości Julia Tymoszenko zyskała miano,,gazowej księżniczki”. W 2009 roku podpisała niekorzystny dla Ukrainy kontrakt gazowy z Rosjanami. Przez wielu była nazywana nawet lobbystką Gazpromu, za co później została skazana na 7 lat więzienia. Kontrakt zawiera klauzulę take or pay, którą później Komisja Europejska uznała za praktykę monopolistyczną; jednak nie przeszkadzało to Tymoszenko bronić swej decyzji. – Wówczas za gaz płaciliśmy 232,98 a nie 450 dolarów. Teraz wynosi ona ok. 140-160 dolarów. Jednak dzięki korupcji gaz jest kupowany przez pośredników za 230 dolarów – mówiła w połowie ubiegłego roku. Nie przeszkodziło jej to jednak stwierdzić po wygraniu przez Naftogaz sporu przed trybunałem arbitrażowym w Sztokholmie, że miała znaczący wkład w to zwycięstwo, a ,,histeria wokół kontraktu z 2009 roku jest niczym innym jak propagandą wymierzoną w partię”. Tym wypowiedziom zaprzeczyli przedstawiciele Naftogazu. Elementem humorystycznym jest fakt, że przed ogłoszeniem werdyktu arbitrażu obecny premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman (Blok Petra Poroszenki) zaproponował, że w razie przegranej Naftogazu, zamiast pieniędzy Kijów może przekazać Gazpromowi Julię Tymoszenko.

Wybory 2019

Tymczasem ,,gazowa księżniczka” prowadzi w sondażach poparcia przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Według ostatnich sondaży Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, Julia Tymoszenko może liczyć na poparcie 19,3 proc. Ukraińców; z kolei urzędujący prezydent Petro Poroszenko cieszy się poparciem 11,9 proc. W 2019 roku na Ukrainie odbędą się również wybory parlamentarne. W ostatnich sondażach publikowanych przez ukraińskie media partia Tymoszenko prowadzi w wyścigu do Rady Najwyższej i może liczyć na ponad 18-procentowe poparcie. Natomiast prezydencki Blok Poroszenki zajmuje czwartą lokatę z poparciem na poziomie ok. 8 proc.

Tymoszenko zapowiedziała ,,polityczny koniec” obecnego prezydenta Ukrainy. Jej potencjalne zwycięstwo może oznaczać czas rozliczeń i vendetty wobec Petro Poroszenki i jego środowiska. Wypowiedzi kandydatki na prezydenta mogą stanowić sygnał, że Ukraina pod jej rządami może zbliżyć się do Rosji, realizując jej interesy gazowe. Tym bardziej, że rok 2019 będzie szczególnym czasem, kiedy spodziewane jest rozstrzygniecie rozmów na temat przyszłości przesyłu gazu przez terytorium Ukrainy. Możliwe, że podobnie jak w 2009 roku, również po 10 latach może dojść do porozumienia Tymoszenko-Putin.