Europa po raz kolejny boleśnie przekonuje się, że ideologiczne ambicje Brukseli mogą mieć realne konsekwencje dla bezpieczeństwa i stabilności gospodarczej. Katar – jeden z największych producentów skroplonego gazu ziemnego (LNG) na świecie – zagroził właśnie wstrzymaniem dostaw do Unii Europejskiej. Powodem jest nowa unijna regulacja dotycząca tzw. odpowiedzialności w łańcuchach dostaw, która ma zmusić firmy do przestrzegania zasad „zrównoważonego rozwoju” i ochrony praw człowieka w całym procesie produkcji.
Według doniesień niemieckiego dziennika „Handelsblatt”, katarski minister energii Saad Sherida Al-Kaabi zapowiedział podczas konferencji w Abu Zabi, że jego kraj może całkowicie wstrzymać eksport LNG do Europy, jeśli UE nie złagodzi lub nie zrezygnuje z planowanych przepisów. Jak zaznaczył, „żaden dostawca nie będzie ryzykował miliardowych inwestycji w otoczeniu pełnym nieprzewidywalnych regulacji i kar”.
Popłoch w Niemczech
Zapowiedź ta wywołała popłoch w Niemczech. Andreas Lenz, rzecznik frakcji CDU ds. gospodarczych w Bundestagu, wezwał do potraktowania ostrzeżeń Kataru bardzo poważnie. „To zrozumiałe, że dostawcy LNG nie chcą narażać się na nieobliczalne ryzyko regulacyjne” – stwierdził polityk.
Nie tylko Katar, ale także Stany Zjednoczone – drugi kluczowy dostawca gazu do Europy – wystąpiły przeciwko unijnej polityce. Jak ujawniły „Financial Times” i Bloomberg, amerykański sekretarz energii Chris Wright i jego katarski odpowiednik Saad Sherida Al-Kaabi wysłali do przywódców państw UE wspólny list, w którym nazwali unijną dyrektywę dotyczącą „zrównoważonego łańcucha dostaw” fundamentalnym zagrożeniem dla europejskiej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego.
Według autorów listu, planowane przepisy – które nakładają na firmy obowiązek monitorowania wpływu swojej działalności na środowisko i prawa człowieka w całym łańcuchu dostaw – mogą poważnie ograniczyć eksport LNG do Europy. A to właśnie dostawy amerykańskiego i katarskiego gazu, po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 roku, stały się filarem europejskiego bezpieczeństwa energetycznego.
Unia grozi drakońskimi karami finansowymi
Unia planuje całkowicie zakończyć import gazu z Rosji do 2027 roku, co oznacza, że pole manewru staje się dramatycznie wąskie. Nowa dyrektywa ma wejść w życie również w 2027 roku. W myśl przepisów, firmy – także spoza UE – osiągające na unijnym rynku przychody powyżej 450 mln euro rocznie będą zobowiązane do opracowania planów redukcji emisji zgodnych z Porozumieniem Paryskim.
W razie naruszeń państwa członkowskie będą mogły nakładać kary sięgające 5 proc. globalnego obrotu danego przedsiębiorstwa. Dla gigantów energetycznych, takich jak QatarEnergy czy amerykańskie koncerny LNG, to perspektywa kar liczonych w miliardach dolarów.
Minister Al-Kaabi określił takie ryzyko jako „całkowicie nieakceptowalne” i zasugerował, że Katar może wycofać się z europejskiego rynku, jeśli Unia nie wycofa się z nadmiernie ideologicznych regulacji.
Merz i Macron już apelują do Brukseli
Waszyngton i Doha przypominają w liście do Brukseli o zawartym w lipcu 2025 roku porozumieniu handlowym między UE a administracją Donalda Trumpa, w którym Unia zobowiązała się do zakupu amerykańskiej energii o wartości 750 miliardów dolarów do 2028 roku. Ich zdaniem nowe przepisy mogą „zakłócić handel i inwestycje w niemal wszystkich krajach partnerskich UE” i podważyć samą podstawę tego porozumienia.
Nawet w samej Europie rośnie sprzeciw wobec forsowania regulacji klimatycznych kosztem bezpieczeństwa. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron już publicznie opowiedzieli się za zawieszeniem części przepisów o odpowiedzialności przedsiębiorstw.


