Kochanowski: Mój Prąd 4.0 ma dać pieniądze na magazyny energii (ROZMOWA)

10 stycznia 2022, 07:30 Energetyka
energetyka energia fot. Pixabay oze wiatrak
fot. Pixabay

– Rozbuchany sektor fotowoltaiki na dachach spowodował problemy techniczne z odbiorem energii. W 2019 roku sygnalizowaliśmy, że tak to będzie wyglądało. Rząd zapowiada nowelizację, w której Mój Prąd 4.0 ma być dofinansowaniem magazynów energii. Zobaczymy w jakiej formule zostanie on wprowadzony i realizowany – mówi Krzysztof Kochanowski, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny Polskiej Izby Magazynów Energii i Elektromobilności, w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Jakie jest status quo w sektorze magazynów energii? Czy one mogą się rozwinąć do pełnego potencjału w Polsce?

Krzysztof Kochanowski: Polsce brakuje jeszcze do szczęścia pewnych regulacji, które umożliwiłyby pełny rozwój tej technologii. Mamy rynek mocy, jeżeli chodzi o duże magazyny i pojawiło się około 2 GW w certyfikacji ogólnej. Czekamy na wyniki aukcji w których zobaczymy, czy inwestorzy zdecydowali się zgłosić do certyfikacji szczegółowej przynajmniej połowę bądź jakąkolwiek wartość tej mocy. To będą duże magazyny, technologia głównie bateryjna bądź przepływowa, i każdy z nich będzie zlokalizowany bezpośrednio przy danym Głównym Punkcie Zasilającym (GPZ – przyp. red.). Będą rozsiane po całej Polsce i będą miały zadanie systemowe. 

Brakuje nam jeszcze innych mechanizmów, które pozwoliłyby rozwinąć się tym inwestycjom. Myślimy w szczególności o nowelizacji podejścia do instalacji hybrydowej OZE. Została ona opisana w ustawie o OZE, ale w procesie konsultacji nie spotkała się z aprobatą branży, a później nie uzyskała poparcia w komisji sejmowej. Ostatecznie rząd wycofał się z tej propozycji. 

Rząd planował, aby instalacja hybrydowa była wyposażona w magazyn i to była duża wartość tej zmiany. Zwiększała się jednak dyspozycyjność takiego układu do prawie sześciu tysięcy godzin w roku i występowały ograniczenia, że magazyn nie miał być podpięty do sieci, ale miał się ładować wyłącznie z instalacji OZE. W efekcie naszych obliczeń, magazyn stawał się przewymiarowaną instalacją, co w dużym stopniu zmniejszało opłacalność takiego projektu. Inwestorzy, chcąc dywersyfikować ewentualne przychody, nie mogą liczyć tylko na to, że magazyn będzie ładowany wyłącznie z OZE, ale również z sieci. To dałoby większą elastyczność, co byłoby dobrym rozwiązaniem dla samej sieci. 

Ostatecznie ta koncepcja nie przeszła i zachowała się definicja, która mówiła o dwóch źródłach OZE z ewentualnym magazynem dołączonym w dowolnych punktach sieci. Dyspozycyjność takiego układu wynosi 3250 godzin w roku. Wobec tego trzeba jeszcze popracować nad nowelizacją tego zapisu, żeby rzeczywiście odpowiadał potrzebom biznesu i żeby budowanie takich układów było opłacalne. Dla nas istotne jest, aby uznać instalację hybrydową nie jako dwa odrębne źródła i magazyn, bo to jest karkołomne zadanie, ale jako jedno źródło odnawialne z magazynem energii. Przynajmniej dla nowej hybrydy byłby to problem, aby w takim układzie (2XOZE + magazyn) ekonomicznie skalkulować taką inwestycję. Chyba, że cena referencyjna byłaby na poziomie przynajmniej 800 pln/MWh.

Definicja prawna magazynu jest utrudnieniem dla sektora mikroinstalacji. Jeżeli właściciel mikroinstalacji chce postawić magazyn, dostaje od operatora informację, że musi uwzględnić jego moc występując o warunki przyłączenia, co zwiększa również opłaty stałe. Operatorom chodzi głównie o to, żeby nie oddawać jednocześnie energii z magazynu i ze źródła odnawialnego, tylko wyłącznie z jednej instalacji. Technicznie dałoby się to zrobić, jeżeli odbiorcy instalowaliby strażnika mocy. Jeżeli mamy pięć kilowatów fotowoltaiki, a nie chcemy ponosić tej opłaty, musimy zainstalować strażnika, który przypilnuje, żeby ta moc wchodziła do sieci. Jeżeli będzie jej więcej to ta historia zarejestruje się w liczniku i za każdy kilowat więcej odbiorca ponosi dodatkowy koszt. Takie mechanizmy powinny działać. To będzie obszarem dyskusji z Urzędem Regulacji Energetyki (URE – przyp. red.) w przyszłym roku.

Jakie są koszty technologii magazynów energii? Czy one dalej potrzebują subsydiów czy trzeba je zostawić rynkowi?

Sytuacja na rynku jest płynna. Koszt zależy od użytej technologii. Dzisiaj w Polsce najbardziej popularne są magazyny w technologii bateryjnej. Szczególnie z rodziny litowo-jonowych. Z tej grupy najtańsze są magazyny w technologii LFP (litowo-żelazowo-fosforanowych). Są wydajne i bezpieczne. Koszt 1 kWh od 1000 do 2000 zł. Opłacalność inwestycji w magazyny energii wzrasta z roku na rok. Jeżeli widzimy, że mamy wysokie ceny na rynku bilansującym to można byłoby się spodziewać, że magazyny energii nie potrzebują żadnego systemu wsparcia. Wiemy, że u nas płynność nie jest wartością gry rynkowej tylko innych mechanizmów. Wahania cen nie będą się pojawiały regularnie i trudno obecnie zagwarantować, żeby magazyny mogły się finansować. Jest to możliwe, jeżeli ten trend dłużej się utrzyma. Dzisiaj wystarczy, że mamy 600-700 zł za megawatogodzinę i magazyn można stawiać bez systemu dopłat dla określonych grup taryfowych. Jednak u nas jest spadek, raz jest to 2000 zł a zaraz spada do 450 zł. Trudno jest przewidzieć jak to będzie wyglądało. Generalnie jednak widzimy duże zainteresowanie na magazyny energii szczególnie w tych  obszarach biznesu gdzie są duże wzrosty opłat za moc zamówioną i energię elektryczną na 2022 rok. Jeden z dużych operatorów hoteli w Polsce otrzymał ofertę od spółki obrotu wyższą o 300 proc. w stosunku do opłat ubiegłorocznych. Mamy też klientów z branży rolno-spożywczej, którzy mają problem nie tylko z podwyżkami ale też z przerwami w dostawach energii. Jeden z klientów z branży przechowującej warzywa w chłodni  miał w ubiegłym roku jesienią przerwę w dostawie trwającą 3 dni (awaria sieci po burzy). Z tego tytułu poniósł straty na ponad 500 tys. zł. Dlatego tego typu klienci mając już fotowoltaikę chcą budować magazyny i wykorzystywać energię na własne potrzeby, a nie oddawać ją do sieci.  

Jak zaprogramować system wsparcia, aby magazyny mogły powstawać i być może stabilizowały OZE?

Należy urealnić dyspozycyjność układu, określić parametry techniczne i ogłosić aukcję dla hybryd OZE. Jestem przekonany, że wtedy takie hybrydy będą powstawać. Można w takiej sytuacji zrobić cenę referencyjną, która będzie bardziej ukierunkowana pod zwrot kosztów. 

Drugim rozwiązaniem może być zaplanowanie aukcji dla samych magazynów. Oczywiście tych, które wymagają koncesji, czyli od 10 megawatów. Myślę, że wtedy pojawią się podmioty zainteresowane stawianiem też magazynów o dużej mocy. Natomiast w tym małym rynku, czyli prosumentów, rozbuchany sektor fotowoltaiki na dachach spowodował problemy techniczne z odbiorem energii. W 2019 roku sygnalizowaliśmy, że tak to będzie wyglądało. Rząd zapowiada nowelizację, w której Mój Prąd 4.0 ma być dofinansowaniem magazynów energii. Zobaczymy w jakiej formule zostanie on wprowadzony i realizowany. W naszej propozycji, którą przesłaliśmy do resortu proponowaliśmy 50% wsparcie do capexu dla magazynu o pojemności do 12 kWh. W tym roku trzeba będzie powalczyć także o pewną standaryzację/certyfikację na potrzeby magazynów energii. Na rynku powinny pojawiać się tylko sprawdzone technologie. 

Czy magazyny energii powinny powstawać przy każdym źródle odnawialnym? 

Obecnie dużo prostsze jest budowanie magazynu przez odbiorców końcowych lub inwestorów OZE niż przez OSD. Dzisiaj ci ostatni dostali miliard złotych w ramach projektów pilotażowych, ale tendencją unijnych regulacji operatorskich jest to, że nie mogą budować z magazynów energii. OSD mają kupować usługi elastyczności na rynku. Naszym zdaniem przejrzystość i transparentność rynku wymaga, aby operatorzy dystrybucyjni byli wyłączeni z grup kapitałowych w energetyce. Po pierwsze, szkodzi to gospodarce i odbiorcom, ponieważ dochodzi do patologii. Spółki OZE z energetycznych grup kapitałowych mają prostsze metody pozyskania umów przyłączeniowych na potrzeby swoich inwestycji niż inwestorzy zewnętrzni. Jeżeli PGE Energia Odnawialna chce wybudować farmę fotowoltaiczną, idzie do PGE Dystrybucja i działają w tej samej Grupie. Podobny mechanizm jest w innych grupach energetycznych. Nie może to tak wyglądać. Wyłączenie OSD z energetycznych grup kapitałowych może być też korzystne dla tych spółek, bo nie będą drenowane z pieniędzy, aby łatać koszty wytwórcze. Neutralność rynkowa OSD to jest warunek niezbędny dla przejrzystości prowadzenia biznesu energetycznego w Polsce. Efektem tej patologii to także oczekiwanie przez biznes po kilka lub kilkanaście miesięcy na przyłącze energetyczne i częstokroć „wymuszanie” budowy przyłącza na własny koszt. 

W przyszłym roku chcemy pokazać, że można uwolnić pięć gigawatów dodatkowej energii w systemie bez ponoszenia żadnych kosztów inwestycyjnych na rozbudowę sieci. Można to osiągnąć poprzez bardzo prosty zabieg. Jednymi z największych odbiorców energii i mocy z systemu są operatorzy sieci stałoprądowych. Mam na myśli kolej i tramwaje. To jest moc, która nie jest wykorzystana efektywnie. Ona jest rezerwowana, gdy przejeżdża pociąg. W momencie, gdy nic nie jedzie, ta moc nie jest używana. Mamy magazyn w Garbcach pod Wrocławiem, który został postawiony przy trakcji. On przejmuje tę moc chwilową. Efekt jest taki, że spadło zapotrzebowanie sieci trakcyjnej. Jeżeli będziemy stawiać podobne instalacje w całej trakcji w Polsce, możemy uwolnić pięć gigawatów mocy, którą można udostępnić rynkowi. Wokół terenów kolejowych jest wiele miejsc, w których można budować fotowoltaikę i infrastrukturę elektromobilności. One mogą być zasilane z tej linii.  Nie trzeba będzie wtedy rozbudowywać sieci i wydawać miliardów złotych. W oparciu o sieć trakcyjną można rozwijać np. elektromobilność. Można budować ładowarki tam gdzie są pociągi czy tramwaje. Samochody powinny się ładować z magazynów a nie bezpośrednio z sieci. System dopłat do ładowarek z magazynem energii jest najlepszym rozwiązaniem. Pracujemy obecnie z PSPA i PZPM nad rekomendacją takiego systemu wsparcia. 

Czy inwestycja w magazyn energii opłaci się zwykłemu Kowalskiemu? Czy będzie łatwa w 2022 roku?

Będzie to bardzo łatwe, ponieważ niedługo ruszy masowa produkcja przydomowych magazynów energii. Tylko w Polsce 6 producentów magazynów prosumenckich rusza z ofertą na rynek. Głównie to członkowie PIME. Kolejnych 5 producentów niedługo też się pojawi. W tej grupie, co ważne, mamy 5 polskich producentów, a będzie ich więcej. Polski magazyn prosumencki przypomina router, ma nowoczesny design i świetną jakość wykonania. Cenowo i funkcjonalnie te urządzenia będą bardzo konkurencyjne dla liderów światowych. Obserwujemy duże zainteresowanie agregatami dieslowskimi ze strony odbiorców końcowych. Obecny rynek agregatów już szacujemy na ok. 6 GW. Z czasem będą zastępowane przez efektywniejsze technologie magazynowania energii. Polskie Sieci Elektroenergetyczne zapowiadają, że w 2025 roku wskaźnik średniego czasu trwania przerwy w systemie przesyłowym elektroenergetycznym może wzrosnąć do 7 godzin w roku (w 2020 roku mieliśmy 2,36 h). Mieszkańcy mniejszych miejscowości i wiosek, którzy borykają się z przerwami częściej niż np. warszawiacy, mogą mieć z tym problem. W niektórych punktach sieci wartość 7 h przerw w dostawie energii w roku jest już standardem na dzisiaj. Dlatego moim zdaniem, magazyny energii będą mocno pożądane zarówno z tego względu jak i ze względu na wzrosty opłat za moc i energię, pogarszające się warunki rynkowe dla OZE i zwiększającą się świadomość wszystkich odbiorców energii zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego we własnym zakresie.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik

Kochanowski: Przydomowe magazyny energii to przyszłość transformacji energetycznej (ROZMOWA)