Koczan: Czesi wiedzą, że mogą wygrać spór o Turów

9 lipca 2021, 07:35 Energetyka
Elektrownia Turów. Fot. PGE
Elektrownia Turów. Fot. PGE

Tak zwana „sprawa Turowa” ciągnie się od kilku lat. Strona czeska podnosiła wielokrotnie, że czuła się ignorowana a jej postulatom nie poświęcano wystarczającej uwagi. Ogłoszenie sankcji zabezpieczającej przez TSUE spowodowało, że w rozmowy z Pragą zaangażowali się wysocy przedstawiciele rządu. W bezpośrednich negocjacjach uczestniczyli: minister aktywów państwowych, minister klimatu, minister spraw zagranicznych, minister ds. europejskich. Wielokrotnie w rozmowy zaangażowany był szef Rady Ministrów. Dawno w negocjacje z naszym południowym sąsiadem nie było zaangażowanych tylu wysokich urzędników państwowych. Czesi to dostrzegają i doceniają, ale wiedzą także, że otworzyło się okno możliwości uregulowania sporu po ich myśli – pisze dr Marcin Koczan z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.

Polsko-czeski spór o Turów

Pomimo deklaracji premiera Morawickiego (wygłoszonych zaledwie kilka dni po ogłoszeniu orzeczenia TSUE), że zawarcie porozumienia a tym samym wycofanie pozwu jest już bliskie i że strona polska zgodzi się na współfinansowanie [sic!] inwestycji mających minimalizować wpływ kopalni Turów po czeskiej stronie, mijają kolejne tygodnie polsko-czeskich negocjacji.

Z całą pewnością może było zacząć poważnie rozmawiać z Czechami znacznie wcześniej. Praga we wrześniu 2020 roku wniosła na Polskę skargę do Komisji Europejskiej o naruszenie unijnych przepisów w procesie przedłużenia koncesji dla kopalni Turów. W grudniu Komisja podzieliła w znacznej części argumentację czeskiej strony. Był to wyraźny sygnał pod adresem Warszawy, że sprawy zmierzają raczej w złym kierunku. Ostatnią szansą uniknięcia sporu sądowego była wizyta w Polsce ministra spraw zagranicznych Republiki Czeskiej w lutym 2021 roku, którą Czesi określili jako ostatni gest dobrej woli. Wydaje się, że nic lub niewiele zostało zrobione, aby znaleźć kompromis i uniknąć ryzykownego procesu. Zapewne międzyrządowe kontakty utrudniał fakt, że po odwołaniu w kwietniu 2020 roku Barbary Ćwioro, Ambasadora RP w Czechach, placówka do tej pory pozostaje nieobsadzona. Nonszalancja w postępowaniu naszych władz powoduje, że teraz musimy negocjować z przystawionym do głowy rewolwerem.

Zaangażowany w rozmowy minister Artur Soboń wielokrotnie podkreślał, że pozycja negocjacyjna Czechów jest silna. Na stole pojawiają się kwestie, które do tej pory nie były podnoszone. Czas działa na korzyść Czechów. Ustępstwa strony polskiej, które mogły zakończyć spór pół czy rok temu dziś nie są już przedmiotem negocjacji a jedynie punktem ich wyjścia. Zgodnie z deklaracjami czeskiego ministra środowiska Richarda Brabca chodzi o pokrycie strat przeszłych, obecnych i przyszłych w kontekście dostępu do wody w regionie Frydlantu i Hradku a także poprawę sytuacji hydrologicznej źródła Uhelna. Konieczne inwestycje miałaby być sfinansowane (a nie współfinansowane jak deklarował premier Morawiecki) przez polską stronę. Do tego dochodzi ekran przeciwfiltracyjny, wał przeciwpyłowy i stały monitoring oddziaływania odkrywki na środowisko. Dopóki międzyrządowa umowa regulująca te kwestie nie będzie podpisana, Czesi nie wycofają skargi z TSUE. Aby wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną, Praga złożyła do TSUE wniosek o nałożenie na Polską kary w wysokości pięciu milionów euro za każdy dzień nie wykonywania postanowienia tymczasowego.

Po ogłoszeniu postanowienia, po obu strona sporu politycznego w Polsce, pojawiały się równie nieracjonalne głosy. Z jednej strony, że do orzeczonej sankcji należy się jak najszybciej dostosować, natychmiast zamykając kopalnię w Turowie. Z drugiej strony, że to przejaw niemiecko-czeskiego spisku a w wersji bardziej radykalnej, że to Praga działa za podszeptem i z inspiracji Berlina, aby zalać nas dostawami swojego surowca. W gruncie rzeczy spór nie dotyczy samej działalności odkrywki, a argument często pojawiający się w przestrzeni publicznej, że Czechom nie przeszkadzają własne kopalnie a tylko ta polska, jest chybiony. Spór dotyczy bowiem procedury przedłużenia terminu obowiązywanie koncesji na wydobycie węgla w kopani Turów, którą podjął Minister Kurtyka w marcu 2020 roku. Na podstawie art. 72 ust 2 pkt k Ustawy o informacji o środowisku dokonał tego bez przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko. Czesi domagają się, aby Trybunał orzekł, że odbyło się to z naruszeniem unijnego prawa. Tego dotyczy spór co do istoty sprawy.

Do czasu rozstrzygnięcia tego sporu, czeska strona wniosła o zastosowanie środka tymczasowego w postaci natychmiastowego zaprzestania wydobywania węgla brunatnego w kopalni Turów. Trybunał po rozważeniu argumentacji obu stron przychylił się do tego wniosku. Sędzina Silva de Lapuerta musiała rozstrzygnąć dwie kwestie: czy do czasu rozstrzygnięcia sprawy co do jej istoty mogą nastąpić nieodwracalne zmiany wynikające z działania kopalni i wyważyć interes obu toczących spór stron odnośnie zasądzenia lub oddalenia wniosku o środek zabezpieczający. W odniesieniu do pierwszej kwestii Trybunał uznał, że skarżący wystarczająco uprawdopodobnił możliwość wystąpienia poważnej i nieodwracalnej szkody. Chodzi o obniżanie się poziomu lustra wód podziemnych oraz zagrożenie dla zaopatrzenia w wodę pitną ludności zamieszkującej tereny, których odpływ wód dotyka. Z uwagi na to, zmiany mają charakter poważnych a z uwagi na fakt, że dotyczą środowiska naturalnego i zdrowia ludzkiego mają co do zasady charakter nieodwracalny. Stąd wniosek, że kontynuacja wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów mogłaby wyrządzić poważną i nieodwracalną szkodę dla środowiska naturalnego i zdrowia ludzkiego.

Trybunał starał się także wyważyć interesy obu toczących spór państw. Ostatecznie postawił wyżej ochronę środowiska naturalnego a także zdrowia ludności zamieszkałej na zagrożonych terenach, które mogłyby ulec pogorszeniu na skutek kontynuowania działania kopalni Turów, nad argumentami natury społeczno-gospodarczej i energetycznej wysuwanych przez Polskę. Strona polska podnosiła między innymi że:

– Wpływ działania kopalni na poziom lustra wód podziemnych ma charakter przejściowy i odwracalny z uwagi na budowę ekranu przeciwfiltracyjnego. Trybunał odrzucił ten argument, przypominając, że zgodnie z informacjami przekazanymi przez polską stronę, inwestycja ma być gotowa dopiero w lutym 2023 roku;

– Trybunał nie podzielił także argumentu strony polskiej, że szkody przywołane przez Czechów miały miejsce przed wydaniem koncesji na przedłużenie wydobycia. Trybunał argumentował, że nawet jeśli negatywne oddziaływanie kopalni na stan wód podziemnych rozpoczęło się jeszcze przed wydaniem decyzji przedłużającej koncesję, to jednak ciągły odpływ wód podziemnych w wyniku kontynuacji tej działalności może w jeszcze większym stopniu obniżyć poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim i w ten sposób wyrządzić nieodwracalne szkody dla środowiska i zdrowia ludzkiego;

– Trybunał odrzucił argument strony polskiej, że nawet tymczasowe zaprzestanie wydobycia spowodowałoby szkody dla „stanu równowagi środowiskowej” kopalni. Trybunał uznał, że zawieszenie wydobycia nie oznacza zawieszenia prac zabezpieczających wyrobisko;

– Strona polska niewystarczająco przekonująco, zdaniem Trybunału, wykazała, że tymczasowe zatrzymanie wydobycia pociągnie za sobą zatrzymanie pracy elektrowni Turów ze wszystkimi tego konsekwencjami;

– Strona polska podnosiła także, że zatrzymanie pracy elektrowni Turów mogłoby zwiększać ryzyko awarii systemowej co prowadziłoby do utraty zasilania obejmującą znaczną część terytorium Polski. Trybunał zwrócił uwagę, że operator systemu elektroenergetycznego odpowiada za równoważenie sieci w przypadku niedostępności mocy i że polska strona niewystarczająco wykazała, że zaprzestanie wydobycia wiąże się z rzeczywistym zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego, zaopatrzenia odbiorców w energię czy dla transgranicznych przesyłów energii.

– Ewentualna utrata pracy przez osoby zatrudnione w kopalni, elektrowni lub w podmiotach kooperujących zdaniem Trybunału ma charakter finansowy i nie może być uznane za szkodę nieodwracalną. Poza tym polska strona nie wykazała, że tymczasowe zamknięcie kopalni będzie oznaczało nieodwracalne zaprzestanie działalności kopalni i elektrowni.

Zgodnie z powyższym TSUE zdecydował się na ustanowienie środka zabezpieczającego do czasu rozstrzygnięcia sprawy co do jej istoty. Możemy oczywiście dyskutować kto miał mocniejsze argumenty, sprawniejszych prawników, dokładniejsze i bardziej przekonywujące analizy. Wnioski z tej dyskusji będą niewątpliwie cenną lekcją na przyszłość, ale dla spraw, które znalazły już swoje rozstrzygnięcie (mimo że tymczasowe) ma to niewielkie znaczenie. Jedno jest właściwe oczywiste. Musimy jak najszybciej, z jak najmniejszymi stratami własnymi (choć będzie to niezwykle trudne) doprowadzić do porozumienia z Czechami. Dlaczego? Dlatego, że postanowienie TSUE z 21 maja, które w Polsce wywołało medialną burzę to jedynie pierwszy akord w tym postępowaniu. Czesi dążą do stwierdzenia przez TSUE, że przedłużenie terminu obowiązywania koncesji na wydobycie w kopani Turów w marcu 2020 roku było wydane z naruszeniem unijnych przepisów. Jakie mogą być konsekwencje takiego wyroku? Polska strona utrzymuje że jedynie usunięcie wad i braków w zakresie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach bez konieczności zawieszenie wydobycia w kopani. Trybunał jednak nie wykluczył, że gdyby doszło do uwzględnienia czeskiej skargi, środkiem wykonawczym mogłoby być zawieszenie wydobycia w kopalni do czasu usunięcia błędów. Każde postępowanie przed sądem pociąga za sobą pewne ryzyka dla obu stron. Wydaje się, że TSUE przychyli się do wniosku, że przedłużenie zostało wydane z naruszeniem unijnych przepisów. W grudniu 2020 roku Komisja Europejska, podzielając częściowo czeską argumentację stwierdziła, że polskie władze nieprawidłowo stosowały przepisy dyrektywy (2011/92/UE) w sprawie oceny oddziaływania na środowisko oraz przepisy dyrektywy(2003/4/WE) w sprawie dostępu do informacji a także zasady lojalnej współpracy zapisanej w art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE).

Wydaje się, że obu stronom zależy na porozumieniu. Obie potrzebują sukcesu negocjacyjnego (oczywiście odmiennie pojmowanego). Wydaje się, że oba rządy chcą załatwić sprawę między sobą, na drodze poufnych negocjacji. Zdają sobie sprawę, że dopuszczenie do procesu negocjacyjnego przedstawicieli Komisji Europejskiej, przedstawicieli wspólnot lokalnych, organizacji pracowników czy środowisk proekologicznych z obu stron granicy raczej wydłuży i skomplikuje proces niż go przyspieszy. Zbliżające się wybory parlamentarne w Czechach zapewne nie pomagają negocjacjom. Nie jest to oczywiście istotny wątek debaty publicznej w Czechach, z natury rzeczy, z punktu widzenia Pragi, jest to problem lokalny i nieporównywalnie bardziej istotny z punktu widzenia Warszawy, ale niewątpliwie, sukces lub porażka negocjacyjna będzie wykorzystana w kampanii wyborczej.

DGP: Klimat negocjacji polsko-czeskich ws. Turowa jest „fatalny”