Kowal: Rosja dusi Ukrainę cenami gazu

7 kwietnia 2014, 08:53 Energetyka
Paweł Kowal
Paweł Kowal w Parlamencie Europejskim. Fot. PE

KOMENTARZ

Paweł Kowal

Poseł do Parlamentu Europejskiego (EKiR), przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego do Komisji Współpracy Parlamentarnej UE-Ukraina

Zamiast zakładać nową Unię – tym razem energetyczną Polska powinna szybko wymusić na partnerach w Unii uruchomienie istniejącej Europejskiej Wspólnoty Energetycznej – w najbliższych tygodniach to nie czołgi a rury i rewersy zadecydują o rozwoju sytuacji na Wschodzie.

Nie tylko bowiem jeden z brytyjskich ministrów się ocknął, że zajęcie Krymu było nie ostatnim a jednym z pierwszych akordów planu Putina wobec Ukrainy. Po sile przyszedł czas na sprawdzone narzędzia z kremlowskiego arsenału polityki międzynarodowej. Wzrasta cena gazu, wkrótce z pewnością będziemy mieli do czynienia z blokadą eksportu ukraińskich towarów, a być może także z ograniczeniem swobody przepływu osób. Od tego do poważnej niebezpiecznej dla Polski destabilizacji dosłownie dwa kroki.

Podwyższenie cen gazu – a w zasadzie „zniesienie zniżki” – było tylko kwestią czasu. Najpierw ze względu na narastający dług wobec Gazpromu jego szef Aleksiej Miller zdecydował o zniesieniu wynegocjowanego przez Wiktora Janukowycz w grudniu zeszłego roku rabatu w wysokości ponad 100 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Dwa dni później Rosja uznała, że tzw. umowy charkowskie z 2010 roku nie obowiązują. Dzięki nim Ukraina w zamian za zgodę na stacjonowanie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie kupowała rosyjski gaz po niższej cenie. Po aneksji półwyspu Kreml uznał jednak, że umowa automatycznie wygasa, choć prawo międzynarodowe wyraźnie mówi, że podobne porozumienia muszą być wypowiedziane z co najmniej trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Teraz Kijów ma płacić za tysiąc metrów sześciennych gazu 485 dolarów, czyli ponad 200 dolarów więcej niż na początku roku, ponieważ Rosjanie znieśli zerowe cło eksportowe na surowiec dla Ukrainy.

Ukraiński rząd nie ma takich pieniędzy – państwowa kasa jest pusta, pieniędzy nie starczało nawet na regularne opłacanie gazu po niższej cenie. Czy Gazprom zakręci zatem kurek? Prawdopodobnie Putin obmyślił inną taktykę – doprowadzić do maksymalnego wzrostu ukraińskiego długu i zmusić Kijów do wzięcia kredytu na spłatę części długu. W ten sposób nowe władze zostaną wciągnięte w spiralę polityczno-finansowego zadłużenia od Rosji. Na korzyść Ukrainy działa to, że zima była relatywnie lekka, zbliża się zakończenie sezonu grzewczego, co oznacza mniejsze zużycie paliwa, uruchomienie programu podwyżki opłat za gaz dla odbiorców indywidualnych (państwo wciąż dopłaca do rachunków obywateli) oraz spore zapasy gazu w podziemnych magazynach. Ratunkiem przed paraliżem gospodarki może być także rewers na granicy ze Słowacją, który pozwoli kupować gaz nie bezpośrednio od Gazpromu, ale przez odbiorców z Europy Zachodniej. Według premiera Arsenija Jaceniuka z Zachodu mogłoby płynąć nad Dniepr nawet 20 mld m3 rocznie czyli mniej więcej tyle, ile wydobywa samodzielnie Kijów.

Rosja nie ma zamiaru rezygnować z Ukrainy. Cena gazu to tylko jeden z elementów planu, zmierzającego do odzyskania kontroli nad naszym wschodnim sąsiadem. Na razie plan wzniecania lokalnych buntów przeciwko nowym władzom nie za bardzo działa, ale w tej kwestii z pewnością nie padło jeszcze ostatnie słowo. Jedno jest pewne – im bliżej wyznaczonych na 25 maja wyborów prezydenckich, tym naciski na Kijów będą mocniejsze.