Materniak: Wirtualny kryzys, czyli Krym bez wody?

13 stycznia 2021, 07:30 Bezpieczeństwo
Zielone ludziki na Krymie
Rosjanie na Krymie. Fot. Wikimedia Commons

Kryzys związany z brakami zaopatrzenia w wodę pitną na Półwyspie Krymskim trwa praktycznie od 2014 roku, gdy miała miejsce aneksja Autonomicznej Republiki Krym przez Rosję, choć jego charakter i przyczyny różnią się od tych, o których można przeczytać w rosyjskich mediach. Najbliższe miesiące i lata nie wróżą jego szybkiego rozwiązania – pisze dr Dariusz Materniak, współpracownik BiznesAlert.pl.

Narastające problemy

Wraz z następującym po zakończeniu II wojny światowej wzrostem poziomu urbanizacji i industrializacji Półwyspu Krymskiego zwiększało się także zapotrzebowanie na wodę pitną. W związku z tym, w październiku 1963 roku, radziecki przywódca Nikita Chruszczow dokonał otwarcia Kanału Północnokrymskiego, który miał dostarczać na Półwysep wodę z „kontynentalnej” części Ukrainy. Kanał, o długości ponad 400 km pozwalał na przepływ wody z rzeki Dniepr. Taki stan rzeczy trwał niezmiennie aż do 2014 roku, gdy na przełomie lutego i marca doszło do opanowania przez Rosjan najpierw obiektów administracyjnych Autonomicznej Republiki Krymu, a następnie aneksji całego Półwyspu. W odpowiedzi, władze w Kijowie zdecydowały o odcięciu wszelkiej regularnej komunikacji z okupowanym obszarem, a także o wstrzymaniu dostaw wody wspomnianym Kanałem Północnokrymskim.

Tym samym, stan zaopatrzenia w wodę na Krymie zaczął się stopniowo pogarszać, tak, by dać o sobie znać w sposób znaczący w 2019 roku. Należy jednak zwrócić uwagę, że działania strony ukraińskiej były tylko jednym z czynników wpływających na tę sytuację. Do pozostałych zaliczyć należy przede wszystkim czynniki środowiskowe (mniejsze sumy opadów będące konsekwencją zmian klimatycznych dotykających nie tylko Półwysep, ale cały region Morza Czarnego; analogiczne problemy z niskimi opadami dotyczą praktycznie całej południowej części Ukrainy i nie tylko), systematyczne zwiększanie się liczby ludności na Półwyspie (według źródeł ukraińskich o ok. 500 tysięcy w okresie od 2014 do 2020 roku), jak również rabunkową gospodarkę realizowaną przez władze okupacyjne. Zwłaszcza ten ostatni czynnik ma istotne znaczenie: według przedstawicieli organizacji Tatarów Krymskich monitorujących sytuację na Półwyspie, spośród ok. 1 mld metrów sześciennych wody pitnej dostępnej na Krymie, dla zaspokojenia potrzeb ludności wystarcza ok. 2-3 mln metrów sześciennych. Wysokie zużycie jest konsekwencją stale zwiększającej się obecności wojskowej rosyjskiej armii oraz niekontrolowanego wykorzystywania zasobów przez przemysł.

Przedstawiciele zarówno strony ukraińskiej jak i organizacji międzynarodowych wskazują, że problem braku zaopatrzenia w wodę pitną na Krymie jest w dużej części sztucznie stworzony przez stronę rosyjską: głównie przez rosyjskie i prorosyjskie media, a jego realna skala jest niemożliwa do weryfikacji wobec odmowy wpuszczenia na terytorium Półwyspu międzynarodowych obserwatorów (m.in. Komisarza ds. Ochrony Praw Człowieka ONZ). Równocześnie, oskarżenia formułowane przez władze FR, kierowane wobec władz w Kijowie, a opierające się o rzekome zaniepokojenie losem mieszkańców Półwyspu są o tyle bezpodstawne, że zgodnie z międzynarodowymi konwencjami, to władze okupacyjne mają obowiązek zapewnienia ludności zajętych obszarów dostaw podstawowych, niezbędnych do życia artykułów – w tym także wody pitnej.

Perspektywa: status quo

Wobec powyższego, nie należy oczekiwać, aby w najbliższym czasie mogło dojść do rozwiązania sporu dotyczącego dostaw wody z „kontynentalnej” Ukrainy na Półwysep. Jest bardzo mało prawdopodobnym, by strona ukraińska chciała ustąpić i przywrócić funkcjonowanie Kanału Północnokrymskiego bez żadnych warunków, jak chce tego Rosja. Równolegle, mimo mniej lub bardziej otwartych gróźb kierowanych przez władze Federacji Rosyjskiej w stronę Kijowa, równie mało realnym jest scenariusz przeprowadzenia operacji wojskowej, która miałaby na celu przejęcie kontroli nad Kanałem i tym samym umożliwienie wznowienia dostaw. O ile potencjał wojskowych rosyjskiej armii na Półwyspie jest stale zwiększany, to warunki prowadzenia ewentualnej operacji przeciwko Ukrainie z tego kierunku są wysoce niekorzystne i łatwe do potencjalnego zablokowania (głównie ze względu na uwarunkowania geograficzne, ale także wobec rozbudowanej obecności wojskowej ukraińskiej armii w tym rejonie). Ewentualne działanie tego typu wymagałoby równoległego zaangażowania także od strony Donbasu, a więc zrealizowania długotrwałej i kosztownej (pod względem materiałowym i ludzkim) operacji wojskowej o trudnych do przewidzenia rezultatach. Tym samym, w najbliższym czasie, w kwestii rozwiązania kwestii dostaw wody i samego Krymu trudno liczyć na coś więcej niż utrzymanie status quo.

Nieczypor: Wojna o wodę na Krymie byłaby bardzo kosztowna dla Rosji (ROZMOWA)