font_preload
PL / EN
Alert PAP 10 czerwca, 2016 godz. 14:45   
REDAKCJA

Nie ma chętnych na zakup kopalni Makoszowy

Kopalnia Bogdanka Kopalnia Bogdanka

(Polska Agencja Prasowa)

Inwestor, który chciałby kupić od Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) zabrzańską kopalnię Makoszowy, musiałby zwrócić co najmniej 162 mln zł udzielonej jej dotąd pomocy publicznej; do końca roku ta kwota przekroczy 200 mln zł. Do SRK nie wpłynęła żadna oferta zakupu kopalni.

W minioną środę związkowcy z kopalni Makoszowy zaapelowali do rządu o pilne podjęcie rozmów o przyszłości zakładu i zapowiedzieli protesty w jego obronie. Makoszowy to jedyna kopalnia, która po przekazaniu do SRK nadal wydobywa węgiel. Przedstawiciele załogi liczą, że znajdzie się inwestor, który chciałby kupić zakład; deklarują też rozmowy o jego przejęciu przez spółkę pracowniczą. Obecnie jednak nie ma inwestora zainteresowanego Makoszowami.

– Do Spółki Restrukturyzacji Kopalń nie wpłynęła żadna oferta kupna kopalni Makoszowy – poinformował w piątek PAP rzecznik SRK Witold Jajszczok. Przypomniał, że spółce udało się pozyskać kontrakt, który „zabezpieczy stabilne funkcjonowanie kopalni minimum do końca tego roku”, trwają też rozmowy na temat innych kontraktów. Według SRK, „prowadzone są stałe konsultacje pomiędzy właścicielem a zarządem spółki, mające określić pożądany kierunek działań mających zabezpieczyć przyszłość kopalni”.

Z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Ministerstwa Energii, do których w piątek dotarła PAP, wynika, że kopalnia Makoszowy dopłaca obecnie do każdej wydobytej tony węgla średnio ponad 300 zł. Koszt wydobycia jednej tony wyniósł w tej kopalni 507 zł, a średnia cena sprzedaży węgla 204 zł za tonę. Dlatego zakład korzysta z budżetowych dopłat do strat produkcyjnych, które są możliwe jedynie w kopalniach przekazanych do SRK.

W ubiegłym roku kopalnia wykorzystała 61 mln zł dotacji, a od początku tego roku już 101 mln zł z zaplanowanej na cały 2016 r. subwencji w wysokości 157 mln zł. Oznacza to, że gdyby potencjalny inwestor teraz przejął kopalnię, musiałby zwrócić co najmniej 162 mln zł.

Ponadto ze środków budżetowych sfinansowano świadczenia socjalne dla odchodzących z pracy górników. Z urlopów górniczych i jednorazowych odpraw pieniężnych skorzystało dotąd 470 pracowników, co kosztowało budżet ok. 28,7 mln zł – inwestor kupujący zakład musiałby liczyć się także z potencjalnym zwrotem tych środków.

Unijne przepisy zabraniają pomocy publicznej dla kopalń węgla, dopuszczając wsparcie jedynie dla zakładów przeznaczonych do zamknięcia – na pokrycie strat produkcyjnych, osłony dla odchodzących pracowników oraz działania likwidacyjne.

Obecnie w Komisji Europejskiej trwa procedura notyfikacji programu naprawczego dla polskiego górnictwa, w ramach którego m.in. 11 kopalń Kompanii Węglowej z początkiem maja przejęła Polska Grupa Górnicza (PGG). Jeszcze przed tym przekształceniem, w ubiegłym roku, należącą do Kompanii Węglowej kopalnię Sośnica-Makoszowy podzielono na dwie części, przekazując Makoszowy do SRK. Sośnica natomiast znalazła się w PGG.

W ocenie pragnącego zachować anonimowość rozmówcy PAP, zbliżonego do Ministerstwa Energii, protesty nie służą kopalni Makoszowy, ponieważ mogą doprowadzić do tego, że Komisja Europejska uzna działania naprawcze polskiego górnictwa za nieuprawnioną pomoc publiczną – w tej sytuacji mogłaby zażądać szybszej likwidacji kopalni Makoszowy. Decyzja KE w sprawie notyfikacji programu jest spodziewana jesienią.

Ministerstwo Energii zapewnia, iż podejmuje działania, które pomogą usprawnić sprzedaż węgla z Makoszów, by kopalnia nie ponosiła dużych strat na bieżącej działalności, a tym samym nie musiała wykorzystywać dotacji budżetowej na pokrycie bieżących strat.

W tym roku zabrzańska kopalnia wyprodukowała ok. 100 tys. ton węgla, z czego sprzedała tylko połowę. Obecnie na zwałach kopalni leży ok. 140 tys. ton węgla.

Rzecznik SRK Witold Jajszczok wskazał, że w obecnej sytuacji kopalni Makoszowy najważniejszą sprawą jest zapewnienie sprzedaży wydobywanego węgla. Z końcem roku przestał być bowiem realizowany kontrakt z Kompanią Węglową na odbiór wydobywanego węgla; od tego czasu sprzedaż jest niewystarczająca. Sytuację ma poprawić nowy kontrakt z jednym z dużych koncernów energetycznych na dostawę węgla.

„Wkrótce należy się spodziewać rozpoczęcia dostaw w ramach tego kontraktu. Pierwotnie pierwsze transporty planowane było na drugi kwartał, ale kontrahent postanowił przełożyć rozpoczęcie dostaw na trzeci kwartał tego roku” – poinformował rzecznik SRK, odpowiadając na pytania PAP w tej sprawie. Kontrakt ma zabezpieczyć stabilne funkcjonowanie kopalni minimum do końca tego roku. Zaawansowane są także rozmowy na temat kolejnych umów handlowych.

Drugim problemem kopalni – podał Jajszczok – jest umożliwienie jej dalszego funkcjonowania. – W tej sprawie prowadzone są stałe konsultacje pomiędzy właścicielem a zarządem spółki, mające określić pożądany kierunek działań mających zabezpieczyć przyszłość kopalni. Do tego czasu trudno planować odejścia pracowników. Także ostateczny plan naprawczy będzie mógł powstać dopiero po ustaleniu kierunku działań. Pierwszy tego typu dokument powstał, gdy kopalnia znalazła się w strukturach SRK i jest m.in. podstawą do prowadzonych rozmów na temat przyszłości kopalni – wyjaśnił rzecznik.

Przedstawiciele działających w kopalni związków zawodowych wskazują natomiast, że kopalnia Makoszowy trafiła w ubiegłym roku do SRK z intencją wdrożenia programu naprawczego i pozyskania inwestora. W oświadczeniu napisali, że czują się oszukani; oczekują „podjęcia merytorycznych rozmów w trybie pilnym”. Na poniedziałek zapowiedzieli pikietę biura poselskiego premier Beaty Szydło w Brzeszczach.

We wtorek o kopalni Makoszowy mówił w Warszawie prezes SRK Marek Tokarz, uczestniczący w posiedzeniu senackiej komisji gospodarki narodowej i innowacyjności. Jak poinformował, w tym roku kopalnia zamierza wydobyć ponad 800 tys. ton węgla, przy sprzedaży rzędu 650 tys. ton. Potwierdził, że zakład ma kłopot ze zbytem surowca. SRK przejęła kopalnię Makoszowy z ok. 2 tys. pracowników; dziś zakład zatrudnia niespełna 1,4 tys. osób.