Marszałkowski: Śmierć Niemcowa nie nauczyła Zachodu niczego (FELIETON)

26 lutego 2021, 07:30 Bezpieczeństwo
23 lutego 2015 roku. Ostatnie spotkanie Nawalnego i Niemcowa w areszcie śledczym  w Mniewnikach fot. Ilja Jaszyn.
23 lutego 2015 roku. Ostatnie spotkanie Nawalnego i Niemcowa w areszcie śledczym w Mniewnikach fot. Ilja Jaszyn.

W sobotę, 27 lutego mija szósta rocznica zabójstwa lidera rosyjskiej opozycji Borysa Niemcowa. Jak wtedy, tak i teraz dla Zachodu ważniejszy jest jałowy dialog, niż odwaga do realnego działania wobec agresywnej polityki Moskwy nie tylko „na zewnątrz”, ale i przeciwko jej własnym obywatelom.

Zabójstwo Niemcowa

Borys Niemcow zginął 27 lutego 2015 roku o godzinie 23:31 czasu moskiewskiego, kiedy szedł Wielkim Mostem Moskworeckim, znajdującym się 200 metrów od murów Kremla. Nieznani napastnicy oddali w jego plecy cztery strzały. Niemcow zginął na miejscu. W tamtym czasie był on największym i najbardziej popularnym krytykiem polityki Władimira Putina. Jego śmierć nastąpiła na dwa dni przed planowanymi demonstracjami sprzeciwu wobec wojny na Ukrainie.

21 lutego Unia Europejska zgodziła się na przyjęcie sankcji wobec Rosji za uwięzienie Aleksieja Nawalnego. Polityka, który po Niemcowie przejął schedę głównego krytyka Kremla. Jesienią UE przyjęła sankcje personalne za otrucie Nawalnego bojowym środkiem chemicznym Nowiczok.

Jednak powiedzieć, że z dużej chmury spadł mały deszcz to tak, jakby nic nie powiedzieć. Pomimo wielu wezwań polityków, działaczy opozycyjnych i obrońców praw człowieka, zdecydowano się na ukaranie raptem kilkunastu mało znaczących urzędników i kilku przedstawicieli resortów siłowych. Nie zdecydowano się na gospodarcze sankcje sektorowe, nie zdecydowano się nałożyć sankcji na ważnych przedstawicieli rosyjskich władz, nie zdecydowano się nawet na sankcje wobec bliskich Kremlowi oligarchów.

To bez wątpienia porażka polityki UE wobec Rosji. Decyzje Wspólnoty nie dość, że zapadają z opóźnieniem wobec rzeczonych wydarzeń, to w dodatku są całkowicie nieadekwatne i nieznaczące. Wspomniałem o zabójstwie Niemcowa nie bez przyczyny. Jest coś, co bez wątpienia łączy zarówno mord z 2015 roku, jak i próbę mordu z sierpnia 2020 roku. Tą sprawą jest budowa gazociągu Nord Stream 2.

Kiedy pod koniec lutego 2015 roku Europa żyła zabójstwem rosyjskiego opozycjonisty, w stolicach poszczególnych państw UE, w siedzibach zachodnioeuropejskich koncernów energetycznych trwały ostatnie przygotowania do realizacji tego projektu. W czerwcu 2015 roku Gazprom podpisał z OMV, Shell oraz E.ON (obecnie Uniper) porozumienie o współpracy przy budowie Nord Stream 2; pod koniec lipca tego samego roku identyczne porozumienie zostało podpisane z BASF(dzisiejszy Wintershall Dea). We wrześniu we Władywostoku Gazprom podpisał z zachodnioeuropejskimi koncernami umowę o powołaniu do życia spółki Nord Stream 2 AG, która wzorem Nord Stream AG miała stać się operatorem nowego projektu. Wtedy liczono, że zachodnie koncerny wraz z Gazpromem będą udziałowcami tej spółki, jednak w wyniku sprzeciwu polskiego UOKiKu, dotyczącego koncentracji, koncerny musiały opracować inną formę współpracy.

Umowy te były podpisywane pół roku po zabójstwie Niemcowa, w trakcie najcięższych walk na wschodzie Ukrainy w momencie, kiedy wspierani przez Rosję separatyści zestrzeliwali malezyjski samolot z prawie 300 osobami na pokładzie, z których większość była obywatelami Wspólnoty. Już wtedy kooperacja z Rosjanami wydawała się aberracją, zwłaszcza dla przedstawicieli państw Europy Środkowej i Wschodniej. Pomimo tego, w Berlinie, Wiedniu, Paryżu, Londynie czy Amsterdamie zabrakło decyzji polityków, aby nie realizować kolejnego, politycznego projektu, który w założeniu miał uderzyć finansowo w wojującą z Rosją Ukrainę.

Wbrew obiegowej opinii, której hołdują niektórzy politycy, że tylko współpraca może „ugłaskać” Rosję, ta nie zmieniła swej polityki ani o centymetr. Ataki hakerskie na instytucje państw Zachodu, ingerencja w procesy wyborcze m.in. w Niemczech i USA, wspieranie ruchów secesyjnych w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii – to wszystko stało się już po podjęciu ostatecznych decyzji o budowie bałtyckiego gazociągu.

Po otruciu Nawalnego rozgorzała dyskusja o tym, jak ukarać Rosję. Pojawiały się również pomysły zarzucenia wsparcia dalszej budowy projektu budowy gazociągu Nord Stream 2. Nadzieje jednak szybko okazały się jedynie mirażem, bo w Niemczech nikt nie traktował tego postulatu poważnie. Zamiast tego, znów serwowano opinii publicznej kolejne puste frazesy o współpracy, o tym, że nawet w czasach Zimnej Wojny Zachód współpracował ze Związkiem Sowieckim, a głównym fundamentem tej współpracy była energetyka. Jak wtedy „współpraca energetyczna” utrzymywała przy życiu chylący się ku upadkowi Związek Sowiecki, tak i dziś stanowi główne źródło utrzymania współczesnej Rosji. Nie tylko utrzymuje rosyjski aparat państwowy, ale finansuje również agresywne działania poza jej granicami.

Z perspektywy zachodnich koncernów, Rosja to nieprzebrany rynek surowców. Każda z firm wspierających Nord Stream 2 zagwarantowała sobie udziały w różnych projektach dotyczących wydobycia surowców na terytorium Rosji, a także poza nią. Współpraca ta daje Rosji wpływy z podatków i ceł, zachodnie know-how dotyczące  m.in. wydobycia węglowodorów z coraz bardziej wymagających lokalizacji, a także możliwość oddziaływania na rządy państw, z których te koncerny pochodzą. Ważnym elementem jest oczywiście możliwość dzielenia sojuszników z NATO i UE na tych, którzy będą zarabiać na tej współpracy i na tych, którym ta współpraca zagraża, włącznie z zagrożeniem militarnym.

Zachód pobłażając Rosji w 2015 roku, po zabójstwie Niemcowa, otworzył jej furtkę do dalszych agresywnych działań. Jeszcze bardziej wyzwolił asertywność Moskwy wobec sąsiadów, ale i innych państw wspólnoty europejskiej, które mają inną filozofię funkcjonowania niż ona. Dziś, po próbie zabójstwa Nawalnego, jego groteskowych procesach sądowych i brutalności służb bezpieczeństwa w pacyfikacji antyrządowych manifestacji, Zachód kroczy tą samą ścieżką. Ścieżką, którą wszyscy już znamy i wiemy, dokąd nas prowadzi. Wizyta komisarza Borrella, była kolejnym przykładem słabości i niezrozumienia rosyjskiej polityki zagranicznej. Niestety, z Rosją należy rozmawiać argumentami siłowymi (nie mylić z militarnymi), a nie dawać jej rozgrzeszenie wtedy, kiedy najmniej na nie zasługuje.